W środę wiceminister
Jacek Dominik w imieniu Rady UE przedstawił jej stanowisko w sprawie
budżetu Unii na przyszły rok. Rządy państw Unii chcą, żeby środki na zobowiązania wzrosły w 2012 r. o blisko 4 mld euro, czyli 2,9 proc. w stosunku do tegorocznego budżetu, a na płatności o 2,5 mld euro, tj. 2,02 proc. - Taki
budżet zapewni równowagę między wystarczającymi środkami a trudną sytuacją państw członkowskich. Taki budżet jesteśmy w stanie wyjaśnić obywatelom - mówił Dominik. To mniej niż zaproponowała w kwietniu Komisja Europejska. Według KE zobowiązania powinny być większe o 3,7 proc., czyli o ponad 5 mld euro, a płatności o 4,9 proc., tj. o ponad 6 mld euro. Jednak Rada nie zgadza się na tak duże podwyżki. Jej zdaniem wzrost unijnego budżetu musi odzwierciedlać sytuację w państwach członkowskich, które borykają się z trudnościami. Co więcej, zobowiązania i płatności muszą być realistyczne, a szczególną uwagę powinno się zwrócić na wydatki na administrację.
Propozycję Rady skrytykowała Komisja. - Nie mogę powiedzieć, że to właściwy wybór - mówił Lewandowski. Podkreślał, że w propozycji KE zwiększono środki na działania, które mają poprawić sytuację Unii, np. na konkurencyjność. Zaś Rada, choć stawia to jako priorytet, ścina dofinansowanie na ten dział. Stanowisko Rady nie podoba się również Parlamentowi Europejskiemu, który chciałby większego wzrostu. - Tutaj chodzi o jakość naszej pracy, mamy dodatkowe kompetencje - argumentowali posłowie z komisji budżetowej PE. Pod koniec października propozycja budżetu ma być głosowana w parlamencie. Zgodnie z postanowieniami traktatu z Lizbony budżet ustalają wspólnie Rada i Parlament. Obie instytucje będą musiały wypracować kompromis.