- Jesteśmy największym bankiem w Europie - oznajmia mi Renier Lemmens, który w PayPal, liderze internetowych płatności, odpowiada za rynki Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu.
Widząc mój zdziwiony wzrok, blisko dwumetrowy Holender szybko dodaje. - Oczywiście, nie pod względem wielkości aktywów czy długów umorzonych Grecji. Ale nikt nie ma w Europie 38 milionów aktywnych klientów i nie obsługuje ponad trzech milionów firm - twierdzi. Siedzimy w niewielkim pokoju w budynku przy 174 Hudson Street, starej i szykownej dzielnicy TriBeca na Dolnym Manhattanie. Poza pokojem, na ok. 150, może dwustu metrach otwartej przestrzeni, PayPal pokazuje, jak widzi przyszłość zakupów i jak chce zastąpić portfel komórką. I to już w przyszłym roku.
W skrócie: smartfon i aplikacja PayPal ma zastąpić praktycznie cały "plastik" z tradycyjnego portfela. Zarówno karty kredytowe, debetowe, jak i karty lojalnościowe dla stałych klientów. - Cały handel się zmienia - mówi Lemmens. Jego zdaniem na tyle, że dalsze rozróżnianie między handlem tradycyjnym a internetowym traci sens. - To już commerce, nie e-commerce. Dzięki smartfonom zawsze jesteśmy online. Trzeba też zmienić myślenie o sprzedaży. To nie sam moment transakcji, tylko proces. A on obejmuje minuty albo czasem miesiące. Zarówno przed, jak i po transakcji.
Jak działa portfel PayPal? Załóżmy, że chcemy kupić ogrodowy
grill. W internecie przeglądamy modele, czytamy recenzje. W końcu wybieramy model. I w aplikacji zapisujemy go na tzw. liście życzeń. - Tydzień później idę ulicą, bum, dostaję na
iPhone'a SMS-a z ofertą: "75 dolarów rabatu na grill, wejdź do naszego sklepu" - pokazywał jeden z pracowników PayPal. By upewnić się, że to ten sam model co na liście życzeń, wystarczy zeskanować smartfonem kod kreskowy. Płatność? Też w smartfonie. I to urządzona tak, że można część kwoty zapłacić z karty kredytowej, część z rachunku bankowego. A część ze środków na tradycyjnym rachunku PayPal. I tak za grilla za 300 dolarów jedną trzecią można zapłacić z kredytówki, resztę z rachunku. Chyba że mamy kupon ze zniżką. - Jeśli w aplikacji mieliśmy zapisany rabat od danego sklepu, automatycznie uwzględnimy i to - opowiada przewodnik. Klikasz, grill kupiony.
- A teraz coś, czego nie ma nikt inny - mówi Lemmens. Już po samej transakcji PayPal, który działa w końcu jak centrum rozliczeniowe, pozwala... zmienić sposób płatności. W zależności od sprzedawcy od pięciu do nawet 30 dni po transakcji. Po co? - Choćby po to, by uniknąć odsetek za przekroczenie limitu na karcie kredytowej. W międzyczasie mogła dojść na bankowy rachunek wypłata - tłumaczą przedstawiciele PayPal.
Inny przykład: wchodzisz do sklepu, upatrzona koszula czy buty są za małe? Skanujesz kod kreskowy, podajesz rozmiar. I dostajesz informację, w którym najbliższym sklepie znajdziesz rozmiar XL (lub numer buta 43). Ba, sklep - jeśli klikniesz - może go nawet dla klienta na 24 godziny zarezerwować.
To nie jest wizja przyszłości zakupów. Bo PayPal jeszcze przed gwiazdką zamierza wprowadzić te rozwiązania w
USA w jednej z sieci detalicznych. - W Europie pojawią się w drugiej połowie przyszłego roku - mówi Lemmens.
Spółka już prowadzi pilotażowe projekty. W Wielkiej Brytanii PayPal porozumiał się z siecią Pizza Express. - Ich problem nie polegał na tym, że robią za mało pizzy, ani na tym, że mają za mało stolików - mówi John Lunn, szef centrum innowacji w PayPal Europe. - Widzicie to? - podnosi bezprzewodowy terminal do kart płatnicznych. - W każdej placówce mieli takie dwa i nie byli w stanie wystarczająco szybko... wyrzucić klientów po posiłku - żartuje. A dzięki odpowiednio przygotowanej aplikacji opłata za pizzę w PayPal nie wymaga fatygowania klienta (wystarczy wpisać numer z rachunku i kwotę).
W Holandii spółka współpracuje z kinami - wybierasz film z repertuaru, płacisz za bilety przez PayPal. W kinie masz specjalny czytnik, przystawiasz telefon. Ten automatycznie, bez kolejki, drukuje bilety (podobnie można ominąć kolejkę przy mediolańskiej starogotyckiej katedrze Duomo). Jest też aplikacja do taksówek.
- Jest też inny moment, w którym nie robisz jeszcze zakupów. Pomyślcie, ile razy przechodziliście wieczorem obok sklepowej wystawy. Sklep jest oczywiście zamknięty, ale to nie powód, by nie zrobić w nim zakupów - mówi Lunn i pokazuje na... przezroczystą szybę. Dwa metry za nią postawił
projektor. - Załóżmy, że przechodzę obok witryny sklepowej. I dostaję informację, że sklep ma ofertę - opowiada Lunn. Wystarczy, że potwierdzi, iż chce obejrzeć np. koszule. Projektor wyświetli je na witrynie, z opisem, ceną. - Spodoba mi się, kupuję przez PayPal. Jutro kurier przywiezie mi ją do domu - kończy prezentację szef innowacji. To wspólnego dzieło PayPal i firmy ScreenReach. - Pokażemy je wiosną na festiwalu mody w Londynie - zapowiada Lunn.
Podczas prezentacji nie pada nazwa żadnego z konkurentów, w tym
Google'a, który swój wirtualny portfel (podobny, choć mniej rozbudowany od PayPal) pokazał kilka miesięcy wcześniej. Ale uszczypliwości nie brakowało, a dziennikarze wiedzieli, o kogo chodzi. - Oczywiście będziemy obsługiwać technologię NFC do płatności bezstykowych, ale tylko jako jedną z opcji - mówił Lemmens (Google swoje rozwiązanie oparł właśnie na NFC). Lunn dodawał, że ani w sklepach, ani w taksówkach nie trzeba instalować nowych terminali, bo przy rozwiązaniu PayPal wystarczy aktualizować ich oprogramowanie. A jeśli ktoś jest przyzwyczajony do tradycyjnej karty, to PayPal też je wydaje.
Do tego frontalnego ataku na nowy sposób zakupów PayPal szykował się przez ostatnie lata - w 2008 r. przejął Bill Me Later (to dzięki niej można zmieniać sposób płatności). Dzięki przejęciu Red Laser można skanować kody kreskowe, a także zapisywać kupony zniżkowe w telefonie. Kupno spółki geolokalizacyjnej Where umożliwia przesłanie oferty na grill, gdy użytkownik jest w pobliżu sklepu, przejmując zaś Milo, PayPal zdobył bazę danych o asortymencie w sklepach.
PayPal już stał się jedną z najważniejszych nóg, na których stoi aukcyjny eBay. Na świecie ma 103 mln aktywnych (z Polski - ok. 1,5 mln), w trzecim kwartale zanotował 1,1 mld dol. przychodów. Za nową usługę klienci płacić nie będą, tylko sklepy (ile i jak, tego spółka nie ujawnia). Na ile nowa oferta zwiększy obroty? - W przyszłym roku to nie będzie jeszcze duży rynek. Taka wisienka na torcie. Ale już w następnym i następnym zobaczymy skok. I myślę, że niedługo będziemy zaglądać pod wisienkę, by znaleźć tort - mówi Lemmens.