Największym wyzwaniem dla programu cięć i reform będą przedterminowe wybory parlamentarne w Grecji, które - jak potwierdził wczoraj rzecznik greckiego rządu - odbędą się w kwietniu (pełna kadencja parlamentu kończy się w 2013 r.). Ponad 70 proc. Greków opowiada się za pozostaniem w eurolandzie, ale ostre oszczędności w ostatnich latach sprawiają, że w sondażach coraz bardziej tracą partie centrum na rzecz pełnokrwistej lewicy oraz skrajnej prawicy.
W niedzielę w nocy 300-osobowy parlament zatwierdził cięcia (3,3 mld euro w tym roku) 199 głosami, ale z linii rządu wyłamało się aż 43 posłów z centrolewicowego PASOK oraz konserwatywnej Nowej Demokracji (ND).
Wprawdzie sondaże dają ND zwycięstwo w najbliższych wyborach (ok. 30 proc.), ale trudno ocenić, ile w tym zasługi lawirującego szefa partii Antonisa Samarasa, który również wczoraj sugerował, że
Grecja może renegocjować program naprawczy UE-
MFW wkrótce po wyborach. Na razie nie widać też partii, z którą ND mogłaby sformować proreformatorską większość w nowym parlamencie - PASOK ma tylko ok. 8 proc. głosów w sondażach, a inne istotne partie są przeciwne zaciskaniu pasa.
Strefa euro naciska, by
Ateny już w lutym wprowadziły obiecane obniżki pensji minimalnej o 22 proc., czyli z 751 euro (ok. 590 euro netto) do 586 euro (dla porównania 1 kg wieprzowiny kosztuje w Atenach ok. 10 euro, litr mleka - 1,1-1,3 euro), oraz o 32 proc. dla Greków poniżej 25. roku życia. Jednak inne reformy, jak ok. 1 mld euro oszczędności w opiece zdrowotnej (m.in. przez promowania tańszych leków generycznych), 300 mln euro cięć w wydatkach zbrojeniowych czy likwidacja ok. 500 posad wiceburmistrzów wymagają kilku miesięcy i dlatego zapewne będzie musiał wprowadzać je już nowy rząd sformowany po wyborach. - Na pewno znów będziemy mieć niejedne rozmowy ostatniej szansy, negocjacje toczone w Atenach do świtu, nowe szarpaniny z trojką KE-EBC-MFW - mówi unijny dyplomata.
Mijają już dwa lata, odkąd rząd w Atenach zaczął zaciskać pasa. Drastyczne oszczędności i podwyżki podatków zostały okupione długotrwałą recesją (ten rok będzie piąty z rzędu z ujemnym
PKB) i wielkim bezrobociem (w listopadzie osiągnęło 20,9 proc.). Codziennym widokiem na ulicach greckich miast stały się masowe strajki i demonstracje - w niedzielę w Atenach protestowało nawet 100 tys. ludzi. Jeszcze w poniedziałek na ulicach stolicy Grecji czuć było opary gazu łzawiącego użytego przez policję.
Greccy politycy są między młotem a kowadłem: z jednej strony muszą liczyć się z głosami ludzi z ulicy, z drugiej - realizować postanowienia pożyczkodawców z tzw. trojki.
Przejawem braku zaufania dla władz Grecji są trwające prace Komisji Europejskiej oraz ekspertów eurolandu nad stworzeniem specjalnego mechanizmu. Gwarantowałby on nieprzerwaną obsługę greckiego długu za pomocą pożyczek z eurolandu i MFW przy jednoczesnej możliwości zablokowania pieniędzy na inne wydatki greckiego budżetu - jeśli np. Ateny będą uchylać się od wdrażania cięć. W praktyce byłoby to specjalne "konto" z ograniczonym dostępem rządu Grecji, na które trafiałyby pożyczki eurolandu i MFW.
Ministrowie finansów eurolandu już w tę środę zdecydują o zatwierdzeniu 130 mld euro pożyczek do 2014 r., jeśli "główne siły polityczne" zobowiążą się do wdrażania reform także po wyborach (deklaracje Samarasa budzą wątpliwości), a Ateny wskażą 325 mln euro oszczędności brakujących w zatwierdzonym w niedzielę pakiecie. Także ugoda z prywatnymi wierzycielami Grecji o redukcji długu o blisko 100 mld euro może zapaść do końca tego tygodnia. Zdaniem ekspertów strefy euro i MFW to da szanse na zbicie długu Grecji z obecnych 160 proc. od ok. 120 proc. PKB w 2020 r.
Zarówno grecki premier Lukas Papademos, jak i coraz liczniejsi politycy eurolandu otwarcie straszą Greków bankructwem i wyjściem ze strefy euro, jeśli nie podporządkują się programowi naprawczemu. - Trzeba rozróżnić chaotyczne bankructwo, jeśli Grecja jednostronnie ogłosiłaby niewypłacalność, i niewypłacalność przeprowadzoną w porozumieniu z EBC i eurolandem, która byłaby mniej dramatyczna i wydaje się najrozsądniejszym rozwiązaniem dla Greków - przekonywał niedawno Zsolt Darvas, ekspert ośrodka Bruegel. - Wyjście ze strefy euro to jeszcze inna sprawa. Myślę, że i Ateny, i kluczowe kraje strefy są przekonane, że scenariusz powrotu do drachmy absolutnie się nie opłaca.
Wielu ekonomistów wątpi, że Ateny będą w stanie stanąć na nogi bez większego obniżenia długu publicznego. Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest Banku, wskazuje poziom 60 proc. PKB jako ten, który Grecja byłaby w stanie sama obsługiwać. Takie zbicie długu Grecji jest możliwe wyłącznie poprzez restrukturyzację zadłużenia po ogłoszeniu niewypłacalności. Temu przeciwny jest m.in.
Berlin, bo - to jeden z powodów - fundusze ratunkowe eurolandu są za słabe, by gasić zamieszanie na rynkach po takim bankructwie (EFSF dysponuje kwotą do 440 mld euro).
Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty Kredyt Banku, najbardziej prawdopodobny scenariusz dla Grecji jest teraz taki, że liderzy PASOK i ND podpiszą porozumienie w sprawie kolejnych reform, które będą realizować po kwietniowych wyborach. Oznacza to kilka miesięcy względnego spokoju, ale nie rozwiązuje problemu greckiego długu.
Alternatywą jest kontrolowane bankructwo (np. ogłoszenie go po wyborach i głębsze ścięcie greckiego długu - nawet o 80-90 proc.) lub niespełnienie warunków pomocy i szybkie bankructwo. - To by skomplikowało sytuację w Grecji i uderzyło w stabilizującą się strefę euro - uważa Borowski. Jego zdaniem scenariusz szybkiego i niekontrolowanego bankructwa Grecji jest mało prawdopodobny.