Syberyjskie mrozy, które w tym tygodniu ścisnęły Polskę i pozostałe państwa Europy Wschodniej i Środkowej, doprowadziły do gwałtownego wzrostu zużycia prądu i gazu.
- Pobiliśmy rekord ze stycznia 2010 r. Zapotrzebowanie na moc elektrowni sięgnęło przedwczoraj 25 570 MW. To najwięcej w historii Polski - mówi "Gazecie" Henryk Majchrzak, prezes państwowej spółki PSE Operator zawiadującej sieciami i systemem energetycznym w naszym kraju.
W styczniu 2010 potrzeba było o ok. 100 MW mniej.
- Jest bardzo prawdopodobne, że czwartkowy rekord nie utrzyma się długo. - Spodziewamy się, że dziś padnie kolejny - dodaje Majchrzak.
Dostawcom prądu wtórują gazownicy. - Przez ostatnie doby padają rekordy. Ostatniej doby pierwszy raz w historii Polski zużycie wyniosło 70,3 mln m sześc., a dzień wcześniej 69 mln m sześc., co też stanowiło rekord - powiedziała "Gazecie" Małgorzata Polkowska, rzeczniczka państwowej firmy gazociągowej Gaz-System. Dotychczasowy rekord padł 26 stycznia 2010 r., kiedy Polacy zużyli 67,8 mln m sześc. gazu.
Do połowy stycznia zima była wyjątkowo ciepła i wtedy Polacy zużywali średnio 45 mln m sześc. gazu na dobę. Atak mrozów w trzeciej dekadzie stycznia wywołał w tym tygodniu skokowy wzrost zużycia energii. Nie tylko prądu i gazu, ale także oleju opałowego. Zapotrzebowanie na to paliwo w ciągu ostatniego tygodnia wzrosło o 60 proc. - poinformował nas Orlen.
Daleko do 10 stopnia zasilania
Energetycy uspokajają, że sytuacja jest stabilna. W przeciwieństwie do poprzedniej zimy nie ma żadnych problemów z dostawami prądu. Dla naszych sieci energetycznych, które potrzebują kapitalnego remontu, bo w większości zostały wybudowane w czasach PRL, najgroźniejsze są opady śniegu i raptowne zmiany temperatur. Kombinacja obu sprawia, że na przewodach osiada groźna szadź. Śniegu w tym roku jest na szczęście dużo mniej, a temperatura też jest stabilna.
Mrozy wywołują zwiększony pobór prądu. - Ludzie masowo włączają w domach elektryczne grzejniki - tłumaczy dr Mirosław Duda z Agencji Rynku Energii. - To samo robią małe firmy, zakłady usługowe itp.
Czy grożą nam pamiętane z PRL stopnie zasilania, jak nazywano planowane wyłączenia prądu?
- Nie ma mowy - uspokaja Majchrzak. - Wciąż mamy blisko 10 proc. rezerwy mocy w systemie. Na tyle dużo, że możemy udostępniać 800 MW na eksport.
Taka informacja trafiła też do premiera Donalda Tuska. - Nie ma żadnego zagrożenia dla systemu energetycznego. Nie ma tego typu problemów, które wskazywałyby na zagrożenie dłuższych przerw w dostawach prądu - odpowiadał premier na konferencji prasowej. Dodał, że pojawiają się pewne problemy, m.in. w elektrowni w Połańcu.
- Rzeczywiście, produkujemy mniej energii - przyznaje Grzegorz Górski, szef polskiej spółki francuskiego koncernu GdF Suez, do którego należy elektrownia w Połańcu, trzecia co do wielkości w kraju. - To dlatego, że mamy problemy z chłodzeniem.
Do chłodzenia wykorzystywana jest woda z Wisły. - Prawdopodobnie gdzieś na Wiśle zrobił się zator i do elektrowni dociera mniej wody. Szukamy tego miejsca - relacjonuje Górski. Połaniec dostał zgodę PSE Operatora na wytwarzanie mniejszej ilości energii. To kolejny dowód na to, że zagrożenia nie ma. - Jeśli system energetyczny będzie w potrzebie, to możemy natychmiast zwiększyć produkcję, przekroczymy po prostu normy poboru wody, co w sytuacji awaryjnej jest możliwe - wyjaśnia Górski.
Dwa dni temu awarię miał też jeden z bloków elektrowni w Kozienicach. - To normalna sytuacja, takie rzeczy się zdarzają - uspokaja Majchrzak.
Na szczęście elektrownie zgromadziły jesienią spore zapasy węgla. W rezultacie jego ceny mimo siarczystych mrozów nie poszły w górę.
Gazowa polisa w magazynach
W środę PGNiG ogłosiło, że z powodu przewidywanego wzrostu konsumpcji gazu ograniczyło dostawy największym klientom przemysłowym, czyli płockiej rafinerii Orlenu oraz zakładom azotowym w Puławach i w Policach.
Nie ma jednak ryzyka, by zabrakło gazu w Polsce - podkreślają Gaz-System i PGNiG. Ograniczenie dla przemysłu to był formalny krok, który pozwolił gazownikom złożyć do Ministerstwa Gospodarki wniosek o prawo do korzystania z obowiązkowych rezerw gazu. Na razie to profilaktyczne posunięcie. Bo w magazynach PGNiG jest ponad 1,1 mld m sześc. gazu, z czego około połowa to zapasy obowiązkowe. Przed rokiem te zapasy były niemal dwa razy mniejsze - przypomniał wczoraj dyr. Andrzej Janiszowski z PGNiG.
Według Gaz-Systemu z 70 mln m sześc. gazu, który codziennie zużywają teraz Polacy, ok. 43 mln m sześc. pochodzi z bieżącego importu, z krajowych złóż pochodzi 7,2 mln m sześc., a reszta to zapasy z magazynów gazu.