Wyniki LPP świadczą, że kryzys w branży odzieżowej już za nami? - Nie chciałbym zajmować się ekonomią w skali makro i wyrokować kiedy zaczął a kiedy skończył się kryzys. Jeśli chodzi o spółkę LPP to zauważalna jest dynamika wzrostu przychodów i zysków.
Ale moment kryzysowy był? Zależy co rozumiemy pod pojęciem kryzys. Nam w 2009 roku po prostu nie udało się powtórzyć dobrych wyników z 2008. Zanotowaliśmy mniejszy zysk, ale przychody nie były mniejsze. To był jedyny taki moment w ostatnich latach. Złożyły się na to dwie przyczyny. Po pierwsze zmniejszenie popytu konsumpcyjnego, a po drugie gwałtowna zwyżka ceny dolara i euro oraz spadek wartości złotego. Pierwsza waluta wpływa na koszty zakupu odzieży, a druga na cenę najmu powierzchni handlowej
Od tego czasu firma ciągle się rozwija, zwiększa zyski i liczbę sklepów, jest coraz bardziej widoczna zagranicą - Faktycznie staramy się sprzedawać nie tylko w Polsce, ale także w innych krajach. Swoje salony mamy w 11 państwach środkowo - wschodniej Europy. Praktycznie każdy lokalny rynek, może poza Stanami Zjednoczonymi w pewnym momencie robi się za mały aby można było się dalej rozwijać. Decyzje dotyczące takiej polityki zostały podjęte już 10 lat temu, a to co się teraz dzieje to konsekwentna realizacja tej strategii.
Trudno było zaistnieć na obcym rynku? To jest ta sama strefa geograficzna i budowanie handlu detalicznego w krajach jak
Czechy,
Rosja czy
Łotwa oraz ich rozwój odbywa się mniej więcej w tym samym tempie co w Polsce. Mimo tego było nieco inaczej. Pozycja naszych marek na rynku polskim jest zdecydowanie wyższa niż na rynkach zagranicznych. Tego nie da się osiągnąć w kilka lat. W Polsce jesteśmy w branży od ponad 20 lat, a handlem detalicznym zajmujemy się od 1999. Zagranicą mieścimy się w sferze dostrzegalnych marek, ale nie jesteśmy, tak jak w Polsce, numerem jeden pod względem sprzedaży.
A która marka najlepiej się sprzedaje? Na to pytanie trzeba spojrzeć pod kątem łącznej wartości zysku. Pod tym względem bezkonkurencyjny jest Reserved, który generuje ponad 50 proc. zysków. Pozostałe marki to mniej niż połowa całości. Oczywiście mówimy tutaj o wszystkich rynkach łącznie
Każdy kraj ma swoją ulubioną markę? - Raczej nie. Chociaż jedno stwierdzenie można byłoby zaryzykować. A mianowicie w Rosji jest widoczna obecnie większa sprzedaż marki Cropp Town niż w Polsce w przeliczeniu na każdym metr powierzchni handlowej. Ale z drugiej strony nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że Rosjanie wolą tę markę, bo mierząc ilość powierzchni to w Polsce sklepy Cropp liczną 40 tys. metrów kwadratowych a w Rosji tylko 8 tys. Więc raczej mamy do czynienia z uniwersalizmem tych marek. Świat się globalizuje jeśli chodzi o modę i preferencje klientów trudno zatem powiedzieć jednoznacznie, że któryś z braendów jest lepszy lub gorszy. Rynki są porównywalne, nie można jakoś rozdzielić preferencji w stosunku do krajów. To dotyczy także innych graczy międzynarodowych. Skończyły się czasy, że w Polsce modne jest to co na zachodzie trzy lata wcześniej. Jakiś podział na kraje jest, ale nie minimalny np., że - Brytyjczycy ubierają się bardziej ekstrawagancko niż
Niemcy, ale jeśli chodzi o masowe produkty to jest podobnie
W salonach firmy LPP wszędzie można dostać te same rzeczy? - Asortyment nie różni się od siebie. Inna jest organizacja sprzedaży. Na przykład w Rosji, ze względu na klimat, warto jest wcześniej i w większej ilości dostarczyć do sklepów stroje zimowe. To nie jest nasze autorskie podejście, wynika z obserwacji innych firm z rynku zachodniego działających na wschodzie.
Wychodząc na zagraniczne rynki firma skierowała się na wschód. Tam było łatwiej zaistnieć? Zdecydowanie. Te rynki nie były nasycone, a są na zbliżonym stopniu rozwoju handlu detalicznego, czym różnią się od krajów Europy Zachodniej. Nowoczesny handel detaliczny w takich krajach jak
Polska opiera się na budowie centrów handlowych w centach dużych miast, czego nie ma na zachodzie, a jeśli występuje to w znacznie mniejszej skali. U nas zaniknął handel uliczny, a na zachodzie jest mnóstwo ulic ze sklepami. Dlatego trudno byłoby nam znaleźć tam atrakcyjne lokalizacje.
Pomału w tych krajach również nie robi się już za ciasno? Są plany by wejść jeszcze na inne rynki? - W tej chwili nie ma. Ale za 2-3 lata trzeba będzie powtórnie zrobić analizy, by obrać kierunki działania. Wtedy też przyjrzymy się rynkowi i podejmiemy stosowne decyzje. Czasami trudno jest określić stopień nasycenia własnych marek w danym kraju. Na zachodzie są firmy, które mają ogromne ilości sklepów w poszczególnych krajach. Poza tym wciąż rośnie ilość środków jakie klienci wydają na konsumpcję, w tym także odzież. Na tę chwilę nie mogę wskazać miejsca, gdzie już działamy już i gdzie nie warto byłoby otworzyć kolejnego sklepu, w nowobudowanym centrum handlowym. Mamy autorskie oceny gdzie warto, a gdzie nie warto tego robić, ale na razie wynika, że w większości państw wciąż warto.
Chociaż w Rumunii i Bułgarii, czyli w miarę nowych krajach w Unii Europejskiej skala naszego działania jest niewielka, bo przynajmniej na teraz się są to dobre lokalizacje dla naszego biznesu. Jestśmy tam jednak obecni, bo liczymy, że z czasem sytuacja się odwróci. Na innych rynkach nie ma znamion nasycenia
A jeśli by się pojawiło to spółka jest gotowa pojść na rynki międzykontynentalne? - Powiem tak, nie ma miejsc na świecie, gdzie z klucza wiadomo byłoby, że nie ma sensu tam wchodzić. Przecież znane marki mają swoje salony już także w krajach Ameryki Południowej i Chinach. Pewnie Mówi się tylko, że w Afryce, szczególnie środkowej jest raczej słabo, ale nawet w krajach biednych można zrobić dobry biznes
Kto jest największą konkurencją dla LPP. W Polsce jesteście bezkonkurencyjni, a zagranicą?
- Nie deklasujemy rywali, mamy po prostu największe przychody ze sprzedaży w Polsce. Ale to nie zmienia faktu, że tutaj, jak i w innych krajach konkurencja jest olbrzymia. Należą do niej globalni gracze jak H&M, marki grupy Inditex (Zara czy Bershka itp.) , ale także lokalne marki mające lepszą lub gorszą pozycję w danym kraju.
Są jakieś plany na stworzenie kolejnej marki? - To także jest otwarta kwestia. Jeśli ma się pomysł na fajny koncept to da się go sprzedać. Nie ma w Europie wyraźnej hegemonii w poszczególnych fragmentach rynku (tańsze, droższe), a klient lubi mieć wybór i lubi nowości. Jest jeszcze dużo miejsca choć czasami wydaje się, że wszystko jest już zajęte. My również myślimy o stworzeniu kolejnej własnej marki, na pewno nie kupowaniu, jednak by się to ziściło potrzeba paru lat .
-