Ministrowie spraw zagranicznych bądź ds. europejskich (w imieniu Polski Mikołaj Dowgielewicz) przekonują w tygodniku "European Voice", że często stawiona Europie alternatywa - cięcia albo wzrost - jest fałszywa. A dotychczasowa polityka spójności pokazuje, że jest wyjątkowym sposobem na tworzenie miejsc pracy przy zachowaniu dyscypliny fiskalnej. List jest jedną z pierwszych odsłon w walce o kształt budżetu Unii na lata 2014-20, w projekcie którego Komisja Europejska przewidziała 376 mld euro na politykę spójności (w
budżecie 2007-13 to 347 mld euro), z czego 80 mld euro miałoby przypaść Polsce. Jednak za zmniejszeniem całego budżetu UE opowiadają się jego najwięksi płatnicy, a
Niemcy, Brytyjczycy i Holendrzy wskazują, że cięcia są potrzebne m.in. w polityce spójności, która z kolei dla Francji (broniącej polityki rolnej) jest jedynym poważnym kandydatem do oszczędności.
Szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso ogłosił niedawno, że państwa UE dysponują jeszcze ok. 82 mld euro "niewykorzystanych" funduszy spójności (do 2013 r.), które można by - wyłącznie za zgodą poszczególnych krajów - przekierować na projekty walki z
bezrobociem. Kłopot w tym, że nawet zdaniem podwładnych Barrosa większość "niewykorzystanych" pieniędzy jest już dawno zaprogramowana, i to na projekty pobudzające wzrost.
Polsce nie podoba się pomysł wyjęcia z polityki spójności ok. 50 mld euro na zarządzany z Brukseli fundusz Connecting Europe pilotujący budowę transeuropejskich połączeń komunikacyjnych i energetycznych (możemy mieć kłopot w wygraniu konkursów na te projekty). Ponadto sprzeciwiamy się wprowadzeniu karnego zawieszania wypłat z polityki strukturalnej dla krajów, które uparcie łamią dozwolone progi długu i deficytu publicznego.