Rząd Ukrainy chce szybko zakończyć trwające od miesięcy rozmowy z Gazpromem o obniżce cen gazu w zamian za udziały w konsorcjum, które będzie zarządzać ukraińskimi gazociągami tranzytowymi do Europy Zachodniej.
- Wreszcie zbliżamy się do finiszu, do końcowego etapu negocjacji - powiedział premier Ukrainy Mykoła Azarow. - Stworzenie konsorcjum to jedyna możliwość, ale nie ma mowy o jakichkolwiek jednostronnych ustępstwach Ukrainy.
Takich ustępstw oczekiwał
Gazprom - wynika z publikacji dziennika "Wiedomosti". Gazeta ujawniła projekt umowy Rosji z Ukrainą, którą w zeszłym miesiącu szef Gazpromu Aleksiej Miller przekazał do zatwierdzenia premierowi Rosji Władimirowi Putinowi. Ten projekt to katalog ustępstw Ukrainy. Ukraiński koncern Naftohaz miał zawiązać z Gazpromem dwa konsorcja i jednemu przekazać gazociągi tranzytowe, a drugiemu - gazociągi do transportu gazu na terenie Ukrainy. W obu konsorcjach Gazprom miał dostać po 50 proc. udziałów.
Z czasem część udziałów w konsorcjum zarządzającym gazociągami tranzytowymi mogły objąć firmy z Europy Zachodniej wybierane przez Gazprom i Naftohaz na zasadzie konsensusu. Czyli w razie sporu w tej sprawie do konsorcjum nie weszłaby żadna firma z Zachodu.
Wartość ukraińskich gazociągów miała wycenić firma wybrana poza
przetargiem, a za swoje udziały w konsorcjum Gazprom chciał zapłacić własnymi akcjami.
Kijów miał się zrzec prawa do zatwierdzania taryf za tranzyt gazu i gwarantować pełną "nienaruszalność" inwestycji Gazpromu. Rząd Ukrainy miał się też wyrzec prawa do wypowiedzenia Rosji tej umowy o gazociągowym konsorcjum i zagwarantować, że umowy tej nie będą jej dotyczyć jakiekolwiek zmiany prawa na Ukrainie. A Gazprom nie gwarantował niczego, np. określonej wielkości tranzytu gazu na Zachód.
Takiej umowy władze w Kijowie nie zaakceptowały - przyznają "Wiedomosti".