Biznes Ludzie Pieniądze

"Wprost" ma zysk i zmienia naczelnego

Vadim Makarenko, tigi
07.02.2012 , aktualizacja: 07.02.2012 20:22
A A A Drukuj
Tomasz Lis nie będzie redaktorem naczelnym tygodnika "Wprost". - Podziękowałem mu - mówi Michał Lisiecki, prezes Platformy Mediowej Point Group wydającej pismo.
"Szanuję czyste reguły w biznesie i one są powodem mojej decyzji" - dodał w oświadczeniu dla mediów, sugerując, że przyczyną rozstania był portal informacyjny wzorowany na amerykańskim Huffington Post, który Lis zaczął budować jesienią zeszłego roku wspólnie z firmą NextWeb Media. Oficjalnie ogłosił to na początku listopada, podczas corocznej konferencji branży internetowej. Dzisiejsze stanowisko Lisieckiego brzmi zaskakująco, bo jeszcze kilka miesięcy bagatelizował prywatne internetowe poczynania naczelnego "Wprost". - Jak dla mnie nie ma konfliktu interesów. We "Wprost" Tomek nie zarządza działem internetowym - mówił serwisowi Wyborcza.biz w listopadzie 2011 r. Tymczasem Tomasz Lis zapowiadał, że chce stworzyć miejsce dla debaty, a nie "ścieku", a komentatorami w jego serwisie będą zarówno blogerzy, jak i eksperci z różnych dziedzin, np. z gospodarki. - To było bardzo konfrontacyjne, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że serwis internetowy samego "Wprost" zaliczał mniej więcej w tym samym czasie wpadki - mówi jeden z wydawców.

Lis opublikował własne oświadczenie: „Chciałem z całego serca podziękować wszystkim moim koleżankom i kolegom za 22 miesiące wspólnej przygody. Przejmowaliśmy upadające pismo i niemal nikt nie dawał nam szans. Dziś sprzedaż tego pisma jest o 2/3 wyższa, a operacja ratunkowa zakończyła się niekwestionowanym sukcesem. To zasługa dziennikarek i dziennikarzy »Wprost «, którym jestem absolutnie wdzięczny”.

Jak udało nam się dowiedzieć, wydawca poinformował Lisa o swojej decyzji we wtorek rano. To było zaskoczenie. Wkrótce potem naczelny oraz jego najbliżsi współpracownicy, czyli Aleksandra Karasińska, Łukasz Ramlau oraz Tomasz Plata, zebrali się na naradę, podczas której postanowili odejść wraz ze swoim szefem, ale doprowadzić do końca prace nad kolejnym wydaniem. Przy okazji zdecydowali, że nie pojawią się na gali, podczas której redakcja miała wręczyć statuetkę Człowieka Roku "Wprost" Donaldowi Tuskowi. We wtorek wieczorem kierownictwo tygodnika spotkało się w domu Aleksandry Karasińskiej z wybranymi pracownikami "Wprost".

Powodów do rozstania było więcej niż powstający serwis internetowy. Jedyne podobieństwo między Tomaszem Lisem i Michałem Lisieckim to podobieństwo ich nazwisk. - Między nimi nigdy nie było chemii, a naczelny "Wprost" zawsze dystansował się od wydawcy nie tylko służbowo, ale też osobiście - twierdzi pracownik wydawnictwa. Z Tomaszem Lisem nie udało nam się wczoraj skontaktować. Nieoficjalnie wiadomo, że był wściekły, gdy pod koniec 2010 r. wydawcy konkurencyjnych tygodników zarzucili "Wprost" zawyżanie wyników sprzedaży. - Cały kolportaż był poza Lisem, on nie miał na to żadnego wpływu, a prawicowe portale zasugerowały, że maczał w tym palce - podkreśla dziennikarz "Wprost". Zlecony przez Związek Kontroli Dystrybucji Prasy audyt ustalił, że od lutego do listopada 2010 r. sprzedaż faktycznie została podrasowana średnio o 10,8 tys. egzemplarzy miesięcznie. Związek udzielił PMPG upomnienia i nakazał opublikowanie informacji o manipulacjach na stronie internetowej Wprost.pl. Jednak sprzedaż rosła także niezależnie od sztuczek, a felietonistami tygodnika zostawali kolejni znani autorzy (jak Krzysztof Materna czy Marcin Meller), więc Tomasz Lis - trzykrotny zdobywca Grand Press i laureat Nagrody Kisiela - mógł pozwolić sobie na wiele.

Stery w tygodniku "Wprost" przejął pod koniec maja 2010 r. i od razu zmienił linię pisma hołdującego ideałom IV RP. Przesunęło się ono bliżej "Polityki" i "Newsweeka", oddalając się jednocześnie od "Gazety Polskiej". To posunięcie przyciągnęło czytelników i pomogło uratować "Wprost" przed upadkiem, ale jednocześnie otworzyło rynek dla prawicowego "Uważam Rze", które walczy obecnie o palmę pierwszeństwa z "Polityką". W sierpniu 2010 r. sprzedaż "Wprost" wzrosła do 110,6 tys. egzemplarzy w sierpniu tego roku wobec 77,9 tys. egzemplarzy w maju. Średnia sprzedaż tygodnika od stycznia do listopada zeszłego roku wyniosła 96,83 tys. egzemplarzy i była o 10,2 proc. wyższa niż przed rokiem (dane ZKDP, sprzedaż ogółem).

Rządził żelazną ręką. Co poniedziałek podczas kolegiów redakcyjnych akceptował najwyżej połowę zgłoszonych przez niewielki zespół tematów. Pozostałe wymyślał sam i kontynuował planowanie w poszczególnych działach. - To było jego pismo, miał bardzo wyrazistą wizję tego, co chce uzyskać - mówi jeden z dziennikarzy "Wprost". 46-letni Tomasz Lis zostawia tytuł w przyzwoitej kondycji finansowej. Gdy w końcówce 2009 r. rodzina Królów sprzedawała pismo, notowało ono straty. We wtorek Platforma Mediowa Point Group ogłosiła wybrane wyniki finansowe "Wprost" za ubiegły rok. Przychody wzrosły o 8,9 proc., do 44,8 mln zł, a zysk brutto skoczył o ponad 70 proc., z 2 mln do 3,5 mln zł. - Nasz wynik jest lepszy od oczekiwań dzięki rozwiązaniu rezerwy utworzonej na wypadek przegranej w procesie sądowym - tłumaczy Lisiecki. Wyniku netto nie ujawnia, ale zapewnia, że pismo jest nad kreską.

"Wprost" pokieruje Michał Kobosko - naczelny dwumiesięcznika "Bloomberg BusinessWeek", również wydawanego przez Platformę Mediową Point Group.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy