Forum ekonomiczne w Davos zorganizowane przez organizację Światowe Forum Ekonomiczne nabiera rumieńców. Wczoraj dyskusje polityków, ekonomistów i przedsiębiorców zdominowały kwestie europejskie. Przed południem Davos zelektryzowało wystąpienie brytyjskiego premiera Davida Camerona.
- Spotykamy się w trudnym momencie dla Europy. Wzrost gospodarczy się zatrzymał, bezrobocie rośnie. Wizja Europy pozostającej z tyłu zaczyna być coraz bardziej wyraźna - ostrzegł Cameron. -
Chiny rosną w tempie 8 proc.,
Indie - 7 proc., a Afryka - 5,5 proc. Komisja Europejska tymczasem prognozuje wzrost PKB Unii o 0,6 proc. w 2012 i to przy założeniu, że problemy strefy euro zmaleją, a nie pogłębią się - dodał Cameron.
I wyliczał dalej: - Dług publiczny w UE w przeliczeniu na osobę w ciągu czterech lat wzrósł o 4,5 tys. euro, bezpośrednie inwestycje zagraniczne spadły o dwie trzecie, a jedna piąta młodych ludzi jest bez pracy. Czas na pokazanie przywództwa, którego ludzie się domagają - przekonywał brytyjski premier.
Cameron skrytykował unijne instytucje za tworzenie nadmiernej biurokracji. Po raz kolejny wyraźnie sprzeciwił się wprowadzeniu podatku od transakcji finansowych (który uderzyłby głównie w brytyjską gospodarkę). - Podatek od transakcji finansowych może oznaczać dla UE utratę 200 mld euro w PKB i 500 tys. miejsc pracy. To szaleństwo w czasie, gdy walczymy o wzrost gospodarczy - powiedział, a Komisja Europejska natychmiast ogłosiła, że Cameron nie mówi całej prawdy, bo jej zdaniem, uwzględniając dochody z podatku, nie wpływałby on negatywnie na gospodarkę UE.
Brytyjski premier pokazał, jak powinno się pobudzać gospodarkę UE do wzrostu: poprzez rozwój wspólnego rynku, postawienie na przedsiębiorczość i podpisanie umów o wolnym handlu z takimi krajami, jak: Indie,
Kanada czy Singapur.
Zresztą KE z takim "prowzrostowym" podejściem się zgadza. - Nie możemy dopuścić, by budżety krajów były poza kontrolą, bo to powoduje długi, które są obciążeniem dla przyszłych pokoleń. Ale w tym samym czasie musimy wzmocnić wzrost gospodarczy. Musimy mu dać szansę - powiedziała "Gazecie" wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Viviane Reding.
- Jednym z przykładów są nowe regulacje przyjęte właśnie przez Komisję Europejską dotyczące ochrony danych. Dzięki nim firmy w UE zaoszczędzą około 2,3 mld euro rocznie. Nowe regulacje powołują jeden wspólny zestaw zasad dotyczących ochrony danych zamiast 27 różnych - dodała jakby na dowód, że wbrew twierdzeniom premiera Camerona działania KE odnoszą pozytywny skutek i dążą do pobudzania wzrostu PKB - dodała Reding.
Kubeł zimnej wody wylał na głowy europejskich polityków unijny komisarz ds. gospodarczych i walutowych Olli Rehn, który w wywiadzie dla Reutersa przyznał, że
Grecja będzie potrzebowała większego wsparcia finansowego niż obiecane już 130 mld euro. Na pocieszenie dodał, że porozumienie o redukcji części greckiego długu przez prywatnych inwestorów może być zawarte jeszcze w styczniu.
Do Davos dotarł wczoraj prezydent Bronisław Komorowski. I od razu wziął udział w debacie o "przebudowie Europy" wraz z duńską premier Helle Thorning-Schmidt, fińskim premierem Jyrki Katainenem oraz szefem irlandzkiego rządu Endą Kennym. Prezydent Komorowski podkreślał, że "niesłychanie ważne" jest odbudowanie zaufania do Europy. Powołał się przy tym na przykład Polski. -
Polska ma długie doświadczenie w wychodzeniu z kryzysu. 20 lat temu zaczynaliśmy w głębokim kryzysie - de facto w ekonomicznym rozkładzie. Musieliśmy przebudować system społeczny, gospodarczy, wszystkie aspekty życia, aby przejść z systemu totalitarnego do demokratycznego. Obecne wyzwanie wydaje się łatwiejsze od tamtego i jestem pewien, że kryzys zostanie przezwyciężony, jeśli będziemy mieli odwagę, by się zmienić - mówił.
Duńska premier Helle Thorning-Schmidt wykazała zrozumienie dla rozterek ludzi, którym nie podoba się rozwój sytuacji gospodarczej na świecie: - Mówiło się, że banki są zbyt duże, by móc pozwolić im upaść. Teraz wielu ludzi sądzi, że są zbyt mali, by ktoś się z nimi liczył - powiedziała. - Oszczędności muszą być nakładane na wszystkich po równo - mówiła. - Ludzie są przygotowani na poświęcenia, ale trzeba pamiętać, by jednocześnie nie poświęcać części społeczeństwa - dodała.
A to właśnie społeczeństwa krajów UE mogą być największym przegranym tego kryzysu. - Istnieje poważne ryzyko, że młodzi ludzie, którzy skończą szkoły, nigdy nie będą mieli szansy wejść w rytm pracy, wstawać o 7 rano, pracować przez 8 godz., bo nie będą mogli znaleźć pracy przez wiele lat - mówi "Gazecie" Hans-Paul Bürkner, prezes globalnej firmy konsultingowej Boston Consulting Group. - W Europie w ciągu następnych 20 lat 50 mln osób przejdzie na emerytury, ale tylko 10 mln osób wejdzie na rynek pracy. To nie jest żadne pocieszenie dla młodych ludzi bez pracy, np. w Hiszpanii. Ale to oznacza, że jest zapotrzebowanie na pracę. I musimy zrobić ogromny wysiłek, by młodzi ludzie mieli szansę na własne życie i własne zarobki - uważa Bürkner.
Tylko czy uwierzą w to młodzi ludzie z ruchu OccupyWEF, którzy zbudowali w Davos miasteczko igloo? Niewielu ludzi, którzy w tym czasie debatują o naprawianiu świata w ciepłym centrum kongresowym w Davos, poświęciło im choć chwilę uwagi.
Na tle poważnych dyskusji o przyszłości Europy inne wydarzenia w Davos zeszły wczoraj na dalszy plan. W kurorcie mówiło się m.in. o przyszłości Chin i ich inwestycjach zagranicznych. Fundacja Billa i Melindy Gates ogłosiła, że przeznaczy 750 mln dol. na fundusz ds. walki z AIDS, gruźlicą i malarią
A liderzy z kilku afrykańskich krajów wezwali do większej integracji krajów afrykańskich, zniesienia barier na granicach i wspólnym rozwoju infrastruktury. Zdaniem prezydenta Gwinei Alpha Condé tych procesów mogliby doglądać pan-afrykańscy ministrowie. Premier Etiopii Meles Zenawi poparł pomysł, ale ostudził nieco jego zapał: - Integracja to powolny proces. Europie zajęła 50 lat, a Stary Kontynent ciągle ma problemy.
Sponsor: Dziękujemy firmie The Boston Consulting Group za pomoc w zorganizowaniu wyjazdu na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos