- To moja wina i wina Włochów. To moja wina, bo nie umiałem przekonać 51 procent obywateli, żeby na mnie zagłosowali. To wina Włochów, bo rozdzielili swoje głosy pomiędzy wiele małych partii. Byliśmy wykastrowani przez sojusze z innymi prawicowymi partiami. Nie pozwalały nam przedstawiać w parlamencie projektów ustaw, które przygotowywaliśmy - tłumaczy przyczyny obecnego kryzysu były premier.
Berlusconi o niepowodzenie swojego projektu politycznego obwinia także w wywiadzie włoski Trybunał Konstytucyjny, w którym - według jego słów - 11 na 15 miejsc obsadzonych jest przez osoby o centrolewicowych poglądach. - Tak więc dwuletnia
praca tysiąca osób, rządu i parlamentu jest po prostu udaremniana przez te 11 osób - irytuje się były premier.
Były premier nie traci jednak rezonu. Sugeruje, że kryzys we Włoszech jest wyolbrzymiany. - Państwo jest zadłużone, ale włoscy obywatele, włoskie rodziny i firmy są bogaci - mówi były premier. - Dług liczy się tylko dlatego, że oznacza wysokie podatki. Ale we Włoszech jest wiele bogactwa, które można opodatkować, więc czym się tak ekscytują rynki obligacji? - pyta retorycznie.
Seksualne skandale, które zrujnowały karierę Silvia Berlusconiego, podkopały także zaufanie do Włoch na arenie międzynarodowej - sugeruje przeprowadzający wywiad dziennikarz Philip Delves Broughton.
- Rozumiem to i głęboko tego żałuję - mówi Berlusconi w rozmowie z gazetą. - Ale nie mam za co przepraszać. Wszystko, co robiłem, było całkowicie normalne i zgodne z prawem. Podczas obiadów, które wyprawiałem, pojawiało się estetyczne towarzystwo pięknych dziewczyn, ale obiady przebiegały zupełnie normalnie. Były orkiestry,
muzyka, dużo kelnerów, ochrona i ludzie, których nie znałem za dobrze, a którzy chcieli poznać mnie.
Berlusconi ma zamiar pozostać aktywny w polityce. Planuje doprowadzić do zmian w konstytucji, które wzmocnią jeszcze władzę premiera. Zarzeka się jednak, że nigdy nie będzie już ubiegał się o to stanowisko. Na swojego następcę wytypował 41-letniego prawnika Angelina Alfano.
- Zostanę w partii i będę go wspierał, jako "czcigodny ojciec założyciel". Będę organizował poparcie dla jego planów - widzi swoją rolę we włoskiej polityce Berlusconi.
Mimo zapewnień o podtrzymaniu aktywności politycznej Silvio w wywiadzie prosi kilkakrotnie, aby nie nazywać go politykiem, ale raczej przedsiębiorcą. Podkreśla, że to właśnie w biznesie nauczył się najważniejszego - lojalności.
- W żadnej z moich firm nie było nawet godzinnego strajku - mówi. - W sobotnie popołudnia zazwyczaj odwiedzałem swoich pracowników, którzy na przykład akurat byli w szpitalu. Znałem ich wszystkich z imienia do momentu, w którym zatrudniałem 56 tysięcy osób. W polityce zachowywałem się mniej więcej tak samo. Dzięki temu mogłem uzyskać sympatię, a nawet miłość wielu osób. Mówią, że w historii Włoch nie było polityka zdolnego poruszyć tłum lepiej niż ja - chwali się w rozmowie z "The Atlantic".