Wczoraj PKN Orlen i Lotos podniosły ceny hurtowe paliw. Ta podwyżka może podbić cenę detaliczną benzyny 95 oktanów o 1 gr na litrze, a oleju napędowego - o 2 gr.
Ale być może właściciele stacji zrezygnują z takich podwyżek, bo w zeszłym tygodniu ceny hurtowe paliw w Polsce spadły do poziomu z początku roku. To był głównie skutek umocnienia się złotego w stosunku do dolara - głównej waluty w rozliczeniach w branży naftowej na świecie.
Na stacjach benzynowych nie było widać skutków tak mocnej przeceny w hurcie. Przeciwnie - pod koniec zeszłego tygodnia średnia cena detaliczna benzyny 95 była o 14 gr na litrze wyższa niż na początku roku, a oleju napędowego o 17 gr wyższa - informowała firma doradcza BM Reflex.
- Właściciele stacji zmuszeni w ostatnich tygodniach do rezygnacji z własnej marży mogą poprawić swoje dochody bez konieczności podnoszenia cen na stacjach - tłumaczyła Urszula Cieślak, analityczka BM Reflex. I przypuszczała, że jeśli ceny hurtowe dalej będą spadać, to także na stacjach kierowcy będą taniej tankować.
W tym samym mniej więcej czasie przez największe miasta Polski przetoczyła się fala protestów kierowców, którzy jeżdżąc w ślimaczym tempie, hamowali ruch, domagając się od rządu obniżki podatków od paliw.
A według firmy doradczej e-petrol.pl przez ostatni tydzień ceny oleju napędowego spadły w Polsce średnio o 3 gr - do 5,76 zł za litr. Za to
benzyna 95 zdrożała o 2 gr i kosztuje teraz średnio 5,61 zł za litr. I być może to pierwsza jaskółka fali podwyżek cen benzyny.
Zwykle to paliwo drożeje późną wiosną, gdy kierowcy coraz częściej w wolne dni wyjeżdżają za miasto. A szczyt zużycia benzyny przypada na wakacje i zwykle wtedy to paliwo drożeje - zarówno w Europie, jak i w
USA.
W tym roku na sprzedaży benzyny rafinerie mogą zebrać jednak wyjątkowo obfite żniwo, jak kilka dni temu na konferencji w Londynie oceniał Seth Kleinman, szef globalnego działu strategii energetycznej banku CitiGroup.
- Rynek benzyny w USA wygląda fantastycznie i zmierza do niesamowitego lata. A skorzysta na tym cały rynek paliwowy na świecie - powiedział Kleinman. Tłumaczył, że to skutek zamknięcia wielkich rafinerii po obu stronach Atlantyku.
W styczniu zbankrutował szwajcarski koncern Petroplus, największy niezależny producent paliw w Europie, który miał rafinerie w Belgii, Francji, Niemczech, Szwajcarii i Wlk. Brytanii. Te zakłady mogły przerabiać ponad 30 mln ton ropy rocznie, co stanowiło niemal 5 proc. całych możliwości produkcyjnych rafinerii w Europie. Już teraz Szwajcarzy narzekają, że wydają fortunę na
import paliw.
W przyszłym tygodniu zostanie zaś zamknięta rafineria Hovensa na amerykańskich Wyspach Dziewiczych, jedna z największych rafinerii świata, która przerabiała 25 mln ton ropy rocznie. - To znaczy, że Wschodnie Wybrzeże USA nie będzie dobrze zaopatrzone w benzynę - stwierdził Kleinman.
Pozostałe amerykańskie rafinerie będą miały huk roboty, także produkując paliwa na
eksport do Europy. - Ograniczenie mocy produkcyjnych rafinerii może podbijać ceny benzyny. Takie ryzyko latem jest tym większe, że od lipca wejdzie w życie embargo UE na import ropy z Iranu. A to zwiększy nerwowość na rynku paliwowym - uważa Urszula Cieślak.
Już w ostatnich dniach z powodu niepokojów wokół Iranu ropa Brent z Morza Północnego jest najdroższa od pół roku i teraz kosztuje ponad 116 dol. za baryłkę. To ważne także dla Polski, bo ceny Brent są punktem odniesienia dla cen ropy naftowej z Rosji, importowanej przez rafinerie Orlenu i Lotosu.
- Na razie ten wzrost cen ropy nie powinien się przełożyć na ceny paliw, bo
złoty jest ciągle mocny w stosunku do dolara. Ale latem ryzyko związane z Iranem może wzrosnąć - przyznaje Cieślak.
W lepszej sytuacji są kierowcy w Stanach Zjednoczonych, bo amerykańska ropa drożeje wolniej niż europejska. Wczoraj baryłka amerykańskiej ropy była o ponad 16 dol. tańsza niż ropy Brent.