Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński: Dlaczego aż 80 proc. Polaków (sondaż „Gazety”) nie chce wydłużenia wieku emerytalnego? Dr Iga Magda, Szkoła Główna Handlowa i Instytut Badań Strukturalnych: Z powodu strachu, że lata przed emeryturą spędzą "na bezrobociu", a nie w satysfakcjonującej pracy. Traktują to jak karę.
Dlatego warto mówić i pisać o tym, że sytuacja osób po 55. roku życia w ostatnich latach uległa w Polsce poprawie. Coraz więcej z nich pracuje. Nawet w trakcie kryzysu
bezrobocie w najstarszej grupie wiekowej wzrosło w znacznie mniejszym stopniu niż wśród młodszych pracowników.
Kryzys nie zaszkodził najstarszym pracownikom? - Dziś w grupie 55-64-latków pracuje ponad 36 proc. rodaków, w 2008 r. wskaźnik ten nie przekraczał 32 proc., a w 2004 r. było ich tylko 26 proc.
Mało kto o tym mówi, ale w Polsce w kryzysie przybyło pracowników. W III kwartale w 2008 r. było 15 mln 990 tys. pracujących, w III kwartale 2009 - gdy mamy spowolnienie - już 36 tys. więcej. Po raz pierwszy od transformacji przekroczyliśmy 16 mln zatrudnionych. W analogicznym kwartale 2010 r. to liczba pracujących wzrosła do 16 mln 199 tys., a w 2011 r. - 16 mln 284 tys.
W poprzednich kryzysach, choćby 10-11 lat temu, osoby po 55. roku życia pierwsze traciły pracę. Teraz - jak wynika z badań przeprowadzonych przeze mnie i dr Annę Ruzik-Sierdzińską w SGH - relatywnie mniej osób w tym wieku straciło pracę.
Nasze analizy pokazały, że sytuacja tych, którzy byli zatrudnieni, poprawiła się (ich ryzyko utraty pracy zmalało i zbliżyło się do poziomu ryzyka u osób młodszych), ale jednocześnie jednak pogorszyły się szanse na pracę dla tych starszych osób, które jej nie miały.
Czyli ci, co mieli pracę, mieli większą pewność, że ją utrzymają, a ci, którzy jej nie mieli, stracili szansę na jej znalezienie? - Nie stracili, ale szanse te zmalały. Na większą pewność, że starsi pracownicy pozostaną w pracy, wpływ miały wprowadzone w 2009 r. przepisy pozwalające kontynuować zatrudnienie i jednocześnie pobierać wypracowaną emeryturę.
W 2011 r. ten przepis zniesiono. Teraz, aby mieć emeryturę, trzeba się zwolnić i liczyć, że może były pracodawca albo ktoś inny nas zatrudni.
A z tym może być problem. Zwłaszcza w administracji publicznej.
Pracodawcy od lat powtarzają, że zatrudnialiby osoby po pięćdziesiątce, ale boją się, że taka osoba wejdzie w czteroletni okres ochronny przed emeryturą i nie będzie można jej zwolnić. A oni nie mają pewności, czy zawsze będą mieli
zamówienia.
Z jednej strony pracodawcy mogą obawiać się zatrudniania, żeby nie mieć "związanych rąk". Z drugiej strony mogą przecież podpisać umowy na czas określony albo w innej formie niż tradycyjna umowa o pracę na czas nieokreślony.
Wtedy nie ma ochrony przed zwolnieniem. - Problem w tym, że starsi pracownicy często postrzegani są przez pracodawców jako mniej produktywni, niechętni do podnoszenia kwalifikacji. To stereotyp, często nieprawdziwy. Aby go przezwyciężyć, rząd powinien tworzyć zachęty do zatrudniania osób starszych oraz przede wszystkim popularyzować zatrudnianie pracowników 50+ i modele zarządzania wiekiem w przedsiębiorstwach, a także zachęcać samych pracowników, aby inwestowali w siebie i dłużej pozostawali na rynku pracy.
Mamy rządowy program "Solidarność pokoleń 50+". - Program powstał, zapisano w nim wiele haseł. Ale nie wiadomo tak naprawdę, jak jest realizowany. Brakuje badań, które oceniałyby skuteczność działań kierowanych do osób starszych. Dziś nie wiemy, czy dla Polaków po pięćdziesiątce lepsze jest dokształcanie zawodowe w formie szkolenia, przygotowanie zawodowe, czy może
staże w miejscu pracy. Przykłady innych krajów, które takie badania robią, pokazują, że poszczególne działania mają różną skuteczność w różnych grupach wiekowych. Nie wiemy więc, czy pieniądze, które wydajemy, wydajemy sensownie.
Tak samo było z programami 45 plus prowadzonymi przez urzędy pracy. Co się sprawdziło? Nie mamy pojęcia.