Tradycyjnie pod koniec stycznia do szwajcarsiego kurortu Davos zjechało około 2,6 tys. polityków, ekonomistów, prezesów firm, ale i celebrytów czy ludzi kultury z niemal 100 krajów. Przez ostatnich kilka dni dyskutowali o największych i najbardziej palących problemach świata. Kończące się właśnie forum ekonomiczne w Davos organizowane po raz 42. przez organizację Światowe Forum Ekonomiczne (World Economic Forum) przez jednych uważane jest za wylęgarnię nowych pomysłów, przez krytyków - za spotkanie bogaczy rozprawiających o problemach świata. W tym roku dyskusje zdominowała jedna kwestia - kryzys finansów publicznych w strefie euro. Europejscy przywódcy za wszelkimi sposobami próbowali przekonać, że robią co mogą, by go opanować. Przedstawiciele innych krajów twierdzili, że to ciągle mało. I domagali się szybszych działań, by kryzys nie rozlał się na cały świat.
Forum w środę otworzyła kanclerz Niemiec Angela Merkel. - Wiem, że problemy Europy są ekonomicznym bólem głowy dla światowej gospodarki - mówiła Merkel. - Ale nie jest to na pewno jedyny ból głowy swiatowej gospodarki - dodała. Przekonywała, że Europa i Unia Europejska to "wspaniały projekt". Podkreślała, że kraje UE i strefy euro w ostatnim roku zrobiły dużo w walce z kryzysem: wprowadzono oszczędności, zwiększono i uelastyczniono fundusz ratunkowy dla strefy euro EFSF (warty 440 mld euro). Zapadła też decyzja o utworzeniu stałego mechanizmu pomocy wartego 500 mld euro, który zastąpi EFSF. Merkel przypomniała, że do akcji wkroczył Europejski Bank Centralny, który w grudniu pożyczył bankom komercyjnym na 3 lata niemal 500 mld euro. - Ale dla niektórych to ciągle mało, chcieliby dwa a nawet trzy razy więcej - mowiła Merkel. Tłumaczyła jednak, że np. drastyczne zwiększenie EFSF mogłoby się okazać obietnicą bez pokrycia, która mogła by wywołać kłopoty np. Niemiec, czyli największej i najbardziej wiarygodnej gospodarki strefy euro.
Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego przekonywał, że Europa zrobiła "ogromny postęp" w walce z kryzysem. - Jeśli porównamy sytuację pięć miesięcy temu i teraz, etrefa euro to inny świat - mówił.
Na działania UE dość krytycznie patrzyli Brytyjczycy. - Spotykamy się w trudnym momencie dla Europy. Wzrost gospodarczy się zatrzymał, bezrobocie rośnie. Wizja Europy pozostającej z tyłu zaczyna być coraz bardziej wyraźna - ostrzegł brytyjski premier David Cameron. -
Chiny rosną w tempie 8 proc., Indie w tempie 7 proc., a Afryka - 5,5 proc. Komisja Europejska tymczasem prognozuje wzrost PKB Unii o 0,6 proc. w 2012 i to przy założeniu, że problemy strefy euro zmaleją, a nie pogłębią się - dodał Cameron. I wyliczał dalej: - Dług publiczny w UE w przeliczeniu na jedną osobę w ciągu 4 lat wzrósł o 4,5 tys. euro, bezpośrednie inwestycje zagraniczne spadły o dwie trzecie, a jedna piąta młodych ludzi jest bez pracy. Czas na pokazanie przywódstwa, którego ludzie się domagają - przekonywał brytyjski premier.
Cameron skrytykował unijne instytucje za tworzenie nadmiernej biurokracji i za chęć wprowadzenia podatku od transakcji finansowych (niekorzystnego głównie dla Wielkiej Brytanii). Zaapelował o większą dbałość o wzrost gospodarczy.
Duńska premier Helle Thorning-Schmidt wykazała zrozumienie dla rozterek ludzi, którym nie podoba się rozwój sytuacji gospodarczej na świecie: - Mówiło się, że banki są zbyt duże, by móc pozwolić im upaść. Teraz wielu ludzi sądzi, że są zbyt mali, by ktoś się z nimi liczył - powiedziała. - Oszczednosci muszą być nakładane na wszystkich po równo - mówiła. - Ludzie są przygotowani na poświęcenia, ale trzeba pamiętać, by jednocześnie nie poświęcać części społeczeństwa - dodała.
W przemówieniach europejskich polityków częściej niż jeszcze kilka miesięcy temu padały słowa "wzrost gospodarczy" i "miejsca pracy". Ale do osiągnięcia wzrostu potrzebna jest większa stabilność i zaufanie do Europy. A to - zdaniem wielu polityków i ekonomistów głównie spoza strefy euro - wymaga zwiększenia "zapory ogniowej w strefie euro, czyli większych pieniędzy dla EFSF oraz do dyspozycji Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
W Davos problemy reszty świata zeszły na dalszy plan. Mówiło się o bezpieczeństwie żywnościowym, cyberprzestępczości, innowacjach, przedsiębiorczości. Sporo miejsca poświęcano krajom rozwijającym się i ich problemom. Ale wielu uczesnitków forum w Davos uznało problemy zadłużonej Europy za kluczowe dla świata.
- Nigdy nie byłem tak zaniepokojony o świat jak teraz - przyznał Donald Tsang, szef władz wykonawczych Hongkongu. - Żyjemy w dużo bardziej połączonym świecie niż np. podczas kryzysu azjatyckiego pod koniec lat 90 - dodał. Jego zdaniem Europa musi szybko działać, by jak najszybciej uporać się z kryzysem i nie zarazić innych gospodarek.
Znany z pesymizmu ekonomista Nouriel Roubini, profesor Uniwersytetu Nowojorskiego, nazwał strefę euro "wrakiem". I przedstawił dość odważną a zarazem smutą wizję jej przyszłości. - Nie tylko
Grecja opuści strefę euro, ale i
Portugalia. W przypadku Grecji stanie się to w ciągu 12 miesięcy, Portugalii zajmie to nieco więcej czasu - powiedział w sobotę Roubini. Jego zdaniem jest 50 proc. szans, że strefa euro się rozpadnie w ciągu 3 lat.
Duńska premier Helle Thorning-Schmidt wykazała podczas forum zrozumienie dla rozterek ludzi, którym nie podoba się rozwój sytuacji gospodarczej na świecie: - Mówiło się, że banki są zbyt duże, by móc pozwolić im upaść. Teraz wielu ludzi sądzi, że są zbyt mali, by ktoś się z nimi liczył - powiedziała. - Oszczednosci muszą być nakładane na wszystkich po równo - mówiła. - Ludzie są przygotowani na poświęcenia, ale trzeba pamiętać, by jednocześnie nie poświęcać części społeczeństwa - dodała.
Polskim akcentem w Davos był przyjazd prezydenta Bronisława Komorowskiego. Prezydent miał spotkania m.in. z ekonomistami i inwestorami. Wziął udział w debacie o "przebudowie Europy" wraz z duńską premier, fińskim premierrm Jyrki Katainenem oraz szefem irlandzkiego rządu (tzw. Taoiseach) Endą Kennym. Prezydent Komorowski podkreślał, że "niesłychanie ważne" jest odbudowanie zaufania do Europy. Powołał się przy tym na przykład Polski. -
Polska ma długie doświadczenie w wychodzeniu z kryzysu. 20 lat temu zaczynaliśmy w głębokim kryzysie - de facto w ekonomicznym rozkładzie. Musieliśmy przebudować system społeczny, gospodarczy, wszystkie aspekty życia, aby przejść z systemu totalitarnego do demokratycznego. Obecne wyzwanie wydaje się łatwiejsze od tamtego i jestem pewien, że kryzys zostanie przezwyciężony, jeśli będziemy mieli odwagę, by się zmienić - mówił prezydent Komorowski.
Jak zwykle forum ekonomicznemu towarzyszyły protesty. W Davos powstało "miasteczko igloo". Zbudował je ruch OccupyWEF (Okupuj Światowe Forum Ekonomiczne). - Nie chcemy by kilkaset osób decydowało za zamkniętymi drzwiami o losach milardów - mówili jego uczestnicy. W trakcie trwania forum organizowali różne "akcje". Protestowali w Davos z banerem podwieszonym na balonikach, na któym napisali: Hej WEF (World Economic Forum)! Gdzie jest pozostałe 6,9999 miliarda liderów? Próbowali wejść do ściśle strzeżonego centrum konferenycjnego (snajperzy na dachach) , w którym odbywa się forum, by wziąć przepustki dla 6,999 mld pozostałych uczestników. W sobotę odbyła się demonstracja przeciwko Światowemu Forum Ekonomicznemu. Ale wzięło w niej udział może około 100 osób. Część ludzi zamierzających w niej uczestniczyć zatrzymała wcześniej
policja.
Sponsor: Dziękujemy firmie The Boston Consulting Group za pomoc w zorganizowaniu wyjazdu na Światowe Forum Ekonomiczne w Davos