Zaledwie dwa lata po ogłoszeniu bankructwa i półtora roku od zrestrukturyzowania firmy General Motors zanotował 9 mld dol. zysku. To najwięcej w historii koncernu. Najwięcej, bo aż 7 mld dol., firma zarobiła na rynku północnoamerykańskim.
Co ciekawe, przychody firmy spadły ze 150 do 135 mld dol. I to mimo że sprzedaż aut wzrosła o 7,6 proc., do 9 mln sztuk aut. Tym samym GM prześcignął Toyotę i po trzech latach znów stał się największym producentem samochodów na świecie.
Tymczasem operacje w Europie przyniosły firmie 747 mln dol. straty. Dla porównania w 2010 r. strata wyniosła blisko 2 mld dol. - Mamy sporo do zrobienia, jeśli chodzi o Europę. Szczerze mówiąc, jest wiele
pracy w całej firmie, jeśli chodzi o poprawę kosztów - powiedział agencji Bloomberg dyrektor ds. finansowych Dan Ammann. W Europie GM nie odnotował zysku od dziesięciu lat. - Albo sprzedaż pójdzie mocno w górę, albo trzeba będzie wyrzucić dużo ludzi i pozamykać zakłady - David Whiston, analityk firmy Morningstar z
Chicago. GM już myśli o takim scenariuszu. Planowane są cięcia w polskim Oplu i zamykanie fabryk.
Oprócz tego rozważane jest zamknięcie fabryk w niemieckim Bochum, gdzie pracuje 3,1 tys. osób, i w brytyjskim Ellesmere Port, gdzie zatrudnionych jest 2,1 tys. osób.