Od początku roku możemy odkładać dodatkowe pieniądze z myślą o emeryturze na indywidualnych kontach zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). Wystarczy otworzyć takie konto w banku, biurze maklerskim, towarzystwie emerytalnym, ubezpieczeniowym lub inwestycyjnym. Swoją ofertę w ramach IKZE przedstawiły już m.in. Amplico, Aviva, ING, Pramerica i PZU.
Zachętą jest ulga podatkowa. Wpłaty na konto - do 4 proc.
wynagrodzenia brutto, ale nie więcej niż 4031 zł rocznie - możemy odpisać od podstawy opodatkowania w deklaracji PIT. Przykładowo osoba zarabiająca 3 tys. zł może wpłacić do IKZE maksymalnie 1440 zł rocznie. Rozliczając się z fiskusem, zapłaci o 259 zł niższy podatek. A zgromadzone pieniądze będzie można wypłacić po ukończeniu 65 lat w całości lub w ratach, płacąc przy tym podatek dochodowy.
Po co IKZE, skoro od ośmiu lat możemy już oszczędzać na starość na indywidualnych kontach emerytalnych (IKE)? Czy znajdą się chętni do tej nowej formy oszczędzania? Pytamy o to Krzysztofa Nowaka, eksperta firmy doradczej Mercer specjalizującej się w programach emerytalnych.
Maciej Bednarek, Marcin Bojanowski: Ma pan już IKZE? Krzysztof Nowak: Na razie nie ma z czego wybierać, wszystkie są do kitu. Ujawnione do dziś oferty mają dużo wyższe opłaty niż inne porównywalne na rynku. W skrajnym wypadku może się okazać, że ulgę podatkową zjedzą opłaty pobierane przez instytucje finansowe. Na uldze skorzystają nie przyszli emeryci, tylko firmy ubezpieczeniowe i towarzystwa funduszy inwestycyjnych.
PZU bierze na początku 4 proc. od każdej składki i 2 proc. rocznie za zarządzanie. Aviva nawet 8 proc. od składki. To dużo? - Instytucje finansowe w ogóle nie powinny pobierać opłaty od składki, a wysokość prowizji za zarządzanie powinna być uzależniona od wybranej strategii inwestycyjnej. Zakładając, że klient wybierze portfel mieszany - trochę akcji, trochę obligacji - opłata za zarządzanie nie powinna przekraczać 0,6 proc. rocznie od wszystkich zgromadzonych oszczędności. Tak jak jest dzisiaj w
OFE. Uważam, że państwo powinno to regulować. Rynek sam nie wymusi obniżki opłat.
Polacy trzymają prawie 500 mld zł w bankach, ponad 100 mld zł w funduszach inwestycyjnych. Duża część tego, choć trudno powiedzieć jaka, to oszczędności długoterminowe. Odkładane z myślą o emeryturze, przyszłości
dzieci. Gdyby IKZE i IKE były tanie, nie mam wątpliwości, że Polacy mogliby przenieść na nie nawet kilkadziesiąt miliardów złotych. Zachęta już jest. To ulga podatkowa. Brakuje dobrych i niedrogich produktów.
Ulga nie jest pozorna? Mniej oddajemy państwu dzisiaj, ale przechodząc na emeryturę, i tak będziemy musieli zapłacić podatek. - Z punktu widzenia przyszłych emerytów najlepszy byłby oczywiście system, w którym w ogóle nie płaciliby podatku. Nie ma co się oszukiwać, naszego państwa nie stać na takie prezenty. Naiwnością byłoby sądzić, że w systemach emerytalnych rząd zrezygnuje z podatków. Ulga ma zachęcić ludzi do oszczędzania. Więcej od państwa nie powinniśmy oczekiwać. Tak działa 90 proc. dobrowolnych systemów emerytalnych na świecie. IKZE to niepewny interes, bo nie wiemy, jaki podatek zapłacimy, przechodząc na emeryturę. Może to być np. 50 proc. Nie tylko od wpłat, ale i od osiągniętego zysku z inwestycji. - Wszystko zależy od tego, czy wypłacimy wszystkie pieniądze z IKZE naraz, czy też rozłożymy je na raty. W pierwszym wypadku rzeczywiście zapłacimy więcej. Dzisiaj byłoby to 32 proc. Jeśli państwo podniesie podatki, to nawet jeszcze więcej. Ale z punktu widzenia systemu emerytalnego takie różnicowanie podatków jest uzasadnione. Od kilku lat Mercer bierze udział w badaniu porównującym systemy emerytalne na świecie. Realizujemy je wspólnie z jednym z australijskich instytutów naukowych. Kiedy dowiedzieli się, że w Polsce jest możliwość jednorazowej wypłaty, złapali się za głowę. Umożliwiając wypłatę wszystkich oszczędności naraz, wystawiamy ludzi na ryzyko. Kupią
samochód i na życie niewiele im zostanie. Dlatego pieniądze powinny być wypłacane dożywotnio w ratach. Zachętą do tego niech będzie właśnie zapłacenie niższego podatku.
A co dalej z IKE? - Oszczędzanie na emeryturę powinno być proste. Dlatego jestem zwolennikiem likwidacji IKE i zastąpienia go IKZE. Mimo różnych konstrukcji na obu produktach zarobimy tyle samo. Tyle że ulga podatkowa na początku (IKZE) działa bardziej na emocje niż obietnica zwolnienia z podatku za 30 lat (IKE). Nie lubimy płacić podatków i ulga tu i teraz prędzej zachęci nas do dodatkowego oszczędzania na starość.
Mamy doskonały przykład z początku lat 90. Wówczas rząd pozwolił odliczyć od podatku inwestycje w obligacje skarbowe. Wystarczyła ulga, żeby Polacy stali się wielkimi fanami inwestowania w dług państwa. Gdyby jeszcze uprościć IKZE, np. zastępując ulgę procentową kwotową - np. rocznie można wpłacić do 4,5 tys. zł - z pewnością IKZE okazałyby się sukcesem.