Biznes Ludzie Pieniądze

Tajemny przepis na wzrost. Tylko czy składniki się nie skończyły?

Patrycja Maciejewicz
28.01.2012 , aktualizacja: 27.01.2012 21:23
A A A Drukuj
4,3-proc. wzrost gospodarczy w 2011 r. to więcej, niż można było oczekiwać w tak trudnych czasach. Czy posiedliśmy jakąś tajemnicę, patent, który chroni naszą gospodarkę przed uderzeniem kryzysu? Czy pasmo niespodzianek będzie trwać i w tym roku?
Co napędzało naszą gospodarkę? Co pociągnie ją w tym roku?
Co napędzało naszą gospodarkę? Co pociągnie ją w tym roku?
Nawet ci z ekonomistów i analityków, którzy przeczuwali, że w 2011 r. w gospodarce nie będzie źle, aż tak spektakularnego wyniku spodziewali się. Końcówka zeszłego roku miała przynieść gwałtowne (jak ostrzegali jedni) lub przynajmniej umiarkowane (jak obstawiali inni) hamowanie. Tymczasem nic takiego się nie zdarzyło: GUS podał wczoraj, że całoroczny wzrost gospodarczy wyniósł w Polsce 4,3 proc.

Można narzekać, że to tylko nieznacznie lepiej od 3,9 proc. wzrostu PKB z 2010 r. i od 4 proc., które rząd zapisał w budżecie. Ale przecież w ciągu tego roku nie brakowało wstrząsów, szoków i fal paniki na rynku, a strefa euro co kilka tygodni ocierała się o rozpad.

- To był już trzeci rok, kiedy nasza gospodarka udowadniała, że jest na kryzys wyraźnie uodporniona. Przecież udało nam się utrzymać wzrost nawet w 2009 r., gdy wszyscy wokół byli pod kreską - przypomina Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

2011: zagadka niezłomności

Co nas trzymało w dobrej formie? Być może ten wyjątkowo udany przepis to zasługa kombinacji trzech składników i ich proporcji: eksportujemy, ale nie za dużo (tylko jakieś 40 proc. naszego PKB stanowi eksport, a w krajach naszego regionu zwykle jest to 50-60 proc. PKB), mamy własny rynek o niebagatelnym rozmiarze (38 mln ludzi musi kupować, jeść, ubierać się), a w końcu unijna kroplówka i projekt Euro 2012 wspiera inwestycje.

Ekonomiści rynkowi, którzy nie chcą popadać w hurraoptymizm, rozbierają jednak dane o PKB i dopatrują się znaków, że najlepsze już za nami. Bo gdy przypatrzeć się samej końcówce ubiegłego roku, to widać, że zmieniały się proporcje, w których mieszały się ingrediencje naszego wzrostu.

Wydatki konsumentów, najważniejsza część PKB, rosły pod koniec roku już tylko w tempie 2 proc. (na początku roku niemal dwa razy szybciej). Ludzie zaczęli się liczyć z groszem. Z jednej strony dlatego, że sytuacja na rynku pracy była coraz mniej komfortowa, a z drugiej - bo stać ich było na mniej (w listopadzie i grudniu inflacja pożarła cały wzrost płac, jaki firmy zaserwowały swoim pracownikom).

Jednak z drugiej strony inwestycje przyspieszyły do nieoczekiwanych 10 proc. lub nawet więcej. Jak wielki w tym udział projektów finansowanych z pieniędzy publicznych i unijnych? Tego nie wiemy, jednak wypada przypuszczać, że spory, bo wszelkie badania dotyczące nastrojów wśród przedsiębiorców pokazują, że nie chcą oni ryzykować i nie startują z nowymi inwestycjami.

2012: wóz albo przewóz

Jak długo potrwa nasza dobra passa? Minister finansów Jacek Rostowski i szef Narodowego Banku Polskiego Marek Belka ostrzą sobie zęby na ciągłe bycie prymusem Europy. Ich zdaniem spowolnimy, ale tylko umiarkowanie. Obaj wierzą w 3-proc. tempo wzrostu PKB w tym roku, choć rząd ostrożnie w budżecie zapisał, że będzie to 2,5 proc. - Ja też wierzę w to, że przekroczymy 3 proc. Moja prognoza to 3,1 proc. Tak naprawdę czeka nas wóz albo przewóz: albo to będzie naprawdę udany rok, albo coś się zawali w strefie euro i nie będzie wtedy można wykluczyć nawet recesji - mówi Monika Kurtek.

Większość pozostałych ekonomistów bankowych ma bardziej wstrzemięźliwe prognozy. - Spodziewamy się wzrostu o 2,3 proc., a więc wyraźnie mniejszego, ale nie mówcie o nas pesymiści - zastrzega Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku Śląskiego. - Wystarczy pojechać kawałek na Zachód i zobaczyć recesję - dodaje.

Zaraz jednak narzeka, że wszystko to, co napędzało nasz wzrost w ubiegłym roku, będzie coraz bardziej kuleć. - Konsumpcja miała być podstawą wzrostu, ale jak to możliwe, skoro wzrost płac nie będzie szybszy niż wzrost cen? Inwestycje publiczne skończą się w czerwcu, razem z turniejem Euro 2012, a prywatne nie wystartują. Eksport? Jeden kryzys już dzięki niemu przetrwaliśmy, ale czy to nam wystarczy? Zwłaszcza jak złoty będzie się dalej umacniał? - mnoży wątpliwości. Analitycy Banku Zachodniego WBK przypominają, że oprócz tego hamulcowym jest sam minister Rostowski, który zmniejsza deficyt, tnie wydatki i podnosi podatki. To nie może być bez wpływu na kondycję gospodarki.

Czy gospodarce pomoże NBP? Z ostatnich wypowiedzi Marka Belki wynika, że jego wiara w siłę naszego wzrostu jest tak duża, że zaczyna on myśleć wręcz o jej schładzaniu. Mimo czterech podwyżek stóp procentowych w ubiegłym roku Radzie Polityki Pieniężnej nie udało się bowiem opanować inflacji. Rada zaczęła tracić cierpliwość, boi się o swoją wiarygodność. Dlatego Belka zapowiedział, że "w pewnym momencie, w pewnych okolicznościach" Rada mogłaby się zdecydować na podwyżkę stóp. Ekonomiści w ten scenariusz na razie nie wierzą. Większość z nich wciąż obstawia, że w drugiej połowie roku Rada będzie wręcz stopy obniżać.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • 1
  • 4
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    21 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (158)

  • 03halina15

    0

    albo byci dysc ,albo bycie pogada , politykom i wrozbistom pogody nie mozna wierzyc Panie Belka jezeli bedzie powyzej 3,1 to nasz sukces , a jak ponizej , ze ho , ho a moze nizej to wina PiS-u takie wrozby to przepowiada babcia klozetowa , wiadomo ,ze wszystko jeb,,,,ie jak zacznie sie wojna w Iranie a sie zacznie bo wskazal Majzesz swoja laska

  • zajadacz

    0

    Inflację trzeba zwalczać. Nie może być tak jak teraz że lokaty w większości banków nie pokrywają inflacji. A pozatym PKB to jest durny wskaźnik. Wlicza się do niego wszystkie wydatki pubkiczne i wydatki za kredyt.

  • kacze_buty

    Oceniono 1 raz 1

    Belka kolejny kretyn od schładzania, bezrobocie rośnie jak cholera a GUS? no cóż GUS to tuba propagandowa każdego rządu, takie coś załatwiło Grecję

    • mark6

      Oceniono 1 raz 1

      @kacze_buty
      Schładzanie to znak firmowy polskich "ekonomistów". Schładzają czy trza czy nie trza. "Miszczem"
      w tej polskiej sztuce był niejaki tzw. prof. balcerowicz. To , że dorżnął / wcześniej zarznął, polską gospodarkę nie miało znaczenie.Liczyło się tylko podwyższanie stóp aby chronić ten biedny Naród przed
      inflacją, którą nota bene nie potrafił nigdy poprawnie zaprognozować.
      To, że takie postępowanie jest wbrew np. teorii laureata Nagrody Nobla Krugmana, nie ma żadnego znaczenia.

  • czesio48

    Oceniono 2 razy 2

    nędza narodu, dobrobyt cwaniaków i złodzieji.

  • thegreatmongo

    0

    Jedna pomijana rzecz to znaczne ograniczenie korupcji przez ostatnie kilka lat...

    Zaczelo sie to juz za PIS, ale jest dalszy wzrost za PO...

    Jesli popatrzycie na rankingi to tylko Slowenia ma lepszy od nas w regionie... jestesmy kilka miejsc przed Czechami, Wegrmi itp...

    Moim zdaniem to ma bardzo duzy wplyw!!!

  • kamilil2

    Oceniono 1 raz 1

    Mam pytanie z ekonomii? Dlaczego z góry jest założone, że wszystko musi rosnąć, chodzi mi np. o rynek wewnętrzny - przecież ludzie już się w większości obkupiły, mają domy, samochody i inne rzeczy więc czemu miało by to co roku rosnąć. Wzrosty płac normalnych ludzi są małe bądź w ogóle ich nie ma, więc nie będą więcej kupować, a nawet mniej przez rosnące ceny. Z drugiej strony zyski firm - chodzi mi tutaj o to że spadły ich obroty, bo zakładają że będą zarabiać co roku więcej, ale nawet jak sprzedali mniej to i tak mają zysk tylko mniejszy a od razu mówią o bankructwach. Głupi ten kapitalizm. Niech mi ktoś wyjaśni czemu nie może się to wszystko utrzymywać na w miarę stałym poziomie tylko rosnąć o dziesiątki procent najlepiej.

    • nannek

      Oceniono 2 razy 2

      @kamilil2
      Ostanio trąbili przez miesiąc jak to propagandowo wrastała sprzedaż o rekordowe 12,6 %
      Wiesz co się okazało? to był spadek o 0,5% według Eurostat.

      To tylko pokazuje całe zakłamanie danych jak i potężna inflację która dla 80% społeczeństwa dawno przebiła 15% zarobki netto praktycznie nie wrosły.

      Im wyższa inflacja tym więcej mogą fałszować i wyciągać cudacznych danych z kapelusza.

    • Gość: Stefan

      0

      @kamilil2
      Przede wszystkim dlatego, żeby ludzie pracę mieli.
      Widzę, że szanowny internauta na garnuszku mamusi jest więc mu wzrosty niepotrzebne są, bo mamusia odpala kaski tyle ile trzeba i się nie zastanawiasz, skąd ona się bierze.
      Wszystko musi rosnąć, także świadomość ekonomiczna społeczeństwa, która w Polsce jest na żenująco niskim poziomie, który wręcz woła o to, by wzrosnąć.
      Są kraje, które przyjęły inną filozofię - tj. taką , że nie musi nic rosnąć i nie rośnie. Jak się koledze kapitalizm nie podoba to sobie może do takiego kraju pojechać i tam się osiedlić - polecam np. Kongo. Są w Afryce i w Ameryce Południowej jeszcze takie demoludy, które mózgów nie używają zbyt intensywnie i tam nic nie rośnie.
      Proponuję tam się przesiedlić i znikną wszystkie problemy.

    • Gość: radca

      0

      @Gość: Stefan
      Musi jest na Rusi, nic nie musi rosnąć.
      Samo założenie, że musi rosnąć nie spowoduje przyrostu. {Nie dotyczy administracji :(}
      Problem polega na tym , że ekonomia nie jest przygotowana na deflację, tylko na pernamentną inflację , która pozwala pokrywać nieudolność sprawujacych władzę (umożliwia bez szumu społecznego przepływy międzygałęziowe).
      A jak są przepływy (obroty) to można załapac się na "krzywy ryj", czyli przejać część wartości dodatkowej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX