Biznes Ludzie Pieniądze

Przygody dobrego wojaka Fiskusa podczas wojny z hazardem

Rafał Zasuń
24.10.2011 , aktualizacja: 24.10.2011 15:07
A A A Drukuj
Z frontu walki z hazardowym podziemiem nadeszły kolejne dobre wiadomości. Brygada dzielnych celników w kominiarkach wtargnęła do szczecińskiego klubu, w którym 100 osób zorganizowało sobie turniej pokerowy. Skonfiskowano karty, żetony i pieniądze, które miały pójść na wygrane. Graczom grozi grzywna, a nawet więzienie.
Poker
Poker

Fot. Łukasz Zandecki/AG
SONDAŻ
Czy Fiskus słusznie ściga grających w pokera?

Tak, jak chcą grać niech idą do kasyna
Nie, to kolejny polski absurd
Nie mam zdania

- Osoby zapisujące się do udziału w turnieju wpłacały wpisowe, a wygraną miały być pieniądze. Nie była to grupa koleżeńska, która się zebrała, żeby pograć w karty dla przyjemności. Mieliśmy do czynienia z organizacją nielegalnego turnieju gry w pokera na pieniądze - zapewnił szef Służby Celnej i wiceminister finansów Jacek Kapica. I uprzedził, że służby nie będą dawać pokerzystom pardonu. Bo w pokera można grać tylko w kasynie. I trzeba mieć specjalne zezwolenie.

Nie wiem, co minister rozumie przez słowo "przyjemność". Zwykle ludzie grają w karty, bo sprawia im to frajdę, niezależnie od tego, czy grają o pieniądze, czy nie.

Czy jeśli spotkam się z trzema kolegami w knajpie, będziemy pić piwo i grać w pokera albo w kości (również zakazane) o pieniądze, to popełniamy przestępstwo albo wykroczenie? A kolega, który zorganizował w swojej firmie totka wyborczego? Czy również powinni go zabrać razem z pulą i komputerem panowie w kominiarkach?

Jeśli literalnie czytać ustawę o grach hazardowych, to wcale nie. Karalne jest "urządzanie i prowadzenie działalności" w zakresie gier losowych, pokera lub kości albo zakładów wzajemnych, a nie sama gra, bo tej żaden przepis nie zakazuje. Mogę się spotkać w domu z kumplami i zagrać w pokera albo założyć z pięcioma kolegami o wynik meczu i służbie celnej nic do tego. Mogę sobie nawet wstawić w domu "jednorękiego bandytę" i grać na nim z rodziną, jeśli tylko będę miał taki kaprys. Sformułowanie "urządzanie i prowadzenie działalności" zakłada - przynajmniej na zdrowy rozsądek - czerpanie zysków. Inna interpretacja oznaczałaby, że gra w pokera lub kości o pieniądze jest całkowicie zakazana, a "urządzający" - czyli gospodarz - zawsze podlega karze. Nikt nigdy w resorcie finansów takiej absurdalnej tezy nie wygłosił.

Uczestnicy szczecińskiego turnieju twierdzą, że był zorganizowany z okazji 50. urodzin jednego z nich. Wpisowe miało pójść na wygrane i wynajęcie sali. Jeśli to prawda - a służby celne powinny chyba najpierw przesłuchać organizatorów, zanim skonfiskowały im karty - to minister Kapica i jego podwładni ośmieszą się przed sądem. Żaden przepis nie limituje bowiem liczby graczy w prywatnego pokera. Mogę zaprosić do siebie czterech kolegów, ale mogę i 96. Ważne, żebym nie miał z tego żadnej korzyści poza ewentualną wygraną, nie mogę potrącać sobie nic z puli.

Kiedy w atmosferze gorączkowego pośpiechu po tzw. aferze hazardowej w 2009 r. uchwalano ustawę o grach, ludzie z Polskiej Federacji Pokera Sportowego ostrzegali, że przepisy są tak nieprecyzyjne, iż może się zdarzyć, że celnicy ukarzą Bogu ducha winnych ludzi, którzy spotkają się w pubie, żeby pograć w pokera o parę złotych. - Przesadzają - pomyślałem wtedy. - Przecież w resorcie finansów nie pracują idioci.

Okazało się, że jednak nie doceniłem naszych dzielnych celników i ich szefa, który notabene przyznał, że przepisy o pokerze są złe i trzeba je zmienić. Resort rozmawia o tym z Polską Federacją Pokera Sportowego.

Czy nie można było się nad tym zastanowić w 2009 r.? Ależ wtedy trzeba było uchwalić ustawę bardzo szybko, bo zagrażali jej losom wstrętni hazardowi lobbyści, np. Polska Federacja Pokera Sportowego. Jej propozycje należało więc odwalić bez czytania

Rozpędzenie towarzyskiego pokerka zapewne przejdzie do historii najbardziej absurdalnych wyczynów polskiego fiskusa. Ale w moim prywatnym rankingu bezapelacyjny rekord głupoty należy do celników, którzy wypowiedzieli wojnę koszulce Cristiano Ronaldo. Gwiazdor Realu Madryt gra w koszulce z logo sponsora klubu - firmy Bwin, czyli internetowego bukmachera. Reklama hazardu jest zakazana, kiedy więc transmitująca m.in. ligę hiszpańską i angielską telewizja Canal Plus zrobiła billboardową kampanię reklamową z piłkarzami w klubowych koszulkach, celnicy wszczęli postępowanie przeciwko telewizji, oskarżając Canal Plus o reklamowanie hazardu. A wiceminister Kapica swoich podwładnych poparł, zapewniając jednak łaskawie, że nie będzie obdzierał fanów Realu z koszulek. - Jeśli dziecko będzie szło w koszulce z reklamą, to mogę pana zapewnić, że żaden funkcjonariusz mu jej nie zdejmie. Ale jeżeli jakaś firma zorganizuje reklamę w taki sposób, że wynajmie ludzi i przebierze w koszulki, i oni będą w nich chodzić po mieście, to będzie wszczęte postępowanie karnoskarbowe - wyjaśniał Jacek Kapica w wywiadzie dla sportowego portalu.

Załóżmy, że jakimś cudem polski klub awansuje do Ligi Mistrzów i spotka się z Realem Madryt. Piłkarze hiszpańskiego klubu wyjdą na murawę a tu zamiast sędziego będą na nich czekać celnicy w kominiarkach i każdemu wręczą postanowienie o wszczęciu postępowania, a następnie skonfiskują koszulki. Absurd? Wcale nie. Wszystko pasuje do konstrukcji ministra Kapicy. Zorganizowała piłkarzy firma, czyli Real, przebrała w koszulki i chodzą po mieście, bo w końcu stadion jest w mieście.

Postępowanie w sprawie koszulki ciągnie się już dziesięć miesięcy. Decyzji nie ma. Celnicy przesłuchują pracowników Canal Plus, pewnie wezwaliby chętnie samego Cristiano Ronaldo. Autor całej sprawy nie ma odwagi ani ukarać telewizji, bo wie, że się ośmieszy, ani sprawy umorzyć, bo wtedy musiałby się wytłumaczyć, po co w ogóle ją wszczynano. A płacą za to podatnicy

Trudno zrozumieć, dlaczego resort finansów tak uparcie obstaje przy najbardziej idiotycznej interpretacji przepisów i jest zupełnie odporny na argumenty. Jedyne wytłumaczenie to cytat z mądrości dobrego wojaka Szwejka. - Wiedziałem, że gadanie z nim na nic się zda. Przychodzą takie chwile w życiu człowieka, że jest wobec wszystkiego głuchy jak pień - tłumaczył Szwejk pytany, dlaczego nie próbował przekonać wachmistrza z Putimia, że nie jest rosyjskim szpiegiem.

Mam wrażenie, że w departamencie gier resortu finansów zadomowił się jakiś miłośnik Haszka i Gogola. Za wszelką cenę próbuje przebić obu pisarzy w wymyślaniu urzędniczych absurdów.



O tej sprawie czytaj też na naszym redakcyjnym blogu

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 10
  • 8
  • 8
  • 5
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy