Biznes Ludzie Pieniądze

"Dziś nikt w Wielkiej Brytanii nie zagłosowałby za euro"

Lord Stephen Green, minister ds. handlu i inwestycji Wielkiej Brytanii
02.12.2011 , aktualizacja: 05.12.2011 12:10
A A A Drukuj
Wielka Brytania już dawno nie była tak eurosceptyczna. Ale jednocześnie w jej gospodarczym interesie wcale nie jest, by strefa euro się rozpadała. - Teraz nie znalazłaby się ani jedna osoba w Wielkiej Brytanii, która zagłosowałaby za wejściem do strefy euro - mówi "Gazecie" Lord Stephen Green, brytyjski minister ds. handlu i inwestycji
Lord Stephen Green, minister ds. handlu i inwestycji
.
Lord Stephen Green, minister ds. handlu i inwestycji
Brytyjczycy, Szwedzi czy Duńczycy, czyli "stare" kraje członkowskie Unii Europejskiej, które nie przyjęły euro, teraz pewnie zacierają ręce. Okazuje się bowiem, że bycie poza strefą euro jest dla nich pewnie korzystniejsze, niż gdyby się posługiwali wspólną walutą. Przykładem może być oprocentowanie obligacji rządowych, którego wysokość świadczy o wiarygodności danego kraju.

Obecnie oprocentowanie brytyjskich obligacji dziesięcioletnich (denominowanych w funtach) sięga 2,2 proc. To mniej więcej tyle co niemieckich. Patrząc jednak na wskaźniki dotyczące zadłużenia i deficytu, Wielka Brytania wypada gorzej od Niemiec czy nawet Francji, której podobne papiery są oprocentowane na 3,6 proc. Dług publiczny Wielkiej Brytanii sięgnie w 2011 r. 84 proc. PKB, a deficyt sektora finansów publicznych - 9,4 proc. PKB (dane Komisji Europejskiej). W przypadku Francji te wskaźniki wynoszą odpowiednio - 85,4 proc. PKB oraz 5,8 proc. PKB. Oczywiście trzeba uwzględnić też inne czynniki w ocenie wiarygodności kraju, jak choćby kondycję sektora bankowego czy perspektywy wzrostu PKB.

Innym przykładem jest porównanie mających własne waluty Szwecji i Danii oraz będącej w strefie euro Finlandii. Szwecja obecnie może się szczycić najniższym oprocentowaniem dziesięcioletnich obligacji w całej UE. To zaledwie 1,7 proc. W przypadku Danii sięga ono 2,1 proc. - to jeden z najniższych poziomów od wielu lat. A Finlandia mająca niemal zrównoważony budżet i nieco wyższy niż Dania dług publiczny? Jeszcze dwa-trzy tygodnie temu oprocentowanie jej dziesięcioletnich papierów sięgało 2,2 proc., obecnie wzrosło do 2,9 proc. Skąd taka różnica? Odpowiedź ekonomistów jest prosta: Finlandia jest w strefie euro i nie może prowadzić własnej polityki pieniężnej.



Leszek Baj: Brytyjczycy są sceptycznie nastawieni do euro?

Lord Stephen Green*: Ważne by rozróżnić sceptycyzm w stosunku do euro i do Unii Europejskiej.

Więc Brytyjczycy nie są sceptyczni co do Unii?

- Niektórzy są. Ale wiele osób, w tym ja sam, jest fanami Europy. Wielka Brytania należy do Unii Europejskiej i jest jej aktywnym członkiem, ale i ja uważam, że nie jest dobrym pomysłem przyjmowanie euro. Teraz prawdopodobnie nie znalazłaby się ani jedna osoba w Wielkiej Brytanii, która zagłosowałaby za przystąpieniem naszego kraju do strefy euro.

Jakie Brytyjczycy mają pomysły na rozwiązanie obecnego kryzysu gospodarczego w Europie?

- To kraje mające euro muszą się uporać z kryzysem w strefie euro. Wielka Brytania nie jest jej członkiem, ale jesteśmy dotknięci przez kryzys, bo połowa naszego eksportu jest kierowana do strefy euro.

Samo znalezienie lekarstwa na kryzys finansowy nie wystarczy. Trzeba sięgnąć do jego korzeni, czyli uporać się z nierównowagami ekonomicznymi. Potrzebne są reformy strukturalne w takich krajach jak Grecja czy Włochy. Tym się mają zająć nowe rządy w tych krajach.

Liderzy strefy euro pod koniec października uzgodnili też wzmocnienie funduszu ratunkowego dla strefy euro (EFSF), rekapitalizację banków, jeśli będzie to niezbędne, oraz częściowe oddłużenie Grecji. To potrzebne działania, by wszystko od nowa poukładać.

Przez wiele lat pracował pan w sektorze bankowym, w czasie kryzysu finansowego stał pan na czele banku HSBC. Teraz w czasie kryzysu finansów publicznych w Europie przeszedł pan do sektora rządowego...

- To dwa zupełnie różne miejsca pracy. Nie narzekam na brak wyzwań. Handel jest bardzo ważny dla brytyjskiej gospodarki. Musimy przenieść ciężar rozwoju gospodarczego ze wzrostu opartego na konsumpcji wewnętrznej w kierunku wzrostu mocniej opartego na konkurencyjnym handlu zagranicznym.

Jak chcecie to zrobić?

- Kluczem do wzrostu eksportu są rynki wschodzące Azji, Ameryki Łacińskiej czy Bliskiego Wschodu. Jest pewnie z 10-15 krajów, na których powinniśmy się skupić. Wśród nich są: Chiny, Indie, Brazylia czy Rosja. Duży potencjał ma także Indonezja. W Libii w ciągu kolejnych dziesięciu lat będą potrzebne gigantyczne inwestycje w rekonstrukcję kraju. Brytyjskie firmy mają dobre podstawy, żeby robić tam interesy.

W kontekście europejskim ważnym partnerem są kraje wschodzące Europy, w tym Polska. Musimy upewnić się, że brytyjskie firmy wykorzystają możliwości rozwoju w waszym kraju. W końcu jesteście jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Europie.

Jakie możliwości rozwoju widzą brytyjskie firmy w Polsce?

- Chodzi o współpracę przy rozwoju energetyki jądrowej, budowie infrastruktury, wydobyciu gazu łupkowego, ale też działalność w branży sprzedaży detalicznej. Już mamy mocne relacje handlowe, ale chciałbym, żeby więcej firm z Wielkiej Brytanii przyjeżdżało do Polski. Okazją będą przyszłoroczne mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Wielu Polaków zna Wielką Brytanię, bo żyło tam albo ciągle żyje. To pomaga w tworzeniu naszych relacji gospodarczych.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 2
  • 1
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • blust

    0

    Europejczycy poprosili neoliberalow zeby im zaprojektowali system monetarny i zaplaca wysoka cene.

    Euro bylo utworzone w sposób który gwarantował ze w razie recesji slabe kraje zbankrutuja. Neoliberalowie nie wiedza jak działa pieniądz państwowy i kredytowy i tego po prostu nie wiedzieli. Myśleli ze Euro jest podobnym systemem do dolara i jena, a jest fundamentalnie rozne: to dlatego Japonia ma 2x większy deficyt i dług niz Grecja i spokojnie sprzedaje obligacje placac 1%, zaden neoliberal tego nie rozumie. Podobnie USA - wlasnie im oprocentowanie spadło, a popyt 3x większy niz podaz nowych obligacji. Natomiast Niemcy widza jak popyt na ich obligacje wysycha. Rożnica tkwi w systemie monetarnym.

    Deficyt tworzy nadmiarowe rezerwy które moga zostać oddane tylko do rzadu (transakcje wewn. sektora prywatnego tylko przekladaja rezerwy z konta na konto ale nie moga ich nadwyżki zlikwidować). Tak wiec rzad z własna waluta nie musi konkurować oprocentowaniem z rynkiem tylko z oprocentowaniem rezerw miedzybankowych (obecnie w USA 0.25%), wiec jakby zaoferowali 0.26% to sprzedadzą wszystko. W USA popyt na obligacje jest 3x wiekszy od emisji, w Niemczech 2x niższy, bo Niemcy konkurują z rynkiem a USA nie. Rożnica jest w systemie monetarnym a nie wielkości długu itp.

    Kraje Euro *najpierw* pozyczaja Euro na rynku (Euro które bylo wcześniej wykreowane "z niczego" przez ECB), potem moga je wydac.
    USA *najpierw* kreuje z niczego dolary (nie moze ich pozyczyc ani zabrać podatkiem zanim jej nie wyemituje, bo jest jedynym zrodlem dolarów we Wszechswiecie) a *potem* powstałe w tej operacji rezerwy miedzybankowe zamienia na obligacje. Chetni sie znajda niezaleznie od oferowanych stop procentowych bo owe nadwyżkowe rezerwy sa marginalnie mniej warte niz jakiekolwiek obligacje. To tłumaczy dlaczego np. Japonia ma niskie stopy mimo dlugu 2x większego niz Wlochy - stopy ustala tam bank centralny, nie rynek. Nawet jakby rynek wolal poniesc stratę i nie chciał obligacji to nie szkodzi, bo jak widac z powyzszego obligacje NIE finansują wydatków państwa (jak to jest w przypadku krajow Euro) - bo pieniądz juz został stworzony.

    Wyjaśnienie mechanizmu:
    neweconomicperspectives.blogspot.com/2009/11/what-if-government-just-prints-money.html

    bilbo.economicoutlook.net/blog/?p=12176

  • wyjepka

    0

    Rule Britannia !

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX