Przez cały ubiegły rok
inflacja była problemem. Nie tylko w Polsce. Napędzały ją ceny żywności, które pogalopowały w górę, ceny paliw i słaby
złoty. W maju wskaźnik inflacji skoczył do 5 proc., potem wciąż niebezpiecznie flirtował z tym poziomem. W efekcie średnia inflacja za 2011 rok była największa od ponad dekady.
Jednak wygląda na to, że najgorsze już za nami.
W styczniu inflacja spadła bardzo wyraźnie - do 4,1 proc. Zbijał ją już sam fakt, że rok temu wprowadzono podwyżki VAT - wtedy wzrost cen przyspieszył. Dziś, gdy baza odniesienia jest już wysoka, inflacja hamuje.
Ale nie tylko dlatego. Analitycy Banku Zachodniego WBK zwracają uwagę na umocnienie złotego, które trwa już od kilka tygodni. Dzięki temu słabnie presja na wzrost cen towarów importowanych - głównie paliw.
- Fundamenty naszej gospodarki wskazują, że złoty powinien się umacniać. Choć w krótkim horyzoncie zmiany kursu będą kształtowały się również pod wpływem niepewnej sytuacji zewnętrznej - powiedział "Gazecie" Sławomir Dudek, wicedyrektor departamentu polityki finansowej i statystyki w resorcie finansów.
Dane za styczeń co roku są jedynie wstępne, dlatego nie wiemy, jak zmieniały się ceny np. samych paliw czy energii. Wiemy tylko, że "energia zdrożała" - taką ogólną informację podał GUS, przypominając o podwyżce taryf.
Staniały natomiast leki (choć też nie wiadomo, o ile). W poprzednich dwóch miesiącach rosnące ceny leków refundowanych były współodpowiedzialne za wysokie wskaźniki inflacji. Zdaniem analityków Kredyt Banku obecny ich spadek mógł zbić
inflację o 0,1-0,2 pkt proc. To bardzo duży ruch jak na kategorię wydatków, która ma relatywnie niewielki udział w naszych wydatkach.
Ekonomiści zwracają uwagę, że styczniowe dane o inflacji mogą się okazać jeszcze lepsze. Co roku bowiem GUS aktualizuje strukturę tzw. koszyka inflacyjnego w zależności od tego, na co wydawaliśmy nasze pieniądze w poprzednim roku. Od wielu lat regułą jest, że spada udział żywności w koszyku. Rośnie za to waga czynszów, paliw, rozrywek.
- Zmiany koszyka inflacyjnego zazwyczaj obniżają inflację, nawet o 0,3 pkt proc. Jednak nie ma stuprocentowej pewności, że ta prawidłowość wystąpi również obecnie, przynajmniej w tak dużej skali - studzi nadmierny optymizm Dudek.
Jednak przyznaje, że w tym roku inflacja będzie spadać, choć niekoniecznie w każdym miesiącu. - W drugiej połowie roku inflacja trwale spadnie poniżej 3,5 proc. - ocenia.
Sprzyjać będzie temu spowolnienie gospodarki i niewielka presja na wzrost płac.
Te 3,5 proc. to bardzo ważny poziom - tyle bowiem wynosi górna granica dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego, który Rada Polityki Pieniężnej ustaliła na 2,5 proc.
Już od ponad roku ten skrajny poziom jest przekraczany. I zaczyna to coraz bardziej doskwierać członkom Rady. Doszło do tego, że zaczęli otwarcie mówić o podwyżkach
stóp procentowych, ale analitycy rynkowi w to nie wierzą. Mówią, że przy hamującej gospodarce Rada będzie je raczej obniżać.
- Trochę mnie dziwi, że krytykuje się Radę za to, że inflacja jest za wysoka, i jednym tchem wyraża oczekiwania obniżek stóp. Żebym w ogóle mógł myśleć o obniżkach, musiałbym uznać, że bez nich inflacja na trwałe spadnie poniżej celu. Nie widzę szans, by tak się stało - mówił kilka dni temu członek RPP Andrzej Rzońca w wywiadzie dla "Gazety".
Jednak po wczorajszych danych o inflacji ekonomiści zaczęli zacierać ręce, że jednak sprawy potoczą się według ich scenariusza. Zdaniem Adama Antoniaka z Banku Pekao SA w końcówce roku będzie obniżka stóp. Inni spodziewają się nawet dwóch cięć w tym roku.