W zeszłym tygodniu z powodu syberyjskich mrozów co dzień padały w Polsce nowe rekordy zużycia gazu.
Dotychczasowy rekord ze stycznia 2010 r., kiedy Polacy przez jedną dobę zużyli 67,8 mln m sześc. gazu, pierwszy raz został pobity w ostatnią środę, kiedy zużycie wyniosło 69 mln m sześc. Ale już następnego dnia zużycie wzrosło do 70,3 mln m sześc., a piątek podskoczyło do 72,3 mln m sześc. - poinformowała "Gazetę" Małgorzata Polkowska, rzeczniczka państwowej firmy gazociągowej Gaz-System. W czasie weekendu, kiedy część zakładów przemysłowych miała wolne, zużycie gazu spadło, ale tylko nieznacznie: w sobotę do nieco ponad 70 mln m sześc., a w niedzielę do 69,3 mln sześc.
Dwie trzecie gazu zużywanego w tych dniach pochodziło z
importu, w lwiej części - od Gazpromu. Te dostawy do Polski to bajeczny interes dla rosyjskiego koncernu.
Pod koniec zeszłego tygodnia przedstawiciele branży gazowej w Moskwie ujawnili, że w styczniu średnia cena gazu eksportowanego z Rosji do Europy Zachodniej spadła "poniżej 410 dol." za 1000 m sześc. z 440 dol. w grudniu zeszłego roku - napisała rosyjska agencja Ria Novosti.
Tymczasem według naszych nieoficjalnych informacji z branży gazowej obecnie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo płacił ponad 510 dol. za 1000 m sześc. rosyjskiego gazu, czyli około 25 proc. więcej od średniej zapłaty pobieranej przez Gazprom w Europie Zachodniej. Z ujawnionych w Moskwie danych wynika, że już w grudniu PGNiG płaciło ok. 12-15 proc. drożej za rosyjski gaz niż koncerny z Europy Zachodniej, a obecnie ta różnica tylko się pogłębiła.
- To musi być skutek ulg, jakie ostatnio Gazprom przyznał pięciu zachodnim koncernom - uważa nasz rozmówca z branży gazowej, który prosił o zachowanie anonimowości. W połowie stycznia wiceprezes Gazpromu Aleksander Miedwiediew ogłosił, że koncern obniżył ceny gazu m.in. francuskiemu koncernowi GDF Suez, niemieckiemu Wingas i austriackiemu EconGas. Pod koniec zeszłego roku Gazprom obniżył też ceny niemieckiej firmie VNG, a wcześniej kilku włoskim dystrybutorom gazu oraz Grecji.
Polska w zeszłym roku była trzecim co do wielkości importerem gazu w UE, ale ciągnące się w zeszłym roku przez ponad pół roku negocjacje PGNiG z Gazpromem o obniżce cen gazu zakończyły się fiaskiem i polska firma skierowała sprawę do rozsądzenia przez arbitraż w Sztokholmie. - W lutym powinniśmy skierować do arbitrażu formalny pozew przeciw Gazpromowi - powiedział nam wczoraj wysokiej rangi menedżer PGNiG.
W czasie ostatnich mrozów Gazprom nie radził sobie z
eksportem i kilka państw Europy alarmowało o spadku dostaw gazu z Rosji. Menedżerowie Gazpromu najpierw zaprzeczali, by przykręcili kurki w gazociągach. Ale w sobotę na spotkaniu z premierem Rosji Władimirem Putinem wiceszef Gazpromu Andriej Krugłow przyznał, że koncern zmniejszył eksport do Europy o 10 proc.
Szef rosyjskiego rządu wykorzystał jednak te problemy koncernu do promocji planów ekspansji Gazpromu. - Można by dziś przypomnieć tych, którzy przeszkadzali nam budować gazociąg Nord Stream. Gdyby nie przeszkadzali, druga nitka tego gazociągu byłaby już ułożona i obie byłyby załadowane, a takich problemów by nie było - stwierdził Putin.
Budowę gazociągu Nord Stream, który przez Bałtyk łączy Rosję z Niemcami, krytykowały m.in. Polska i państwa bałtyckie.