W poniedziałek do dymisji podał się premier Emil Boc, który zajmował to stanowisko od czterech lat. Jednak w ostatnich tygodniach Rumuni coraz częściej i gwałtowniej protestowali przeciw programowi oszczędności rządu Boca, które Bukareszt zobowiązał się wprowadzić w zamian za 20 mld euro pomocy przyznanej w 2009 r. przez UE i Międzynarodowy Fundusz Walutowy.
W ramach tego programu płace w sektorze publicznym obcięto o jedną czwartą i zamrożono podwyżki
emerytur, a stawkę podatku VAT podniesiono do 24 proc. Przeciętna płaca w Rumunii wynosi teraz równowartość ok. 350 euro, jedną czwartą
płacy minimalnej we Francji.
Na nowego premiera prezydent Rumunii Trajan Basescu desygnował 43-letniego Mihaia Razvana Ungureanu, który od grudnia 2007 r. był szefem centrali rumuńskiego wywiadu zagranicznego SIE. Wcześniej przez trzy lata Ungureanu był szefem dyplomacji Rumunii, ale ustąpił z tego stanowiska po konflikcie z ówczesnym premierem Rumunii Calinem Tariceanu.
Nowy premier Rumunii jest z wykształcenia historykiem i legitymuje się tytułem naukowym uzyskanym na uniwersytecie w Oksfordzie. Mówi płynnie po angielsku, francusku oraz niemiecku, a jego poglądy obserwatorzy określają jako "proamerykańskie".
Ungureanu już zapowiedział, że na kluczowe stanowiska w swoim rządzie powoła nowych, młodych reformatorów. Fotel ministra finansów dostał 31-letni Bogdan Dragoi, absolwent amerykańskiego uniwersytetu Tuft, który dotąd jako wiceszef resortu finansów odpowiadał za
dług publiczny. Nowym ministrem gospodarki i energetyki zostanie zaś 37-letni Lucian Bode, wcześniej pracujący w firmach energetycznych.
W czwartek parlament Rumunii ma zatwierdzić nowy rząd. Zdaniem obserwatorów nie będzie z tym problemów, bo większość w parlamencie ma rządząca w Rumunii centroprawicowa koalicja.