- Jesteśmy zdecydowani zwiększyć udział Chin w rozwiązaniu problemu zadłużenia UE - mówił wczoraj premier Wen Jiabao dziennikarzom na konferencji prasowej po szczycie. Na takie słowa czeka cała zgnębiona Unia Europejska, która usłyszała właśnie, że Moody"s obniża
rating m.in. Włochom, Portugalii i Grecji.
- Za słowami pójdą czyny - kontynuował Wen.
Jakie będą? Wciąż nie wiadomo, czy
Chiny kupią euro obligacje. O to zwróciła się do nich w Pekinie kanclerz Niemiec Angela Merkel.
- Chcemy, by Europa utrzymała stabilność i pomyślność - podkreślił Wen. Chiny są tym zainteresowane, bo Unia to ich główny partner handlowy, a kryzys euro obniża wartość ich rezerw, które trzymają w jednej czwartej w europejskiej walucie.
Nie zrobią jednak bogatej UE prezentu i o tym też uprzedzają. - Nie ma powodu, by biedni pomagali bogatym - mówią przywódcy Chin, a powtarzają ich ekonomiści i prezesi. I przy każdej okazji radzą Unii, która liczy na ich
rezerwy walutowe, by ostro zabrała się za siebie i przeprowadziła reformy.
O tym, że reformy będą, zapewniają politycy z Unii pielgrzymujący do Pekinu, a wczoraj obecni na konferencji - przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy oraz Komisji Europejskiej José Manuel Barroso. Chiny reprezentowali ich przywódcy Hu Jintao i Wen Jiabao.
A w przeddzień "Dziennik Ludowy", organ chińskiej partii komunistycznej, uspokajał Europę co do intencji Chin.
- Nie mamy apetytu, by "kupić" czy "wykupić" Europy, jak piszą niektórzy komentatorzy europejscy - czytamy w artykule wstępnym. Feng Zhongping, znany chiński specjalista spraw europejskich, podkreślił w nim, że Chiny pomogą Europie bezinteresownie. Jednym słowem nie postawią jej warunków wstępnych, by zniosła embargo na sprzedaż broń Chinom albo uznała Chiny za gospodarkę rynkową.
Jak Chiny pomogą Europie? Wczoraj premier Chin milczał, ale w początku miesiąca powiedział, że za pośrednictwem Międzynarodowego Funduszu Walutowego lub też europejskich funduszy pomocowych. Innymi słowy, nie wykluczył zakupu obligacji Europejskiego Funduszu Stabilizacji, w który
Bruksela włożyła 500 mld euro i który ma ratować największych dłużników.
- Zadecydują o tym względy rachuby ekonomicznej - pisze gazeta. To samo mówi prezes chińskiego funduszu suwerennego, w który rząd wpompował 410 mld dol. kapitału. Fundusz ruszył już w świat na wielkie zakupy, nabywając
nieruchomości, firmy i banki.
Prezes ujawnił też, że w zeszłym tygodniu w Pekinie Angela Merkel zwróciła się do niego go o zakup francuskich i niemieckich obligacji. Dodał, że odmówił jej. Sposobności Lou wypatruje raczej w inwestycjach w "infrastrukturę i przemysł".
Prezes wypowiadał się z okazji niedawnego seminarium ekonomicznego w Pekinie. Padały na nim i ostrzejsze głosy - Może jesteśmy biedni, ale nie jesteśmy głupi - powiedział dziennikarzom przedstawiciel chińskiego banku centralnego. I dodał: - Inwestując, chcemy zarobić.
Co innego mówi chiński ekonomista Yuan Gangming, którego wypowiedź kolportują od poniedziałku europejskie media. Na portalu chińskim zapewnił, że Pekin szykuje dla Unii swoją wersję planu Marshalla i szykuje się dokonać interwencyjnego zakupu obligacji w euro za 100 mld dol. Ekspert podkreśla jednak, że to jego zdanie, a nie opinia rządu.