Biznes Ludzie Pieniądze

Mały biznes, choć w rozmiarze XXL. Na dobry początek

Lucyna Róg
26.09.2011 , aktualizacja: 21.09.2011 17:16
A A A Drukuj
BIZNES, LUDZIE, PIENIĄDZE. Nie trzeba wielkich pieniędzy, by zacząć własny biznes. Czasem wystarczą dobry pomysł, konsekwencja i wiedza, z jakiej pomocy może skorzystać początkujący przedsiębiorca
Dziś Plakat XXL działa w wygodnym i przestronnym wynajmowanym mieszkaniu na wrocławskim Ołtaszynie
Fot. Lucyna Róg
Dziś Plakat XXL działa w wygodnym i przestronnym wynajmowanym mieszkaniu na wrocławskim Ołtaszynie
Plakat XXL to typowa studencka firma - założona przez studentów i przez nich prowadzona. Choć może nie do końca typowa, bo jak dotąd żaden z jej pracowników studiów nie skończył. Mimo że, zgodnie z terminami, wszyscy powinni być już absolwentami. Ale "jakoś się nie złożyło ".

Na razie bowiem wszyscy próbują swoich sił w biznesie. Jest ich czterech plus kilku współpracowników. Zaczynali skromnie, w pomieszczeniach wynajmowanych od uczelni, gdzie temperatura w nocy spadała nawet do 3 stopni Celsjusza, a oni żeby zdążyć z zamówieniami, pracowali poubierani w ciepłe kurtki.

Pomysł na firmę drukującą zdjęcia w dużych rozmiarach nie należał do nich. Taki biznes chciało rozwinąć kilka osób, które zgłosiły się do akademickiego inkubatora przedsiębiorczości, gdzie pracowali Łukasz Lergetporer i Jakub Gajdamowicz. Lecz pomysłodawcy zupełnie się nie dogadywali. A gdzie nie ma zgody, nie ma i szans na to, by się rozwinąć.

Dali się zainkubować

Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości to ogólnopolska fundacja promująca przedsiębiorczość wśród młodych. We Wrocławiu działa na dwóch uczelniach: Uniwersytecie Ekonomicznym i w Wyższej Szkole Bankowej. Przedsiębiorca (do 30. roku życia) może tam skorzystać z tzw. preinkubacji. Oznacza to, że korzysta z osobowości prawnej fundacji i nie zakłada własnej działalności gospodarczej, formalnie działając jako komórka organizacji, a w rzeczywistości będąc samodzielnym przedsięwzięciem.

Dla młodego przedsiębiorcy oznacza to duże oszczędności. Bo fundacja w zamian za 250 zł miesięcznej opłaty prowadzi za niego księgowość, udziela porad prawnych, weryfikuje umowy, przydziela firmie jej własne konto bankowe, doradza w prowadzeniu i promuje ją w mediach. Taki stan może trwać maksymalnie dwa lata.

Łukasz Lergetporer i Jakub Gajdamowicz pracowali we wrocławskich uczelnianych inkubatorach. Pełnili tam funkcje dyrektorów. Naturalnie więc sami także zarejestrowali swoją działalność w inkubatorze. Obaj chwalą takie rozwiązanie.

- Działalność w inkubatorze zwalnia przedsiębiorcę z całej biurokratycznej papierkowej roboty i pozwala skupić się na rozwijaniu pomysłu na biznes - przekonuje Lergetporer. - Nie jest jednak tak, że kiedy opuszcza się inkubator, nagle trzeba sobie zacząć z tym wszystkim radzić, nie mając żadnych podstaw i dopiero się ucząc. Siłą rzeczy, kiedy te obowiązki wykonuje za młodego przedsiębiorcę inkubator, on i tak oswaja się z tym, co to jest koszt, kiedy trzeba odliczyć VAT, że są dwa rodzaje podatków itd. Potem to już tylko kwestia przejęcia tych zadań na siebie.

Z Unią się nie udało

Na początek Lergetporer i Gajdamowicz potrzebowali sprzętu - dobrej drukarki, która pozwoli na drukowanie zdjęć w dużych rozmiarach i dobrej jakości. Żaden z nich tak dużych pieniędzy nie miał, więc pomyśleli o unijnym dofinansowaniu.

- Niestety, nikt z nas nie był w ciąży, żaden nie jest rolnikiem itd., więc nie udało się nam skorzystać z dotacji - śmieją się dziś.

Z unijnymi funduszami jest bowiem tak, że nie każdy może starać się o wsparcie. Na dofinansowanie - zwłaszcza pierwszych kroków własnej firmy - mają szansę tylko osoby, które przez Unię Europejską zostają zakwalifikowane jako potrzebujące wsparcia, a zatem np. mieszkańcy małych miejscowości, po 45. roku życia, zagrożeni utratą pracy albo długotrwale bezrobotni itd.

Lergetporer i Gajdamowicz skorzystali więc z leasingu i firma ruszyła. - Co pokazuje, że nawet bez większego dofinansowania można rozpocząć duży projekt, nie warto więc zniechęcać się na starcie brakiem pieniędzy - mówi Lergetporer.

Dziś Plakat XXL działa już w wygodnym i przestronnym wynajmowanym mieszkaniu na wrocławskim Ołtaszynie. Stoi tam już nie jedna drukarka, ale dwie (druga także z leasingu) i ploter tnący. Firma przyjmuje i realizuje zlecenia z całej Polski, bo dzięki internetowi wszystko jest bardzo wygodne. Klient wysyła zamówienie, płaci online i w ciągu 10 dni roboczych odbiera, co zamówił. W ofercie są duże zdjęcia na papierze plakatowym lub fotograficznym oraz na płótnie naciągniętym na drewnianą ramę (tzw. blejtram). Do wyboru 40 różnych formatów - od 30 na 20 cm po 300 na 100 cm. Można także zamówić naklejki na folii cięte po obrysie, do naklejania np. na ścianę, meble, lodówkę czy laptop albo fototapetę.

Zamawiają głównie kobiety, a jeśli już mężczyźn, to przede wszystkim na prezent swoim żonom czy dziewczynom. W sezonie ślubnym najczęściej zamawiane są duże zdjęcia pary młodej, po chrzcinach rodzice chcą podobiznę swojego malucha, wiele jest także obrazów ze zdjęciami zakochanych par, ale także panoram z ładnymi widokami czy po prostu fotografii z wakacji.

- Zdarzają się też zamówienia bardzo nietypowe, dość śmiałe... Ale nic na ten temat nie powiemy, bo obowiązuje nas tajemnica handlowa - śmieją się pracownicy Plakatu XXL. Zapewniają: - Zdjęcie, które do nas trafia, nigdzie dalej nie wychodzi.

Wrocławska firma nie jest jedyną tego typu w Polsce, ale była jedną z pierwszych.

- Niestety, rynek jest dość trudny, bo klienci po prostu nie wiedzą jeszcze, że mogą skorzystać z usługi drukowania własnych zdjęć w tak dużych rozmiarach i że nie wymaga to od nich dużego wysiłku - mówi Lergetporer. - Paradoksalnie pomaga nam Ikea. Ludzie jadą do sklepu, widzą tam zdjęcia w dużych rozmiarach w formie obrazów na ścianę, wracają do domu i zaczynają grzebać w internecie, bo też chcą takie mieć. I tak trafiają do firm takich jak nasza.

Żeby pokazać się potencjalnym klientom, Plakat XXL wszedł ze swoją ofertą do portalu Grupon. Zainteresowanie jest spore. O ile bowiem dotychczas firma miała około stu zamówień miesięcznie, o tyle teraz ma ich tyle w ciągu trzech dni - z tym że oczywiście w bardzo promocyjnej cenie, więc to bardziej kwestia marketingowych korzyści niż tych realnych, finansowych.

Artysta miesiąca i studenci ASP

Sto zamówień miesięcznie to może nie jest jeszcze oszałamiająca liczba, ale firma jest w stanie się z tego utrzymać. Jej pracownicy mają też dużo pomysłów, które chcą wcielać w życie w najbliższej przyszłości. Już teraz promują tzw. artystę miesiąca, czyli osobę, której projekty klienci mogą kupić sobie na ścianę. Plakat XXL szuka także kolejnych chętnych projektantów i chce stworzyć całą grupę współpracowników, którzy będą tworzyć dizajnerskie projekty kupowane przez klientów. W zamian mają dostawać określoną kwotę od każdej sprzedanej sztuki.

Myślą także o organizowaniu konkursów dla studentów ASP, którzy często w swoich pracach dyplomowych muszą zamieścić kilka dużych wydruków, a to przecież kosztuje. Plakat XXL będzie im więc fundował wydruk pracy w zamian za ciekawy projekt.

- Zapału nam nie brakuje, musimy tylko powalczyć z tym, na co narzeka się w Polsce od lat, czyli małym zaufaniem społecznym - mówi Lergetporer. - Teoretycznie bowiem pomysł na współpracę artysty z firmą jest dobry. Od razu jednak pojawia się wątpliwość: "A co jeśli firma będzie oszukiwać, sprzeda więcej obrazów, niż zapłaci mnie, artyście?". Tak jest, niestety, zawsze. Z takim samym brakiem zaufania stykaliśmy się jednak już w inkubatorach, więc mam nadzieję, że mamy wprawę w jego zwalczaniu.

Więcej o firmie na www.plakatxxl.pl. O Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości przeczytacie na www.inkubatory.pl.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów