Biznes Ludzie Pieniądze

Recesja w Europie zetnie chiński wzrost gospodarczy?

Maria Kruczkowska, AFP
07.02.2012 , aktualizacja: 07.02.2012 17:22
A A A Drukuj
Nie wyklucza tego Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który uprzedza, że w tym roku chiński wzrost może spaść o połowę
A nawet jeśli recesja zadomowi się na dobre w Europie, wzrost chińskiego PKB może wynieść nie ponad 8 proc., ale zaledwie 4 proc.! - ostrzegł wczoraj MFW w Pekinie. Bo Chiny dotkliwie odczuwają spadek koniunktury u swego największego partnera handlowego. Kiedy on nie kupuje, chińskie fabryki bankrutują, robotnicy trafiają na bruk, ubywa inwestycji, cierpi rynek nieruchomości.

Kryzys Europy odczuwa już, a odczuje jeszcze bardziej w tym roku cały świat. Kryzys w Europie może kosztować światowy wzrost prawie jeden punkt - mówił analityk Funduszu. W jego ocenie wzrost gospodarczy na świecie w 2012 roku wyniesie nie 4 proc., jak się spodziewano, ale tylko 3,25 proc.

Problemy Europy sprawią, że światowa lokomotywa wzrostu, Chiny, zwolni. We wrześniu, kiedy kryzys finansowy w UE dopiero się rozkręcał, Fundusz zapowiadał, że w kolejnym roku wzrost chińskiego PKB wyniesie 9 proc. To tylko nieco mniej niż w 2011 roku, który dla Chin zamknął się wzrostem 9,2-procentowym. O takim wzroście kraje rozwinięte mogą tylko marzyć. Ale tak dobrze nie będzie: niesłabnący kryzys euro zmusił MFW do dokonania korekty prognoz globalnego wzrostu. Chińskie PKB Fundusz również obniżył z 9 do 8,5 proc.

To nadal oznacza dla Chin miękkie lądowanie, ale nie jest już ono do końca pewne. Bo MFW ma na ten rok kilka innych scenariuszy dla gospodarki światowej. W tym ten najbardziej czarny, Europy, która długo pozostanie w stanie głębokiej recesji. Jeśli się sprawdzi, w 2012 roku globalny wzrost spadnie nie o 0,75 proc., ale o całe 1,75 proc. PKB. A wtedy gospodarka chińska straci całe cztery punkty.

- Ryzyko, na jakie Europa naraża Chiny, jest spore i mocno odczuwalne - mówił w poniedziałek przedstawiciel MFW w Pekinie Murtaza Syed na seminarium poświęconym skutkom euro kryzysu dla Chin.

Na szczęście dla nich samych Chiny, posiadacz największych rezerw dewizowych świata, nie są bez ruchu. - Powinny odpowiedzieć znaczącym pakietem finansowym - mówił Syed. Dla Smoka, który siedzi na górze złota, 3,2 biliona dol. rezerw walutowych, najwięcej na świecie, to możliwe.

Byłaby to powtórka operacji z początku globalnego kryzysu, kiedy w 2008 roku władze chińskie uratowały wzrost. Pekin uruchomił wtedy pakiet stymulacyjny o wartości 586 mld dol. Te pieniądze rozdzieliły chińskie banki, pożyczając lokalnym rządom i firmom państwowym. Przeznaczono go w dużej części na budowę infrastruktury m.in. chińskiego TGV, Syczuanu zburzonego cztery lata temu przez trzęsienie ziemi i autostrad, których Chiny mają już najwięcej na świecie. Zastrzyk pieniędzy w środku globalnego kryzysu pozwolił Chinom utrzymać wysoki wzrost. I nie tylko, bo też zmniejszyć dramatycznie dystans, jaki je dzieli od Zachodu. Chiny już teraz depczą mu po piętach.

Jeśli posłuchają rad Funduszu, niebawem znowu przyspieszą. MFW namawia je bowiem do wyrównania strat, jakie pociągnie przedłużający się kryzys euro przez uruchomienie pakietu o wartości 3 proc. chińskiego PKB. Takie pieniądze wydane przez następne dwa lata sprawią, że chińska gospodarka straci tylko 1 punkt wzrostu - ocenia Fundusz.

Ma jednak jedną radę dla władz chińskich. Jego zdaniem w odróżnieniu od pierwszego pakietu, który podtrzymał wzrost, ale zasilił inflację i korupcję, tym razem te pieniądze powinny trafić do budżetu państwa i zostać przeznaczone na wydatki socjalne, dostępne budownictwo, służbę zdrowia i emerytury.

To nie pierwsza taka rada dla Chin. Podobne wnioski płyną z każdego raportu o perspektywach Smoka. Ich rząd też jest zdania, że trzeba przestawić model chińskiego wzrostu z eksportowego na produkujący na rynek wewnętrzny. - Słabe perspektywy globalne podkreślają, jak bardzo istotne jest, by przyśpieszyć transformację gospodarki chińskiej i ograniczyć jej zależność od kaprysów globalnego popytu - powiedział w Pekinie analityk MFW.

Z kolei o tym, że również Chinom powinno zależeć na wyjściu Europy z kryzysu, mówią z kolei politycy europejscy w Pekinie. Ostatnio zrobiła to Angela Merkel, która przyjechała w ubiegłym tygodniu na czele dużej delegacji. I ona namawiała Chiny, by wspomogły euro i kupiły unijne obligacje. Chiny nie spieszą się jednak, by zostać rycerzem na białym koniu euro.

Pekin rozważa zwiększenie udziału w funduszu ratunkowym mającym rozwiązać kryzys zadłużeniowy strefy euro - powiedział premier Wen Jiabao Angeli Merkel. Nie poinformował jednak wprost o finansowych zobowiązaniach na rzecz Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej (EFSF) i mającego go zastąpić Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego (EMS).





Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (4)

  • jliber99

    0

    Maria Kruczkowska wymyśliła sobie że Chiny depczą Europę po piętach. Ciekawe. Rzeczywiście, prawie dogoniły już Białoruś (PKB na mieszkańca Białorusi ok 6 tyś USD, Chin ok 5 tyś USD), a jak wiadomo, Białoruś jest w Europie. Marysia, Ty lepiej do fabryki gwoździ się przekwalifikuj.

  • Gość: ze

    Oceniono 1 raz 1

    a kto pamięta jeszcze obwy o los Chin w związku ze spadkiem wskaźników konsumenckich w USA?

  • tr1955

    Oceniono 1 raz -1

    chiny byle czego co wymyśli biurokratyczny zachód nie podpisuje , podpisuje to co jest im wygodne nie słuchają się dyktatu US i UE robia co dla nich jest korzystne nie podpiszą ACTA

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX