Marzenie każdego wydawcy: wszystkie gazety razem wprowadzają opłaty za korzystanie ze swoich serwisów internetowych. Szukający informacji czytelnicy nie będą mieli gdzie pójść, więc wcześniej czy później wyciągną portfele i pieniądze popłyną na
konta gazet szerokim strumieniem.
Coś podobnego od pięciu miesięcy dzieje się na Słowacji. I choć pieniądze, które wpłynęły na konta wydawców, wystarczą na razie w najlepszym wypadku na pensje kilku redaktorów naczelnych, wszyscy wydają się być zadowoleni - wydawcy twierdzą, że w pojedynkę zarobiliby dużo mniej, czytelnicy dostają nieograniczony dostęp do największych tytułów za 29 euro rocznie (albo 2,9 euro miesięcznie), a firma, która zbiera opłaty, zamierza powtórzyć ten wyczyn w innych krajach Europy.
Wydawcy kodują kolejne treści - Jesteśmy zadowoleni - deklaruje Peter Maeinga z firmy Petit Media, wydającej "SME" - jeden z największych słowackich dzienników. W ciągu miesiąca po wprowadzeniu opłat jego firma zarobiła na nich tyle, ile w tym samym czasie wyniosły wpływy od internetowego reklamodawcy gazety z pierwszej dziesiątki. W drugim miesiącu pieniędzy było już mniej. - Ale we wrześniu wpływy znowu wzrosły - zastrzega Maeing.
Poza nim na jednoczesne wprowadzenie opłat zdecydowało się ośmiu największych wydawców prasowych w kraju, w tym takie tytuły jak "Pravda", "Hospdárskie Noviny" czy "Týždeo". Łącznie płatnym dostępem objęto 44 należące do nich witryny internetowe. Nie oznacza to jednak, że wszystkie informacje w słowackim internecie stały się płatne. Np. "SME" zakodowało na początku jedynie 3 proc. swoich treści, w tym stronę z komentarzami i publicystyką. Czytelnicy tej gazety płacą nie tylko za czytanie artykułów, ale również za możliwość ich komentowania online. Dziennik stopniowo rozszerza płatną część, obejmując opłatami coraz więcej treści (obecnie jest to ok. 5 proc.). Witryny SME są w pierwszej trójce najbardziej uczęszczanych serwisów internetowych na Słowacji, dlatego wydawca eksperymentuje z opłatami bardzo ostrożnie w obawie przed utratą części użytkowników, co natychmiast przełożyłaby się na spadek wpływów z reklam.
Właściciele mniejszych serwisów zarabiają na reklamach mniej, dlatego częściej decydują się na kodowanie 50-60 proc. swoich materiałów. Niektórzy pobierają opłaty za materiały
wideo oraz porady ekspertów. Jednak praktycznie każdy tytuł udostępnia część tekstów za darmo. "Týždeo" - największy tygodnik opinii na Słowacji - to jeden z dwóch tytułów, które miały własny system płatnego dostępu już wcześniej. Miesiąc po wprowadzeniu nowego, jednolitego dla wszystkich wydawców odnotował sześciokrotny wzrost liczby zarejestrowanych użytkowników, a ruch na jego stronie pozostał na tym samym poziomie.
Bella ma wizję i stawia na swoim Żadna z redakcji nie wyłożyła na wprowadzenie wspólnego systemu płatności ani grosza. Stworzyła go spółka Piano Media założona przez Tomáša Bellę, byłego naczelnego serwisu SME.sk. W kawiarni pełnej białych kołnierzyków nieopodal
warszawskiej giełdy nie wygląda na człowieka, który zamierza zmusić naród do płacenia za czytanie gazet w sieci. Uśmiechnięty brunet w czarnym podkoszulku z żółtym nadrukiem przypomina raczej studenta. Sam twierdzi, że nie mierzy wysoko. - Uważam, że za informacje w internecie powinni płacić tylko ci, którzy korzystają z nich najwięcej - przekonuje. To samo założenie przyjęła redakcja "New York Timesa", która w marcu wprowadziła opłaty za własny serwis. Jej czytelnicy dostają 20 artykułów miesięcznie za darmo.
- Po pierwszym roku działalności chcielibyśmy zdobyć co najmniej 15-20 tys. abonentów, co daje ok. 0,8 proc. internautów na Słowacji, których jest ok. 2,5 mln. Na razie wygląda na to, że jesteśmy na dobrej drodze, liczba abonentów rośnie z miesiąca na miesiąc - mówi Bella. Przekonanie słowackich wydawców do równoczesnego wprowadzenia opłat zajęło mu rok. Konkurujące ze sobą na co dzień tytuły miały masę podejrzeń i wątpliwości, a niektórzy mieli za sobą też nieudane próby. W 2006 r. "SME" zaczęła pobierać od czytelników pieniądze za czytanie komentarzy i analiz, ale to była porażka. - Na pewno ludzie nie mieli jeszcze tylu kart kredytowych, penetracja internetu też był niższa. Być może gdybyśmy uruchomili taką usługę dziś, byłoby lepiej, a może i nie. Tym razem ryzyko wzięło na siebie Piano i zażądało prowizji. To uczciwe - uważa Maeinga.
Spółki prasowe, które mają chudsze niż przed laty portfele, wolą, żeby koszty budowy systemów płatności ponosił kto inny. Podobnie jak ryzyko prawne. Nie wiadomo, jak urząd antymonopolowy zareagowałby, gdyby największe gazety w kraju same stworzyły jednolity system dostępu i ustaliły wspólny cennik. - A my mamy opinię z urzędu antymonopolowego, w której jest napisane, że nasze nasza działalność jest zgodna z prawem - podkreśla Tomaš Bella.
Słowak mówi: czas na Polskę Założyciel Piano Media porównuje swój pomysł do telewizji kablowej, w której płacąc miesięczny abonament, klienci dostają cały pakiet kanałów. I nie jest to tylko porównanie - do ośmiu wydawców współpracujących z Piano Media dołączyła również
telewizja komercyjna TV Joj, która udostępnia internautom w ten sposób swoje archiwa.
W maju łączne wpływy z internetowych subskrypcji wyniosły 40 tys. euro. Po potrąceniu 30 proc. prowizji na rzecz Piano Media pozostaje 28 tys. euro do podziału przez dziewięć podmiotów. - To nie jest góra pieniędzy, ale jakiś dodatek do wpływów reklamowych z tych firm - mówi Marcel Vašš, prezes interaktywnej agencji Etarget powiązanej kapitałowo z Piano Media. Peter Maeinga ze "SME" podkreśla, że we współpracy z Piano Media chodzi nie tyle o pieniądze, co edukację dziennikarzy i czytelników.
- Cały czas się tym bawimy i sprawdzamy, kto i za co chce płacić, a to jest cenna wiedza. Zastanawiamy się też, co jeszcze możemy zrobić albo zmienić, żeby przyciągnąć czytelnika. Na przykład podzieliliśmy prognozę pogody. Tygodniowa pozostała bezpłatna, ale miesięczna znajduje się już w sekcji płatnej - tłumaczy Maeinga.
Eksperymentuje również Bella. W zeszłym tygodniu słowacka firma MonogramVentures zainwestowała w jego system płatności kolejne 300 tys. euro, podnosząc tym samym rynkową wycenę Piano Media do miliona euro. Z nowych pieniędzy Tomáš Bella chce sfinansować ekspansję zagraniczną. W miniony piątek przekonywał do swego pomysłu wydawców w
Warszawie.
- Których? - pytam.
- Na razie nie mogę tego ujawnić. Ale najprawdopodobniej w styczniu Piano wprowadzi swój system w innym kraju Europy Środkowej - zapowiada Bella.