Dwutygodniową misję w Lizbonie rozpoczynają dziś przedstawiciele tzw. Trojki (Unii Europejskiej,
Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego). Ocenią, jak
Portugalia radzi sobie ze zwalczaniem kryzysu zadłużeniowego, który zmusił kraj do ubiegania się o pomoc finansową ze specjalnego funduszu EFSF utworzonego na potrzeby ratowania tonących w długach państw strefy euro. Stawką jest otrzymanie kolejnej transzy 14,9 mld euro pomocy. Na razie Lizbonie wypłacono 38,5 mld z 78 mld euro przyznanych pożyczek, co pozwoliło jej uniknąć bankructwa.
W zamian za tę pomoc portugalskie władze zobowiązały się wprowadzać oszczędności i reformy. Celem jest poprawa konkurencyjności gospodarki, zmniejszenie deficytu sektora finansów publicznych i zahamowanie przyrostu długu publicznego, który w III kw. 2011 r. sięgał 110,1 proc. PKB i narastał. Portugalski rząd podniósł podatki, m.in. VAT, obciął pensje w sektorze budżetowym i liberalizuje rynek pracy. Oszczędności - podobnie jak w Grecji - wywołują masowe protesty społeczne. W ostatnią sobotę demonstracja zwołana przez centrale związkowe zgromadziła aż 300 tys. osób.
- Problem Portugalii to zbyt duże zadłużenie i zbyt mała konkurencyjność gospodarki. Biorąc pod uwagę, że reformy strukturalne przynoszą efekty w bardzo długim terminie (10-15 lat), Portugalia nie ma czasu i będzie prawdopodobnie zmuszona do redukcji zadłużenia - powiedział nam Tomasz Stadnik, wiceprezes TFI PZU i PZU Asset Management.
Portugalska gospodarka od lat jest w ogonie Unii Europejskiej. Od 1996 do 2000 roku, czyli przed wprowadzeniem euro, rozwijała się w tempie ponad 4 proc. rocznie. Portugalczyków przed przyjęciem euro ogarnęła gorączka kredytowa, bo stopy procentowe w kraju znacznie się obniżyły. To spowodowało początkowo boom konsumpcyjny, ale w kolejnych latach wpłynęło na wzrost inflacji i zwiększenie deficytu handlowego wskutek wzmożonego importu. Wzrosła też nierównowaga w finansach publicznych. W latach 2001-07 wzrost gospodarczy w Portugalii wynosił średnio niewiele ponad 1 proc.
Konsekwencją zaciskania pasa jest recesja i bezrobocie. W zeszłym roku portugalska gospodarka skurczyła się o 1,5 proc. Przy czym spadek w IV kw. sięgnął aż 2,7 proc. W tym roku zdaniem ekspertów MFW i UE recesja w Portugalii sięgnie 3 proc. PKB. Z danych Eurostatu wynika, że w grudniu 2011 roku bezrobocie w Portugalii wzrosło do poziomu 13,6 proc.
Ekonomiści coraz częściej wskazują, że Portugalia może potrzebować kolejnej pożyczki międzynarodowej. W raporcie z początku lutego analitycy Goldman Sachs ocenili, że
Lizbona musi pożyczyć kolejne 30-50 mld euro, by mieć finansowanie do końca 2014 r. Pierwotnie portugalski rząd chciał wrócić na rynek i zacząć emitować długoterminowe obligacje już w przyszłym roku. Jednak ten cel się oddala, bo obecnie oprocentowanie portugalskich obligacji 10-letnich na rynku wtórnym sięga 12 proc. (pod koniec stycznia wynosiło nawet 17 proc.). Dla porównania podobne niemieckie papiery mają 1,9 proc.
Zdaniem analityka Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska Marka Rogalskiego jest duże prawdopodobieństwo, że Portugalia będzie potrzebować drugiego pakietu pomocowego w ciągu kilku miesięcy. Jego zdaniem warunkiem koniecznym dla otrzymania tej pomocy może okazać się nawet 50-proc. umorzenie portugalskiego długu. Grecy dzięki podobnej operacji nie muszą oddawać ok. 100 mld euro, które wierzyciele zgodzili się spisać na straty.
Tomasz Stadnik sądzi, że redukcja zadłużenia Portugalii dawałaby szansę na dobre efekty. Dług rządowy Lizbony wynosił na koniec ubiegłego roku 175 mld euro, z czego rynkowy - 120 mld euro. Przy założeniu redukcji o 50 proc. długu rynkowego zostałoby do spłaty 115 mld euro euro i proporcja długu do PKB spadłaby do 70-80 proc. Dla porównania, po obcięciu greckiego długu o 50 proc. ten wskaźnik dla Aten zostanie obniżony do poziomu 120 proc. w 2020 r. Zatem Portugalia - w przeciwieństwie do Grecji - po udanych reformach mogłaby znowu samodzielnie obsługiwać dług.
Greckie i portugalskie oszczędności W ramach planu oszczędności i reform rząd w Lizbonie już w zeszłym roku uruchomił masowy program prywatyzacji (sprzedano spółkę energetyczną EDP, na sprzedaż m.in. są linie lotnicze TAP czy
telewizja RTP). Portugalskie władze liberalizują rynek pracy (zmniejszenie o połowę wynagrodzenia za nadgodziny, obcięcie czterech dni świąt). Podstawowa stawka VAT była podnoszona dwukrotnie - łącznie z 20 do 23 proc. Jednocześnie portugalski rząd obniża wydatki społeczne i tnie koszty pracy. W budżecie na 2012 rok zapisano m.in. zamrożenie na dwa lata wypłat 13. i 14. pensji dla osób zarabiających powyżej 1100 euro miesięcznie (co zdaniem MFW oznacza obcięcie pensji o 12 proc.).
Z kolei władze w Atenach już wielokrotnie podniosły podatki (m.in. VAT z 19 do 23 proc., a jego średnią stawkę z 11 do 13 proc., a najniższą z 5,5 do 6,5 proc.), w zeszłym roku wprowadzono specjalny podatek od
nieruchomości (od 3 do 16 euro za metr kwadratowy). Grecy muszą płacić podatek solidarnościowy sięgający od 1 do 5 proc. Pracownikom greckiego sektora publicznego odebrano też nagrody roczne. Lada moment obniżona ma być płaca minimalna z 751 euro do około 586 euro (dla porównania minimalna płaca w Portugalii sięga 485 euro). W sumie koszty pracy w Grecji spadły przez ostatnie dwa lata o blisko 15 proc. (niektórym pensje spadły nawet o kilkadziesiąt procent).
Grekom opornie idzie prywatyzacja. MFW narzuciło cel: 50 mld euro dochodów ze sprzedaży państwowych spółek do końca 2015 roku. Okazuje się on zbyt ambitny. MFW i UE musiały więc wydłużyć program prywatyzacji. Do końca 2015 roku przychody z niej mają sięgnąć nie 50, ale 19 mld euro.