- Wkrótce zarząd
Opla przeprowadzi "strategiczne rozmowy" ze swoimi pracownikami - powiedział wczoraj agencji AFP rzecznik Opla. - Musimy poprawić nasze wyniki odnośnie do zysków, kosztów i przychodów - stwierdził. Nie skomentował jednak doniesień "WSJ". Wczoraj ten
dziennik napisał, że General Motors domaga się poprawy rentowności od swojej europejskiej spółki, która miała zakończyć zeszły rok "strasznymi" wynikami.
Ostre cięcia
Opel przeprowadził już w 2009 r. Zmniejszył zatrudnienie z 48 tys. do 40 tys. osób i zamknął fabrykę aut w Belgii. Według WSJ teraz Opel zastanawia się nad zamknięciem zakładu w Bochum (jednej z trzech swoich fabryk aut w Niemczech) oraz zakładu Ellesmere Port w Wlk. Brytanii. W zakładach tych pracuje 5,2 tys. osób.
Być może właśnie z powodu szykujących się negocjacji z pracownikami Opla do rady nadzorczej tej spółki GM postanowił od marca powołać Boba Kinga - szefa UAW, amerykańskich związków zawodowych przemysłu motoryzacyjnego. Niemiecki dziennik "Handelsblatt" przypomina, że to już czwarty menedżer z
USA powołany w ciągu trzech miesięcy do rady Opla. W połowie stycznia z kierowania radą pracowniczą Opla zrezygnował też Klaus Franz, znany z zażartych walk z GM w obronie niemieckich fabryk Opla. Zastąpił go Wolfgang Schäffer-Klug, który przeszedł drogę od socjologa do lidera związkowego i uchodzi za speca od kompromisów.