Biznes Ludzie Pieniądze

Leopard. Zarzuty za inwestycje przy ul. Wierzbowej

Jarosław Sidorowicz
09.02.2012 , aktualizacja: 08.02.2012 22:11
A A A Drukuj
Byli szefowie deweloperskiej firmy Leopard oszukali swoich klientów - uważa krakowska prokuratura. Wczoraj dwaj prezesi spółki i jej b. udziałowiec usłyszeli zarzuty wielomilionowych strat na szkodę kupujących mieszkania, ale i podwykonawców.
Blok przy ul. Wierzbowej
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Blok przy ul. Wierzbowej
Jacka P., b. prezesa, jego zastępcę oraz Bogusława Z. i Grzegorza A., b. udziałowca Leoparda, policja zatrzymała w środę po południu na polecenie krakowskiej prokuratury okręgowej. Żaden z nich nie przyznał się do zarzutów. Tylko Bogusław Z. zeznawał. Pozostała dwójka odmówiła wyjaśnień. Wczoraj po południu prokuratura ogłosiła, że wystąpi z wnioskiem o ich tymczasowe aresztowanie.

Sprawa Leoparda to jedna z największych afer deweloperskich ostatnich lat w Krakowie. Firma na fali budowlanej hossy postanowiła budować w atrakcyjnych punktach miasta, m.in. przy ul. Wierzbowej. Na brak chętnych deweloper nie narzekał. Kusiła ekskluzywna lokalizacja blisko samego centrum Krakowa. Ale budowa przy Wierzbowej przedłużała się. W 2008 r. wybucha bomba: deweloper zażądał od klientów dopłat od dwóch do czterech tysięcy za metr kwadratowy, mimo ostatecznych cen w umowach przedwstępnych. Większość płaciła, ale to nie pomogło: kilka miesięcy później Leopard ogłosił upadłość. Budowy największego bloku nie dokończono.

To jednak niejedyna niespodzianka, jaka czekała nabywców mieszkań. Okazało się bowiem, że deweloper zawarł wielomilionową umowę pożyczki na wysoki procent z amerykańskim funduszem Manchester, której nie zwrócił. A jej zabezpieczeniem są hipoteki mieszkań. Klienci, kupując je, nic o tym nie wiedzieli. Kiedy upadł Leopard, zostali bez mieszkań, pieniędzy i na szarym końcu listy wierzycieli. Jak wyliczyła prokuratura, oszukanych jest ponad 200 osób. Od kilku lat bezskutecznie toczą dramatyczną walkę o swoje mieszkania i utopione w nich pieniądze. Niektórzy wpłacili bowiem za nie nawet półtora miliona złotych. Zrozpaczeni szukają pomocy w prokuraturze, u polityków i w rządzie.

Prokuratura przez ponad trzy lata szukała dowodów potwierdzających, że szefowie spółki świadomie ich oszukali. - To wyjątkowo żmudne i drobiazgowe śledztwo, wymagające nie tylko przesłuchania poszkodowanych, ale przede wszystkim wnikliwego przeanalizowania dokumentacji finansowej spółki, zbadania przepływu pieniędzy, by przede wszystkim ustalić jej stan w momencie podpisywania umów - tłumaczy długotrwałość postępowania Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury. Kluczowa dla śledztwa okazała się opinia biegłego z zakresu finansów i księgowości. Prokuratura czekała na nią ponad rok. To ona przesądziła o zarzutach dla szefów i udziałowca Leoparda. - Wprowadzili w błąd klientów co do możliwości finansowania tej inwestycji, przeznaczenia na ten cel wpłat od kupujących mieszkania i wywiązania się z umów przedwstępnych dotyczących ich sprzedaży - tłumaczy prokurator Marcinkowska. Chodzi o gigantyczne pieniądze: ponad 55 milionów złotych, które stracili klienci, ale też i podwykonawcy na budowie (nie zapłacono im za pracę). Ale to nie koniec zarzutów: zdaniem prokuratury b. prezesi i Grzegorz A. działali na szkodę spółki, przepłacając ponad 33 miliony złotych za kupowane nieruchomości.

Jak zaznaczają śledczy, wczorajsze zarzuty dla były szefów Leoparda na razie dotyczą tylko inwestycji przy ul. Wierzbowej. - Wciąż kwestią otwartą są decyzje w sprawie pozostałych dwóch inwestycji - przy ul. Twardowskiego i Kijowskiej, które też objęte są tym śledztwem - zaznacza prokurator Marcinkowska.

- Decyzja prokuratury pokazuje, że nie byliśmy naiwnymi klientami, którzy nie popatrzyli uważnie do umowy, jak się uważało, tylko ofiarami oszustwa, o czym od początku mówiliśmy - komentuje zatrzymania Tomasza Pala, wiceprezes Stowarzyszenia "Wierzbowa", założonego przez poszkodowanych klientów Leoparda. Ale do odzyskania przez nich mieszkań droga jeszcze bardzo daleka. Czy się skróci, zależy w dużym stopniu od dzisiejszego wyroku w Sądzie Najwyższym dotyczącego obciążenia hipotek na rzecz funduszu Manchester. Poszkodowani klienci Leoparda wystąpili bowiem do sądu o ich uwolnienie. W ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Krakowie przyznał im rację. Sąd apelacyjny był jednak innego zdania i utrzymał hipoteki na mieszkania. Dzisiaj Sąd Najwyższy ma rozpatrzyć kasację oszukanych klientów.

Na razie mogą tylko bezradnie patrzeć na pusty blok przy Wierzbowej. - Budynek niszczeje, naszym zdaniem nie jest odpowiednio zabezpieczony. Dwa lata temu część podziemną zalała woda, wcześniej przeciekał dach, zdarzały się dewastacje. A my nie mamy nawet do niego dostępu - mówi Pala.

Podziel się

  • 6
  • 2
  • 14
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (79)

  • kumple.best

    Oceniono 3 razy 3

    W Poslce największym problem jest brak możliwości skutecznego egzekwowania długów i wierzytelności. SPrawy ciągną się latami, dłużnicy wyprzedają majątek a komornicy ustawieni przez rodzinne powiąza nia są leniwi i nie kwapią się do pracy.
    W przypadku takiego Leoparda zapewnie zaspokoi się fundusz a ludzie zostaną z ręką w nocniku.

  • wopista145

    Oceniono 1 raz 1

    w tym ustroju wakozystuje sie kazda sytuacje ab tylko sie wzbogacic

  • hamlet1111

    Oceniono 3 razy 3

    Wystarczy stworzyć proste prawo zabezpieczające klientów deweloperów, które istnieje w wielu rajach Europy. Po prostu: deweloper nie ma prawa pobrać pieniędzy od klientów do czasu oddania budowy, czyli buduje za swoje lub za kredyt. Oczywiście opór lobby deweloperów jest ogromny, bo lepiej jest budować za pieniądze klientów, czyli de facto za nieoprocentowany kredyt, a i jakiś przekręt po drodze można zrobić jak to było z Leopardem. Mamy nauczkę, że apele o rozwagę do klientów nie odniosły skutku i ludzie w swojej naiwności i głupocie po zobaczeniu wizualizacji nadal będą chcieli kupować dziury w ziemi. Dlatego potrzebne jest nowe prawo.

  • Gość: Grzechu

    Oceniono 8 razy 2

    Sorry ale trzeba być mega kretynem,żeby kupować dziurę z ziemi za kilkaset tyś złotych.

  • crisko

    0

    troll_bagienny popieram pogląd 100%

  • crisko

    Oceniono 3 razy 3

    "Prokuratura przez ponad trzy lata szukała dowodów..." No to zajebiście były ukryte te dowody. Kpina? NIE! To wręcz cud, że prokuratura cokolwiek "znalazła", bo zwykle robi mało i niedbale, więc niczego nie znajduje (prościej jest nie znaleźć) i umorzyć z powodu braku danych dostatecznie uzasadniających ... (wyświechtana formułka). A może to nie cud, a przymus? Nie dało się zamieść pod dywan (umorzyć). Czy ktoś wie np, czy ta sprawa była umarzana i podejmowana po zażaleniu? Jeśli tak, to oczywiste będzie, że próbowano łeb sprawie ukręcić, ale ktoś (pokrzywdzeni) okazał się mocniejszy.

    • zbychowiec

      0

      @crisko
      problem polega na tym ze wszelkiej masci kombinatorzy w tym kraju (wiekszosc tzw. przedsiebiorcow) tworzy kupe spoleczek powiazanych kapitalowo i robi machloje polegajace na szybkich transferach srodkow pomiedzy nimi, zmianach statusow, organow zarzadzajacych, struktury wlasnosci, wszystko na granicy prawa, tak zeby np. notariusze nie nadazyli ze sledzeniem tego, w tym gaszczu zaleznosci trudno sie polapac bo celowo jest tak stworzony, rozwiklanie tego jak bylo naprawde po ilus tam latach jest znacznie bardziej skomplikowane niz robota detektywa policyjnego, niestety taki mamy kraj i takie prawo ktore pozwala ze kanalie chodza po ulicach i sie smieja z ludzi bo maja swoich prawnikow ktorzy im bez przerwy wyszukuja te kruczki

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX