Cytowany przez agencję Leta rzecznik Swedbanku Thomas Backteman przyznał, że wypłaty były trzy razy wyższe niż normalnie. - Te wypłaty nie wpłyną w żaden sposób na naszą
pracę - uspokajał w telewizji LNT Maris Mancinskis, szef łotewskiej filii Swedbanku.
Rozsiewane na Twitterze plotki o problemach Swedbanku nazwał "absurdalnymi". Zwiększone wypłaty zanotował też w weekend innych szwedzki banki - SEB. Sprawę zbadać ma
policja.
Łotysze mają prawo obawiać się o swoje oszczędności. Ostatnio w tarapaty wpadł bank Latvijas Krajbanka, dziesiąty co do wielkości na Łotwie. Jego właściciel - litewski bank Snoras - został w listopadzie znacjonalizowany po wykryciu malwersacji finansowych dokonanych przez byłych właścicieli. Przez
bankomatami Latvijas Krajbanka ustawiały się kolejki. Władze zagwarantowały wypłaty depozytów do 100 tys. euro.
W czasie kryzysu w latach 2008-09 plotki o kłopotach finansowych banków czy dewaluacji waluty trafiały na podatny grunt (łat jest przywiązany do euro i może się wahać tylko w wąskim paśmie plus minus 1 proc. od kursu centralnego). Zdarzało się, że krążące SMS-y sprawiały, że ludzie masowo stawali w kolejkach do
bankomatów. Rząd wprowadził więc specjalne prawo, zgodnie z którym osoby świadomie rozprowadzające nieprawdziwe informacje na temat łotewskiego systemu finansowego mogą pójść do więzienia nawet na dwa lata.
O tym, że rozsiewanie plotek na Łotwie to nie przelewki, przekonał się w 2008 roku niejaki Dmitrijs Smirnovs, nauczyciel akademicki z Ventspils. Smirnovs za swoje wypowiedzi trafił do aresztu na 48 godzin. W małej lokalnej gazecie poradził Łotyszom, by nie trzymali oszczędności w bankach i w lokalnej walucie - łacie.
- To, co powiedziałem, okazało się prawdą - mówił "Gazecie" w grudniu 2008 roku. Już po jego wypowiedziach
Łotwa musiała się ubiegać o pomoc finansową z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, znacjonalizowany został też drugi co do wielkości bank - Parex.