Pod koniec zeszłego tygodnia rząd Łotwy zwiększył swoje udziały w airBaltic z 52,6 do 99,8 proc., odkupując za 320 tys. euro niemal połowę akcji przewoźnika od Baltic Air System (BAS) - spółki łotewskiego banku Latvijas Krajbanka.
Bank ten upadł dwa tygodnie temu w ślad za swoją spółką-matką, litewskim bankiem Snoras, który był kontrolowany przez rosyjskiego przedsiębiorcę Władimira Antonowa. W połowie listopada rząd Litwy przejął kontrolę nad Snoras, oskarżając rosyjskiego akcjonariusza i jego litewskiego partnera o wyprowadzanie pieniędzy z banku i fałszowanie dokumentacji. Nadzór bankowy na Litwie oszacował niedobory Snoras na 1,4 mld dol., a nadzór na Łotwie ocenił niedobory Krajbanka na niemal 200 mln dol.
Nie wiadomo, co teraz
Ryga ma plany wobec swojego przewoźnika, uważanego za liczącego się gracza na rynku przewozów lotniczych w państwach bałtyckich. W październiku rząd Łotwy po ciągnących się miesiącami negocjacjach z BAS uzgodnił, że airBaltic dostanie zastrzyk 100 mln euro od Łotwy i spółki BAS. Miało to pokryć ok. 50 mln euro strat przewoźnika za 2010 r. i umożliwić mu dalszy rozwój, zwieńczony debiutem giełdowym w 2014 r.
Działania Łotwy wywołały protest niemieckiego przedsiębiorcy Bertolta Flicka, który był partnerem banku Antonowa w spółce BAS. Zdaniem Flicka "jest oczywiste", że rząd Łotwy zapłacił "nieadekwatnie" niską cenę za akcje przewoźnika, należące do BAS.
Minister transportu Łotwy Anrijs Matiss bronił jednak transakcji, bo dzięki niej rząd Łotwy może zapewnić stabilne działanie przewoźnika, a zapłata za akcje BAS pozwoli odzyskać pieniądze ulokowane w upadłym Krajbanka przez jego łotewskich klientów.