Wczoraj KE ogłosiła, że ponownie pozwie
Niemcy za ochronę VW, bo chociaż
Berlin już w 2007 r. przegrał proces w tej sprawie w ETS, to zdaniem Brukseli potem Niemcy nie wykonały wyroku prawidłowo.
KE chce też, aby Niemcy zapłaciły za to karę w wysokości 31 tys. euro za każdy dzień od czasu ogłoszenia wyroku ETS w 2007 r. do czasu zmiany przepisów lub ponownego ogłoszenia wyroku przez ETS. A po ogłoszeniu tego ponownego wyroku do zmiany przepisów kara dla Niemiec wzrosłaby do niemal 283 tys. euro dziennie.
Spór dotyczy przepisów o uprzywilejowaniu 20 proc. akcji VW, które należą do landu Dolna Saksonia, a za jego pośrednictwem - do władz Niemiec. Zgodnie z tymi przepisami inni akcjonariusze VW nie mogli wykonywać więcej niż 20 proc. głosów z akcji niezależnie od tego, ile ich mieli. Dodatkowo władze Dolnej Saksonii mogą blokować strategiczne decyzje podjęte większością głosów pozostałych akcjonariuszy VW. Większość akcji VW należy do rodzin Porsche i Piech.
Po wyroku ETS trzy lata temu rząd Niemiec usunął pierwszy z tych przepisów, ale pozostawił m.in. w statucie VW prawo weta w strategicznych decyzjach dla Dolnej Saksonii.
Bruksela rozmawiała z Niemcami o usunięciu także tych zapisów, ale gdy nie dało to wyniku, ponowiła pozew do ETS.
- Czy Europa nie ma czegoś lepszego do roboty? - komentował decyzję KE zirytowany premier Dolnej Saksonii David McAllister. A rząd Niemiec stwierdził, że wypełnił już wyrok ETS z 2007 r.
- W prywatnej spółce, jaką jest VW, nie można wprowadzać specjalnych przepisów dla jednego z akcjonariuszy. Przepisy te potencjalnie dopuszczają także do politycznej ingerencji w działalność biznesową - powiedziała rzeczniczka KE Chantal Hughes cytowana przez agencję AFP. Podkreśliła, że Niemcy nie mogą liczyć na taryfę ulgową. - To kwestia uczciwego i równego traktowania w stosunku do innych państw UE - powiedziała Hughes.