Biznes Ludzie Pieniądze

Polacy w londyńskich piętrusach. Brytyjczycy walczą z imigracją

Iwona Kadłuczka
17.02.2012 , aktualizacja: 16.02.2012 22:20
A A A Drukuj
Pięćdziesięciu Polaków usiądzie za kierownicami londyńskich autobusów. Tabloidy krzyczą, że odbiorą pracy Brytyjczykom. A brytyjski rząd szuka sposobu, jak ograniczyć falę imigracji
Londyńskie piętrusy to symbol miasta. Myśl, że za kierownicą nowej ich wersji mogliby usiąść Polacy napawa oburzeniem brytyjskie tabloidy
JULIAN SOJKA
Londyńskie piętrusy to symbol miasta. Myśl, że za kierownicą nowej ich wersji mogliby usiąść Polacy napawa oburzeniem brytyjskie tabloidy

Fot. Dariusz GORAJSKI / AG
"Nabór w Warszawie, a u nas 2,6 mln bezrobotnych obywateli!?" - krzyczą bulwarowe "The Sun" i "The Daily Mail". W ich publikacjach pobrzmiewają echa słów byłego premiera Gordona Browna "British jobs for British workers" ("Brytyjskie miejsca pracy dla Brytyjczyków").

Na domiar złego Polacy mieliby obsługiwać nowe modele tradycyjnej wersji brytyjskiego Routemastera, które wyjadą na ulice stolicy pod koniec lutego. Na tzw. Boris Busy - od nazwiska obecnego mera Borisa Johnsona, który obiecywał je w kampanii wyborczej - Londyn czeka od 2008 r. Poprzednia wersja Routemastera, wycofana siedem lat temu po prawie 50-letniej karierze, to symbol Londynu, jak Big Ben czy Tower Bridge. Dla wyspiarzy Polak za kierownicą czerwonego piętrusa jest jak herbata ze Swarzędza w filiżance królowej (to aluzja do decyzji firmy Twinnings z 2009 r. o przeniesieniu produkcji ulubionej herbaty Elżbiety II do Polski).

Licząc tylko najbardziej alarmujące doniesienia tabloidów, kierowcy z Polski będą czwartą grupą zawodową, która "odbiera miejsca pracy rodzimym mieszkańcom Wysp. "Najpierw ucierpieli pracownicy elektrowni na Isle of Grain, później stoczniowcy w Portsmouth, a w końcu górnicy w walijskim Cwmgwragh. Doniesienia bulwarówek padają na podatny grunt: według najnowszych statystyk stopa bezrobocia w Wielkiej Brytanii sięga już 8,4 proc., a w najgorszej sytuacji są młodzi - co piąta osoba między 16. a 25. rokiem życia nie może znaleźć pracy.

"The Sun" i "The Daily Mail" są znane z imigranckich fobii. Przynajmniej kilka razy w roku przedstawiają Polaków jako brzemię na barkach zmęczonego brytyjskiego społeczeństwa. W obu gazetach relacje i argumenty brzmią niemal identycznie. Tym razem obie oparły swoje artykuły nawet o tę samą wypowiedź anonimowego pracownika firmy transportowej Abellio, która zatrudniła polskich kierowców. - Zgłosiło się wielu moich brytyjskich kolegów, ale rekrutujący powiedzieli im, że ich nie chcą" - miał stwierdzić i dodać, że "niedługo na ulice Londynu wróci Routemaster" i jaka to "ogromna szkoda, że brytyjscy kierowcy nie będą mieli szansy nim jeździć".

Dostało się też imigrantom w ogóle. Dziennikarze powołali się na pierwszy oficjalny raport na temat wpływu imigracji na lokalny rynek pracy. Sprawozdanie przygotował w styczniu Komitet Doradczy ds. Migracji (MAC) finansowany przez ministerstwo spraw wewnętrznych. "W ciągu ostatnich pięciu lat cudzoziemcy pozbawili pracy już 160 tys. Brytyjczyków" - napisali.

Tabloidowa wersja rzeczywistości ma się jednak nijak do tego, co naprawdę dzieje się w Wielkiej Brytanii, Londynie i czerwonych piętrusach.

Jak Polaków werbowano

Londyński rynek autobusowy daje pracę blisko 25 tys. osób. Obsługuje go aż 14 różnych przedsiębiorstw, w tym londyńska filia holenderskiej firmy transportowej Abellio. Abellio London ma pięć zajezdni w centralnej i południowozachodniej części miasta i posiada 6 proc. udziałów w rynku. Firma zatrudnia 1800 osób o różnym pochodzeniu etnicznym. Polacy to zaledwie 4 proc. - Ostatnio podpisaliśmy kilka dodatkowych umów na połączenia na innych trasach w Londynie - ujawnia rzecznik. W związku z tym trzeba było zatrudnić dodatkowe 250 osób. - Rekrutujemy głównie w Wielkiej Brytanii - zaznacza przedstawiciel Abellio. Jednak tym razem odpowiednich kandydatów było za mało. Nie pomogły ogłoszenia w lokalnych i krajowych gazetach ani dni otwarte w Londynie. Holenderski przewoźnik nie miał zamiaru zatrudnić kierowców bez odpowiednich kwalifikacji, by nie odstawać od standardów konkurencji. Dlatego rozszerzono obszar poszukiwań, a o pomoc poproszono brytyjską agencję pośrednictwa pracy James Lewis DrivingGB. - Od 8 lat znajdujemy kierowców autobusów oraz inżynierów dla największych firm transportu publicznego w Anglii i Szkocji - ogłasza z dumą Michał Piszczek, konsultant ds. rekrutacji w DrivingGB. Choć agencja z Abellio współpracuje od dawna, po raz pierwszy prowadziła dla niej rekrutację w Polsce.

7 listopada odbył się nabór w Warszawie. Brytyjskie oczekiwania (prawo jazdy kat. D, do 11 punktów karnych na prawie jazdy, co najmniej 6 miesięcy doświadczenia w prowadzeniu zawodowo autobusów, niekaralność i komunikatywny język angielski) spełniło aż 51 polskich kierowców, wśród nich jedna kobieta. Kandydaci dostali ofertę pracy na czas nieokreślony z gwarancją co najmniej 38 godzin tygodniowo. - Każdy nowy (polski) pracownik otrzyma takie samo wynagrodzenie jak pracownik brytyjski - zapewnia Piszczek. Stawka początkowa, przez dwa lata, ma wynosić 10,6-11,11 funtów na godzinę, w zależności od zajezdni. DrivingGB będzie zatrudniał Polaków przez pierwsze 12 tygodni i pomoże w organizacji pobytu. Po okresie próbnym kierowcy podpiszą umowę bezpośrednio z Abellio. Czy trafią za kierownice nowych Routemasterów? Na pewno nie na początku. - Nowych autobusów będzie mało - zdradza Piszczek. - Naszym zdaniem o wyborze kierowców, zadecyduje doświadczenie, brak wypadków na koncie i staż pracy.

Abellio wydała specjalne oświadczenie, w którym zaprzecza sensacyjnym doniesieniom bulwarowej prasy: "Nasza normalna polityka polega na rekrutacji w Wielkiej Brytanii" - czytamy. Abellio dodaje, że zbudowała centrum szkoleniowo-rekrutacyjne w dzielnicy Battersea, a w ciągu ostatnich kilku lat rocznie przyjmowała do pracy 200 brytyjskich kierowców. Na koniec firma przypomina, że wciąż ma wolne miejsca dla odpowiednich kandydatów: "Nie jest prawdą, że zostały one przeznaczone dla polskich kierowców zamiast dla Brytyjczyków".

A co z tymi imigrantami?

Tabloidy z zacięciem krytykują wpływ imigrantów na brytyjski rynek pracy. I powołują się na oficjalne źródła. Według "The Daily Mail" Komitet ds. Migracji skrytykował sposób, w jaki brytyjski rząd przekonywał społeczeństwo do otwarcia granic (argumentowano, że przyczyni się to do wzrostu PKB). MAC miał też wezwać gabinet Davida Camerona, by zwrócił uwagę, jak imigracja wpływa na brytyjskie szkolnictwo, służbę zdrowia, rynek wynajmu mieszkań czy wskaźniki przestępstw.

Koronnym argumentem było jednak owe 160 tys. miejsc pracy, które - według MAC - przyjezdni mieli odebrać Brytyjczykom w ciągu ostatnich pięciu lat. Czy to prawda? Może i tak, tyle że dane dotyczą imigrantów spoza Unii Europejskiej. Dlaczego "The Daily Mail" podał je w tekście o polskich kierowcach? Nie wiadomo. Co więcej, MAC w swoim raporcie zaznacza, że napływ siły roboczej z Europy, w tym Polski i pozostałych krajów, które są w UE od 1 maja 2004 r., miał "znikomy" lub wręcz "żaden" wpływ na wypieranie Brytyjczyków z rynku pracy.

Temperaturę artykułów w "The Sun" i "The Daily Mail" z pewnością podniosła ogromna liczba Polaków, którzy osiedlili się na Wyspach po naszym wejściu do Unii Europejskiej. Według oficjalnych danych Krajowego Biura Statystycznego (ONS) w grudniu 2003 r. było ich 75 tys., a w grudniu 2010 r. już 532 tys. W samym Londynie mieszka już ok. 120 tys. Polaków. Prasę rozjuszył też zapewne wysoki wskaźnik zatrudnienia polskich emigrantów. W drugim kwartale 2011 r. w Wielkiej Brytanii pracowało aż 449 888 Polaków, o 60 tys. więcej niż kwartał wcześniej. Ale National Institute for Economic and Social Research (NIESR) twierdzi, że dzięki przybyszom z Europy Wschodniej brytyjski PKB wzrósł między 2004 a 2009 r. o 0,38 proc., czyli 4,91 mld funtów. Przewodniczący MAC prof. David Metcalf zaznaczył jednak, że używanie PKB do pomiaru efektów imigracji to błąd. Jego zdaniem należy raczej zwracać uwagę na sytuację ekonomiczną obywateli.

Raport MAC skomentował już brytyjski minister ds. imigracji Damian Green. - Zmierzamy do tego, by zmniejszyć saldo migracji z setek tysięcy osób rocznie, które przybywały do kraju za kadencji poprzedniego rządu, do dziesiątek tysięcy, jak to miało miejsce w latach 90. - powiedział. I dodał: - Kontrolowana imigracja może przynieść korzyści, ale niekontrolowana - postawić pod presją usługi publiczne, infrastrukturę i lokalny rynek pracy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 10
  • 5
  • 5
  • 3
  • 9
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    39 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (109)

  • sowa_46

    Oceniono 1 raz 1

    Jak zwykle prasa bulwarowa musi o czymś pisać. Od wielu lat w Londynie pracuje wielu Polaków jako kierowcy autobusów, a to tylko dlatego że Angole nie chcą tam pracować. To przedstawiciele brytyjskich firm przyjeżdżali do Polski po nowych pracowników bo nie miał kto dla nich pracować. Prawdę mowiąc to Polaków i Angoli jest garstka w porównaniu z Arabami, Afrykańczykami i innymi kolorowymi.
    Niech więc imbecylna gazeta nie wypisuje idiotyzmów tylko dlatego, że ma pismaków po podstawówce.

    • Gość: genek

      Oceniono 1 raz 1

      @sowa_46
      Biorą darmowe geny od nas, będą ładniejsi i jeszcze im żle.

  • 2-julita

    Oceniono 1 raz 1

    już oni ich przewiozą

  • Gość: fred

    Oceniono 3 razy 1

    To śmieszne. Jakim Brytyjczykom nasi kierowcy mają odebrać pracę??? Przecież autobusami w UK jeżdżą albo ciapaki albo czarni.

    • 000ooo000ooo000

      Oceniono 3 razy 3

      @Gość: fred
      ciapaki albo czarni... ale Brytyjczycy :) hehehehe...

      (podobnie jak tureckojęzyczni "Holendrzy" palą polskie samochody, a motłoch się wścieka na białych Holendrów, bo nie ma pojęcia o kim tak naprawdę pisze prasa)

    • sowa_46

      0

      @000ooo000ooo000
      Już nie broń tak Holendrów, to rasistowska nacja, niestety.

  • icc217

    Oceniono 6 razy -2

    Import chamstwa z Ostblocku ...

  • sosiu-1

    Oceniono 10 razy 0

    Bo jesteśmy lepsi od tych zakutych brytoli i śmierdzących ciapoli! Polak to Polak a nie jakiś tam nieuk imigrant!

    • czarna_zoska

      Oceniono 3 razy 3

      @sosiu-1
      Dla nich Polak = imigrant = brudas

  • pochodna.dx

    Oceniono 2 razy 2

    [Brynsiencyn] - /Bransinkan/, w niektórych dialektach może być /Bransinkyn/. Z czytaniem /y/ i /a/ zawsze trzeba uważać, dialekty się różnią.

    A pochodna może być po dy :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX