Za kilka tygodni banki będą musiały wycofać ze swojej oferty lokaty z dzienną kapitalizacją - zdecydował minister finansów. Policzył, że
budżet zyska na tym 380 mln zł rocznie.
Powód? Lokaty z dzienną kapitalizacją są jednym ze skutecznych sposobów na uniknięcie
podatku Belki, który w innym przypadku trafiłby do
budżetu. Chodzi o lukę w ordynacji podatkowej. Dzisiaj najniższą kwotą podatku może być 1 zł. Jeśli dzienny zysk z lokaty nie przekracza 2,49 zł, podatku nie zapłacimy. Zysk, czyli podstawę opodatkowania, zaokrągla się bowiem do 2 zł i od tej kwoty nalicza się 19-proc. podatek, czyli 38 gr, które następnie ścina się do 0 zł. Podatku więc nie ma. Zmiana ordynacji podatkowej, która wchodzi w życie 1 kwietnia 2012 r., likwiduje zasadę zaokrąglania podatku.
Wcześniej to właśnie z powodu lokat z dzienną kapitalizacją banki i ubezpieczyciele wycofywali się z polisolokat - kolejnego sposobu na uniknięcie podatku Belki. Polisolokaty, czyli lokaty w opakowaniu polis, jeszcze kilka lat temu były rynkowym hitem. Powód? Dzięki temu, że oprocentowanie było wypłacane jako świadczenie ubezpieczeniowe, nie trzeba było od niego płacić 19-proc. podatku Belki, którym są obłożone zwykłe lokaty.
Kiedyś polisolokaty były bardziej dochodowe, bo i oprocentowanie na rynku lokat było na wyższym poziomie. Później banki wolały sprzedawać klientom lokaty z dzienną kapitalizacją. Wycofując się z polisolokat, nie narzekali też ubezpieczyciele, bo zarabiali na tym grosze. - Marża może wynieść 0,5 proc. Czyli na miliardzie złotych to w przybliżeniu 5 mln zł rocznie przed odjęciem kosztów. Dziś mało kto tak dużo sprzedaje, więc w rzeczywistości są to wolumeny w okolicach 50-100 mln zł, więc i zysk na polisolokatach jest wielokrotnie niższy i nieporównywalny z 15-20-proc. zarobkiem na ubezpieczeniach ochronnych - mówi prezes Towarzystwa Ubezpieczeń Europa, Jacek Podoba.
Wtóruje mu Agnieszka Rosa z PZU: - Oferujemy ubezpieczenia na życie i dożycie [jeśli klient dożyje określonego wieku, to ubezpieczyciel wypłaca mu świadczenie w wysokości sumy ubezpieczenia] w postaci polisolokat. Jednak ze względu na wysokie wymogi kapitałowe ubezpieczenia te oferowane są tylko we współpracy z kontrahentami, z którymi stale prowadzona jest bardzo szeroka współpraca partnerska.
Dlaczego więc ubezpieczyciele w ogóle sprzedają polisolokaty? Plusem tych produktów jest "pompowanie aktywów", czyli sztuczne zwiększanie udziału w rynku.
Teraz, kiedy lokaty z dzienną kapitalizacją odchodzą do lamusa, można było spodziewać się powrotu zainteresowania polisolokatami. Ubezpieczyciele jednak są niechętni. Niektóre firmy sprzedają jeszcze lokaty w opakowaniu polis, ale już nie zwiększają dotychczasowego wolumenu sprzedaży. Powód? Nie tylko dlatego, że zarabiali na tym grosze, ale również dlatego, że w życie wejdzie wkrótce dyrektywa Komisja Europejskiej Solvency II.
- Termin wejścia w życie jest wprawdzie odsuwany, ale wszyscy wiedzą, jaki będzie wpływ tej regulacji na branżę. Przełoży się to głównie na dwa obszary: metodologię liczenia wypłacalności kapitałowej i zmianę portfela sprzedaży szczególnie produktów inwestycyjnych. Chodzi o konieczność ograniczenia sprzedaży polisolokat i struktur, czyli tych produktów, które konsumują duże kapitały zakładów ubezpieczeń i powodują dużą koncentrację ryzyka ubezpieczyciela na bankowych partnerach, za co Solvency II "karze" wysokimi wymogami kapitałowymi - tłumaczy Podoba.
Chodzi o to, że polisolokaty stwarzają dla firmy ubezpieczeniowej dodatkowe ryzyko kredytowe. Sprzedaż polisolokat przez ubezpieczyciela we współpracy z bankiem wiąże się z wysokimi depozytami zakładu ubezpieczeń w danym banku. - Wtedy de facto ubezpieczyciel bierze na siebie ryzyko kredytowe banku - tłumaczy prezes Europy.
Dodaje, że w związku z tym proste polisolokaty Europa zamienia na polisy inwestycyjne, czyli ubezpieczeniowe fundusze kapitałowe. W przypadku UFK zarówno wymogi kapitałowe, jak i ryzyko koncentracji są na znacznie niższym poziomie. W przypadku tych produktów klient także nie płaci podatku Belki, ale polisy inwestycyjne mają jednak inny charakter niż typowe lokaty. Nie lokują pieniędzy klientów w depozyty bankowe, tylko inwestują w
fundusze inwestycyjne. Dodatkowo nie cała wpłata klienta idzie na inwestycje. Część stanowią opłaty za zarządzanie pobierane przez ubezpieczyciela (które nie należą do najniższych), a kolejną część składki na ubezpieczenie życiowe. To pomniejsza zyski z inwestycji, ale jeżeli coś się nam stanie, możemy liczyć na odszkodowanie.