Ministrowie finansów na całym świecie powinni błogosławić wynalazców, którzy pod koniec XIX w. skonstruowali pierwsze
samochody. Bo dziś
auto to cudowna maszynka do napełniania budżetu i nakręcania koniunktury w gospodarce. Kierowcy płacą podatki na każdym kroku - kupując auto i tankując paliwo, oddając samochód do przeglądu i wymieniając opony. Banki zarabiają na kredytach od aut, a towarzystwa ubezpieczeniowe na sprzedaży polis. Są jeszcze podatki od fabryk samochodów i szkół nauki jazdy, opłaty za płatne autostrady, parkingi i mandaty.
Sprawny transport drogowy to w ogóle podstawa rozwoju gospodarczego.
W 2010 r. w 15 państwach starej UE podatki od samochodów przyniosły prawie 414 mld euro! To tyle co 3,4 proc. PKB tych państw - informuje Stowarzyszenie Europejskich Producentów Samochodów (ACEA).
Ale w Europie Zachodniej motoryzacyjny interes przynosi tak wielkie żniwa, bo tam od lat dbają o jego rozwój, czyli np. systematycznie budują i rozbudowują drogi.
U nas ciągle nie ma elementarnej sieci dróg szybkiego ruchu i w ogóle brakuje dobrych dróg, chociaż nasz fiskus na
motoryzacji zarabia nie gorzej od swoich odpowiedników na Zachodzie.
Dla kierowców nie mamy dobrych wieści. W przyszłym roku rząd sięgnie głębiej do ich kieszeni, ale z wyjętych im pieniędzy na budowę dróg nie chce przeznaczyć dodatkowo nawet złamanego grosza.
Od przyszłego roku o mniej więcej 20 gr na litrze wzrośnie podatek akcyzowy od oleju napędowego, bo musimy dostosować się do wymogów unijnych. Teraz litr tego paliwa kosztuje średnio 5,59 zł. Po doliczeniu podwyższonego podatku cena zacznie się zbliżać do 6 zł za litr.
Państwo zarobi na tym prawie 2,2 mld zł rocznie.
Były minister infrastruktury Cezary Grabarczyk chciał tę kwotę przeznaczyć w 80 proc. na inwestycje drogowe, a resztę na inwestycje kolejowe. Ale Grabarczyk przegrał z ministrem finansów Jackiem Rostowskim, który wolał przekazać wpływy z podwyżki podatku od paliwa do budżetu.
Zgodnie z przepisami z tych dodatkowych wpływów z akcyzy 18 proc. - czyli ok. 400 mln zł - zostanie przekazane na finansowanie "infrastruktury transportu lądowego", a o tym, jak podzielić tę pulę między drogi i koleje, decyduje minister odpowiedzialny za transport.
Nowy minister transportu Sławomir Nowak na początku grudnia dokonał wyboru: - Chcemy, by cała ta pula była przekazana na inwestycje kolejowe.
Przyjęty na ostatnim posiedzeniu rządu projekt budżetu na 2012 r. nie pozostawia wątpliwości - na drogi w przyszłym roku rząd chce przeznaczyć tylko 3 mld zł. Mniej więcej tyle samo co przez ostatnie trzy lata. A przecież do kasy państwa kierowcy wpłacają coraz więcej.
Inwestycje w nowe drogi opłacamy głównie z unijnych dotacji i pożyczek - kredytów z Europejskiego Banku Inwestycyjnego i obligacji drogowych sprzedawanych przez rządowy Bank Gospodarstwa Krajowego. I coraz więcej pieniędzy trzeba wydawać na obsługę tego długu zamiast na budowę. W zeszłym roku spłata długów drogowych pochłonęła 2 mld zł, a w tym roku będzie to już ok. 3 mld zł - dość na 100 km drogi ekspresowej.
Żniwo podatków od paliw - W tym roku dochody z akcyzy i podatku VAT od paliw wyniosą nieco ponad 34 mld zł. To 15 proc. całości dochodów budżetu - szacował w minionym tygodniu prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego Leszek Wieciech na konferencji "Nafta/Chemia 2011".
Według szacunków POPiHN obecnie podatki stanowią 51 proc. ceny detalicznej litra benzyny i 44 proc. oleju napędowego.
W tym roku na akcyzie na benzynę i olej napędowy fiskus zamierzał zarobić prawie 25,3 mld zł oraz niemal 1,2 mld zł na akcyzie na autogaz. W sumie 26,5 mld zł.
Prognoz i danych o dochodach z podatku VAT nasze Ministerstwo Finansów nie ujawnia i można je tylko szacować, tak jak to robi POPiHN.
Załóżmy, że w przyszłym roku dochody fiskusa zwiększą się tylko dzięki podwyżce akcyzy na paliwa do silników Diesla i wywołanym wskutek tej podwyżki wzroście wpływów z podatku VAT. Wtedy w przyszłym roku z tych dwóch podatków fiskus powinien zebrać minimum 37 mld zł.