Najpierw - od lutego przyszłego roku - rolnicy sami zaczną płacić składki zdrowotne. Właściciele gospodarstw większych niż 15 ha zapłacą 36 zł miesięcznie. Tyle samo, ile płacą za zdrowie przedsiębiorcy. Połowę tej sumy - 18 zł - wyłożą rolnicy mający od 6 do 15 ha. Za posiadających mniej niż 6 ha zapłaci państwo.
Teraz państwo płaci składki zdrowotne za wszystkich 1,5 mln rolników i ich rodzin. W tym roku wyłoży na to prawie 1,9 mld zł. Trybunał Konstytucyjny uznał, że fundowanie wszystkim rolnikom, nawet bogatym, opieki zdrowotnej jest niezgodne z konstytucją. Dał posłom czas do lutego, aby zmienili przepisy.
Propozycja premiera oznacza, że państwo dalej będzie płacić za leczenie ok. 900 tys. rolników. Ponad 300 tys. zapłaci połowę składki, a całą - niespełna 200 tys. osób. Tak można szacować na podstawie wyników najnowszego spisu rolnego. Dokładnych danych nie ma. Dałoby to
budżetowi ok. 150 mln zł rocznie.
Takie rozwiązanie nadal może być niekonstytucyjne. Powód? Rolnicy mający małe gospodarstwa nie będą opłacać składek, a przecież część z nich może z 5 ha całkiem dobrze żyć. Tymczasem Trybunał uznał, że bogaci farmerzy sami powinni płacić na zdrowie.
Związkowcy już protestują. - Postulowaliśmy 18 zł składki, ale od 15 ha. Na więcej się nie zgodzimy - mówi
Władysław Serafin, szef Związku Rolników, Kółek i Organizacji Rolniczych. Może nie mieć wyboru, bo rząd walczy z czasem. Przedstawione przez premiera zmiany parlament musi przegłosować, a prezydent podpisać do końca roku.
Ma to być rozwiązanie przejściowe i początek zmian na wsi. Premier zapowiedział, że od 2013 r. rolnicy zaczną prowadzić rachunkowość. I tak musieliby to robić, bo taki obowiązek chce wprowadzić Komisja Europejska dla wszystkich korzystających z unijnych dopłat. - To niezbędny krok, aby ewolucyjnie, bez wstrząsów, wprowadzić podatek dochodowy w rolnictwie - powiedział premier.
Rolnicy podatki mieliby płacić jak wszyscy Polacy. Zmiany obejmą na początek największe gospodarstwa i stopniowo pozostałe. Jednocześnie zniknie podatek rolny, a z czasem też
KRUS, do którego podatnicy dopłacają co roku 15 mld zł.
Rolnicy będą płacić składki emerytalne i zdrowotne jak przedsiębiorcy - do ZUS. - Tak będzie sprawiedliwiej, a dla wielu rolników nie musi być to ze szkodą, tylko może być z korzyścią - przekonywał Tusk. Dzięki temu dostaną na starość wyższe emerytury. Dzisiaj KRUS wypłaca im na starość przeciętnie 843 zł. Dla porównania średnia
emerytura z ZUS to 1570 zł.
- KRUS nie jest kopalnią złota dla polskich rolników (...) a w ich kieszeniach nie kryją się jakieś dziesiątki miliardów złotych - mówił Tusk. Wątpliwe jednak, że likwidacja rolniczej kasy nastąpi w tej kadencji Sejmu.
Takich zmian ekonomiści domagali się od lat. Prof. Katarzyna Duszkowska-Małysz z SGH uważa, że wyjdą rolnikom na zdrowie. - Staną się przedsiębiorcami i będą mogli odliczać składki i koszty od podatku. To przyśpieszy zmiany na wsi, zwłaszcza łączenie się małych gospodarstw - mówiła.
Czy zgodzi się na to PSL? Minister rolnictwa
Marek Sawicki powiedział w Sejmie, że nie był zaskoczony exposé premiera. - Mówimy o ewolucyjnych zmianach, które od miesięcy są omawiane i przygotowywane - przekonywał. Choć jeszcze kilka dni temu PSL złożył projekt ustawy, który zakładał, że państwo będzie płaciło składki za rolników mających do 15 ha, a o zmianach w KRUS ludowcy w ogóle nie chcieli słyszeć.