Biznes Ludzie Pieniądze

Weekendowy zamach na strony rządowe

Tomasz Grynkiewicz
23.01.2012 , aktualizacja: 23.01.2012 14:37
A A A Drukuj
Hakerzy nawoływali do blokowania stron rządowych Hakerzy nawoływali do blokowania stron rządowych
Pod naporem grupy hakerów i internautów padły strony Sejmu, ABW, premiera. To protest przeciwko ograniczaniu wolności internetu
SONDAŻ
Pod naporem grupy hakerów i internautów padły strony rządowe. Czy uważasz, że taka akcja to dobra forma protestu przeciw podpisaniu umowy ACTA?

Nie, bo tak naprawdę niczemu to nie służy i niczego nie wyjaśnia
Tak, widocznie tylko w taki sposób da się zwrócić uwagę na problem, jakim może się okazać podpisanie umowy
Nie mam zdania

"Tango down. Sejm.gov.pl" - krótki wpis niczym ze szpiegowskiego filmu (oznacza "wróg wyeliminowany") pojawił się w sobotę wieczorem na Twitterze. I zaczął się niewidziany dotąd spektakl w polskiej sieci. Jedni chcieli poznać międzynarodową ustawę ACTA mającą na celu walkę z tzw. piractwem i podróbkami. Inni podłączyli się do sztucznie generowanego przez hakerów ruchu w sieci. W efekcie pod naporem tysięcy internautów kolejne rządowe strony padały jak muchy. Nie wytrzymały serwery resortu kultury i kancelarii premiera.

W niedzielę bombardowanie trwało. O 8 rano grupa Anonymous napisała "Polska rewolucja właśnie się zaczyna" i zaapelowała do "braci i sióstr w Polsce", by dołączyli do protestu przeciw ACTA. Część prawników uważa, że będzie miała ona negatywne konsekwencje dla wolności wypowiedzi czy prawa do prywatności. Jest też wielu przeciwnego zdania.

Wczoraj w różnych godzinach padały m.in. strony: ABW, Ministerstwa Obrony, CERT (organizacji zajmującej się bezpieczeństwem w sieci), PSL, rzecznika rządu Pawła Grasia.



Ten ostatni oberwał w sieci, bo w niedzielę w Radiu ZET powiedział, że "trudno mówić o ataku hakerów". I dodał, że fakt zablokowania dostępu do stron rządowych "wynika z ogromnego zainteresowania tymi stronami".

- Albo to mydlenie oczu w niewiadomym celu, albo ktoś nie wie, o czym mówi - komentuje wypowiedź Grasia płk Mieczysław Tarnowski, były wiceszef ABW. - To klasyczny przykład tzw. ataku DDOS, który polega na unieruchomieniu wybranych stron przez skierowanie do nich dużej liczby pytań.

Oberwały też strony wojska: Sztabu Generalnego i Służby Wywiadu Wojskowego. A nawet, choć na niespełna minutę, największy polski portal Onet.pl, za co zresztą grupa Anonymous przepraszała. Na YouTubie w weekend pojawiły się filmy przeciwko ACTA.

Blokowanie stron rządowych przypisuje się nieformalnej grupie hakerskiej Anonymous. W piątek atakowała witryny FBI i Departamentu Sprawiedliwości, gdy z sieci usunięto serwis Megaupload (użytkownicy wrzucali tu i ściągali stąd pliki z muzyką, grami, filmami i serialami). Anonymous bombarduje zwykle serwisy rządowe i firm, do ataku - dzięki specjalnemu programowi - może dołączyć każdy internauta.

- Wydaje mi się, że taka forma akcji jest złym protestem społecznym. Nie służy wyjaśnieniu, dlaczego i jak rząd zgodził się na ACTA. Nie wiadomo do końca, kto protestuje, jaki ma w tym cel. Jedyne, co można dobrego powiedzieć, to to, że zwraca uwagę na problem - mówi Alek Tarkowski, socjolog i dyrektor Centrum Cyfrowego Projekt: Polska. Dodaje: - Gdy w USA protestowano przeciw podobnym ustawom, to Wikipedia nie namawiała nikogo do ataku na strony Kongresu.

Na Facebooku zaczęli się zwoływać przeciwnicy ACTA - w tym tygodniu chcą protestować w Warszawie, Krakowie i w innych miastach.

- Z jednej strony mamy wolność internetu. Z drugiej - prawo do poszanowania praw autorskich, wysiłku tych, którzy nie chcieliby, żeby zupełnie za darmo ich dzieła były dostępne. Trzeba znaleźć złoty środek - mówił wczoraj Graś. Dodał, że to problem światowy, o którym trzeba rozmawiać.

Czego akurat polski rząd w sprawie ACTA nie robił. Dlatego wczoraj opozycja rzecznikowi zarzuciła obłudę.

Dziś po południu premier ma się spotkać z ministrem administracji i cyfryzacji Michałem Bonim, ministrem kultury Bogdanem Zdrojewskim i przedstawicielem MSZ. Na razie Tusk wstrzymał się z podpisaniem upoważnienia, by przedstawiciel Polski podpisał w Tokio pakt. - To blokowanie stron odbieram jako swoistą akcję protestacyjną wynikającą z poczucia deficytu konsultacji ze społeczeństwem - mówi "Gazecie" Boni. - Zastanowimy się wspólnie, co z ustawą zrobić. Nie ma potrzeby podpisywania jej już teraz.

ACTA bez konsultacji to błąd - mówił Boni w poniedziałek rano w TOK FM.

Przeczytaj też komentarz Wojciecha Orlińskiego: Rządzie, ucz się od Amerykanów!

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (2)

  • msedziwoj

    Oceniono 1 raz 1

    "Trzeba znaleźć złoty środek - mówił wczoraj Graś"
    Mam pytanie, ile zarabia przeciętny obywatel? A ile zarabia przeciętny "ograbiany" artysta?
    Problemem jest to, że za słuchanie, granie czy oglądanie chcą zbyt dużo pieniędzy. Gazety potrafiły w 10zł sprzedać gazetę z filmem, czasem dość nowym. Gdyby każdy film i płyta czy gra kosztowała rozsądne pieniądze, nikt by nie szukał po sieci nielegalnych kopi, bo wolimy jednak potrzymać w rącze nasze nowe "dziecko".

    Więc jak widać, te ustawy służą tylko monopolowi grup medialnych, nikomu innemu.
    Do tego jak mówią badania przeprowadzone w wielu krajach, osoby co niby są takie złe, bo ściągają, to one najwięcej kupują. Więc albo koncerny medialne są tak głupie, ze strzelają sobie w stopę, albo ta ustawa ma służyć innym celom.

    Do tego, mamy teraz przepisy pozwalające eliminować niechcianą treść z internetu, więc czemu tak łatwo ją znaleźć? Bo służby ścigające to, mają gdzieś to. Tym bardziej się obawiam, że nie chodzi o prawa autorskie, tylko o możliwość blokowania stron i niechcianych wypowiedzi czy ruchów (bo za duża swoboda się stała w internecie)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX