Tak dużej fali debiutów spółek informatycznych na nowojorskiej giełdzie nie było od ponad dekady. Mimo słabej koniunktury firmy internetowe (serwisy społecznościowe, porównywarki, producenci gier) prą na giełdę w niewidzianym od dawna tempie, a wśród chętnych są tak znane marki jak
Groupon, LinkedIn, Zynga,
Facebook czy Nexon.
Zaczęło się 18 maja od debiutu serwisu społecznościowego LinkedIn, który zebrał na nim 350 mln dol. Miesiąc później debiutowała Pandora (235 mln dol.). To cieszące się ogromną popularnością w USA radio internetowe, które słynie z tego, że dostosowuje się do preferencji słuchacza. Debiut był w centrum uwagi także z powodu tego, że spółka nie wypracowała w swojej historii zysku...
Kolejną dużą spółką był hegemon zakupów grupowych Groupon, który debiutował 4 listopada (oferta warta 700 mln dol.).
Następny w kolejce na giełdę jest producent gier internetowych Zynga - spółka zadebiutowała w piątek i od razu wzrosła o 10 proc.!
Była to największa oferta spółki technologicznej od czasu debiutu
Google'a w 2004 roku. Zynga zebrała okrągły 1 mld dol. (Google 1,7 mld dol.). Firma zarabia głównie na sprzedaży wirtualnych gadżetów do swoich gier (np. nasiona do FarmVille). W ubiegłym roku miała blisko 600 mln dol przychodu. Za dziewięć miesięcy tego roku było to już 830 mln dol. Zysk w trzecim kwartale wyniósł 12,5 mln dol.
Pęka bańka? Spokojnie, to tylko krótka sprzedaż Jednak łatwość, z jaką spółki technologiczne pozyskują tak duże kwoty, budzi niepokój analityków. Tym bardziej że źródło przychodów jest bardzo niestabilne, a same spółki nic nie produkują. Sprzedają jedynie reklamy i wirtualne przedmioty, a ich najcenniejszym kapitałem są użytkownicy. - No i znów rośnie nam bańka. Spółki pchają się na giełdę, chociaż nie wszystkie tego potrzebują. Trzeba zadać sobie pytanie, na jakim etapie jesteśmy. Czy dopiero na początku bańki, czy już blisko jej pęknięcia? - powiedział agencji AFP Lou Kerner z funduszu Liquidnet. I dodaje, że zachowanie inwestorów przypomina mu to, co działo się w latach 1994-99 - to wtedy debiutowało wiele raczkujących firm internetowych, z których wiele w szybkim czasie zbankrutowało doprowadzając w 2000 roku do pęknięcia tzw. bańki internetowej.
Powodów do spekulacji dostarczył debiut Groupona. Kurs spółki spadł w krótkim czasie aż 20 proc., osiągając wartość mniejszą od ceny emisyjnej, która wynosiła 20 dol. za akcję. Co prawda debiut zbiegł się w czasie z kryzysem w strefie euro i nowi akcjonariusze musieli się liczyć ze złym obrotem sprawy, ale spadek i tak jest znaczący.
- Nawet biorąc pod uwagę koniunkturę, spółki internetowe zachowują się słabo. Na przykład kiedy LinkedIn tracił 1 proc., Google bronił swojego kursu - zauważa Evelyn Rusli z działu gospodarczego "New York Timesa".
Kurs LinkedIn dzień po debiucie wzrósł o 138 proc. powyżej ceny emisyjnej do poziomu 122 dol. Miesiąc potem wrócił do 60 dol. za akcję. Akcje Groupona cały czas są na minusie, podobnie Pandora i LinkedIn.
Jednak spadki wcale nie muszą być wywołane pękającą bańką. Być może chodzi o specyfikę nowych akcjonariuszy - zazwyczaj młodych pracowników tych spółek, którzy chcą sprzedać akcje jak najszybciej, by z dnia na dzień stać się bogatszymi jeśli nie o miliony, to choćby dziesiątki tysięcy dolarów.
Żeby uchronić kurs przed natychmiastowym spadkiem, właściciele wprowadzili tzw. lock-up, czyli okres, w którym pracownicy nie mogą pozbywać się akcji. Jednak gdy termin mija, ci rzucają się do wyprzedaży. Dlatego mimo długiego, nawet półrocznego lock-upu nowi akcjonariusze nie czekają na lepsze czasy i od razu zamieniają wirtualne akcje w realną gotówkę. Na przykład akcje wspomnianego LinkedIn tąpnęły 3 proc. zaraz po zakończeniu tego okresu.
Z tego samego powodu akcje Pandory spadły o 7,6 proc. w poniedziałek 12 grudnia. Podobne przesłanki mogą stać za przeceną Groupona. Choć zarząd w wypowiedziach dla mediów zarzeka się, że nie sprzedaje akcji, to wiadomo, że inni tzw. insiderzy pozbywają się walorów na potęgę.
Dla spekulantów taki obrót sprawy jest wymarzony. Wielu z nich chce na tym zarobić i inwestorzy celują w akcje spółek internetowych w nadziei właśnie na spadek wartości kursu. Stosują do tego krótką sprzedaż.
- All I want for Christmas is for Groupon to keep falling - sparafrazował słowa
piosenki jeden z internautów. Innymi słowy, im Groupon bardziej spadnie, tym zarobi więcej.
Internet rozruszał też giełdę w Tokio, która w ostatnich latach jest omijana szerokim łukiem przez nowe spółki giełdowe, które wolą debiutować na innych azjatyckich rynkach. Koreański Nexon, który zadebiutował w Tokio 14 października, zebrał w debiucie 1 mld dol. - to była największa oferta publiczna w Japonii od grudnia 2010 roku. Spółka, która produkuje gry na PC, nie wystraszyła się koniunktury i kilkunastoprocentowego spadku indeksów. Nexon oferuje gry na komputery PC za darmo - np. takie tytuły jak "MapleStory" czy "KartRider" - zarabia zaś na sprzedaży wirtualnych przedmiotów potrzebnych później w grze. Miesięcznie w gry koreańskiej spółki gra ponad 77 mln osób (dla porównania, w gry Zyngi - 260 mln).
Nie wszyscy mają odwagę iść pod prąd i walczyć z negatywnym trendem na giełdach. W drugim tygodniu grudnia polska Grupa Nokaut SA, która jest właścicielem m.in. znanej porównywarki cenowej, poinformowała, że zawiesza plany oferty publicznej ze względu na zawirowania na rynkach finansowych. Nokaut chciał pozyskać z oferty 35-50 mln zł na zakup porównywarki cen Skąpiec.pl i platformy Opineo.pl.
Król Facebook idzie po miliardy. Rozrusza gospodarkę Kalifornii? Facebook ma szansę przejść do giełdowej historii, gdyż prawdopodobnie będzie to największa oferta spółki technologicznej w historii - analitycy spekulują nawet o kwocie rzędu 10 mld dol. Przy tej wycenie wartość całej firmy może być szacowana na astronomiczną kwotę 100 mld dol. Jednak zdaniem ekspertów taka wycena nie musi być wzięta z księżyca. "Wall Street Journal" przypominał niedawno, że firmy często decydują się na wejście na giełdę po uzyskaniu przychodów na poziomie 100 mln dol., Facebook planuje debiut przy przychodach wynoszących ponad 4 mld dol.
Na debiut z niecierpliwością czekają nie tylko inwestorzy giełdowi, ale też cała Dolina Krzemowa. Wszystko dzięki akcjom pracowniczym. - Facebook stworzy tysiące milionerów - mówi były pracownik działu kadr i szacuje, że w zależności od stażu pracy i stanowiska pracownicy mogą dostać od 1 do 12 mln dol. na głowę.
- Oni wszyscy rzucą się do sklepów, by zamienić swoje dżinsy i T-shirty na garnitury, będą remontować
domy, kupować samochody i wymieniać sprzęt Apple na nowszy - mówi pracownik. W Dolinie Krzemowej nastanie krótka prosperity.