Nigdy dotąd Bruksela na taką skalę nie wzięła pod lupę działalności Gazpromu w Unii Europejskiej. We wtorek w 10 państwach Unii w Europie Środkowej - lwią część gazu importują one od Gazpromu - inspektorzy KE bez uprzedzenia weszli do biur 20 spółek rosyjskiego koncernu i jego klientów. W Niemczech przyszli do koncernów E.ON i RWE oraz Gazprom Germania, największej europejskiej spółki rosyjskiego potentata. Byli też w firmach w Austrii, Czechach, państwach nadbałtyckich.
U nas zjawili się w siedzibach Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, Gaz-Systemu oraz EuRoPol Gazu, który w 48 proc. należy do Gazpromu i jest właścicielem gazociągu tranzytowego do Niemiec.
- W zarządzie PGNiG do wieczora zablokowano telefony komórkowe, kserowano papierowe dokumenty i zabierano komputery, aby skopiować z nich informacje - opowiadał nam rozmówca z branży gazowej, zastrzegając sobie anonimowość. - Zobaczyć, jak polscy inspektorzy KE zabierają komputer rosyjskiemu wiceprezesowi EuRoPol Gazu Jurijowi Kałużskiemu... Bezcenne - żartował.
Od innego rozmówcy dowiedzieliśmy się, że decyzję o inspekcji podjęła Dyrekcja KE ds. konkurencji 20 września, konsultując ją wcześniej w Polsce z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
- Komisja bada potencjalne praktyki antykonkurencyjne w dostawach gazu do państw członkowskich UE w Europie Środkowej i Wschodniej - stwierdziła Bruksela we wtorek wieczorem. W grę wchodzi np. utrudnianie konkurencji dostępu do gazociągów, blokowanie dywersyfikacji dostaw gazu i narzucanie zawyżonych cen.
W tym roku KE informowała, że hurtowe ceny gazu w Polsce są wyższe niż w Niemczech, chociaż
Polska leży bliżej Rosji. Wiosną Interfax ujawnił dane Gazpromu, z których wynika, że w zeszłym roku za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu Polska płaciła średnio 336 dol., a
Niemcy - 271 dol. W zeszłym roku komisarz UE ds. energii Günther Oettinger powiedział, że także państwa nadbałtyckie za gaz z Rosji płacą drożej niż Niemcy.
Wczoraj Gazprom zareagował. - Jako pionier liberalizacji rynków Europy zawsze byliśmy i pozostajemy zwolennikiem konkurencji - oświadczył koncern. Gazprom podkreślił, że KE nie postawiła żadnych zarzutów, i stwierdził, że ma nadzieję na przestrzeganie przez KE prawa i nienaruszanie interesów koncernu. "Gazprom zastrzega sobie wszystkie swoje prawa" - ostrzegł.
Bardziej otwarcie wypowiadał się Walerij Jaziew, szef Rosyjskiego Związku Gazowego, ściśle współpracujący z Gazpromem.
- To nie była rutynowa procedura. To coś nowego, z czym dotąd
Rosja i rosyjski Gazprom nie miały do czynienia. Takie kontrole prowadzono, gdy problemy w Europie miał
Microsoft i na koniec musiał zapłacić wielkie kary - powiedział Jaziew w
radiu Kommiersant FM. Przypomniał - choć zabrzmiało to sprzecznie z deklaracją koncernu o popieraniu wolnej konkurencji - że Rosja i Gazprom kwestionują tzw. trzeci pakiet energetyczny UE, który ma chronić konsumentów przed gazowymi monopolami.
- KE pokazuje, że interesuje się tą kwestią i chce o niej decydować, mimo zależności Europy od rosyjskiego gazu po awarii japońskiej elektrowni atomowej Fukushima - ocenił Jaziew. Inspekcje uznał za "akcję prewencyjną", która ma zmusić Gazprom do podporządkowania się europejskim przepisom.
A zależność Europy od Gazpromu rośnie. Do końca roku rosyjski gaz popłynie do Niemiec nową rurą Nord Stream, która przez Bałtyk omija Europę Środkową. Dwa tygodnie temu Gazprom podpisał z koncernami z Europy Zachodniej umowę o budowie przez Morze Czarne rury South Stream, która od południa zamknie wnyki monopolu rosyjskiego gazu w Europie Środkowej.
- KE ma prawo do takich działań. Wszelkie starania mające na celu wprowadzenie rzeczywiście wspólnego rynku energii UE, tak by gaz i prąd mogły swobodnie płynąć od Portugalii po Polskę, są słuszne - skomentował inspekcje rzecznik MSZ Marcin Bosacki.
- Polska nie boi się kontroli KE. Kontrola tak naprawdę jest sprawdzeniem, czy Gazprom prowadzi antyrynkową i antykonkurencyjną politykę - powiedział wiceminister skarbu Mikołaj Budzanowski.