Biznes Ludzie Pieniądze

Banki będą musiały nas przekonywać do długoterminowych lokat?

Maciej Samcik
18.02.2012 , aktualizacja: 18.02.2012 09:36
A A A Drukuj
Choć w bankach trzymamy już prawie pół biliona złotych, większość z tych pieniędzy tkwi na krótkoterminowych lokatach, zakładanych na kilka miesięcy, góra rok. Nadzór bankowy ostrzega: to niebezpieczne, bo banki używają tych pieniędzy do udzielania kilkudziesięcioletnich kredytów hipotecznych! Jak zachęcić Polaków do blokowania w bankach pieniędzy na dłużej? Jest kilka pomysłów
Oszczędności i depozyty bankowe Polaków
GW
Oszczędności i depozyty bankowe Polaków


Nasze oszczędności zgromadzone w bankach biją ostatnio wszelkie rekordy. Na koniec grudnia 2011 r. trzymaliśmy w skarbcach banków astronomiczne 477 mld zł. W ciągu zaledwie dwóch ostatnich lat bankowcy przyciągnęli aż 90 mld zł naszych oszczędności! Jeśli w tym roku tempo będzie podobne, to nim stopnieją śniegi, może pęknąć magiczna granica pół biliona złotych.

Ten ogromny urobek banków to po części zasługa słabej koniunktury na giełdzie, która sprawiła, że pieniądze na lokaty wpłacali inwestorzy, którzy w lepszych czasach kupowaliby za nie akcje lub udziały funduszy inwestycyjnych. Swoje zrobiła też pomysłowość bankowców, którzy wykorzystali lukę w przepisach i oferowali na wyścigi tzw. lokaty antybelkowe, oprocentowane znacznie wyżej niż zwykłe depozyty. W drugiej połowie zeszłego roku już kilkanaście procent wszystkich lokat w bankach stanowiły te antybelkowe.

Jednak bankowcom z tą górą kasy wcale nie jest do śmiechu. Owszem, dzięki szerokiemu strumieniowi płynących do nich lokat mogli w zeszłym roku udzielić osobom prywatnym ponad 55 mld zł kredytów. Jednak w bankowych bilansach straszy rozbieżność między tym, na jak długo bankowcy przyjmują pieniądze od oszczędzających, a terminem, na jaki je pożyczają, udzielając kredytów.

Gros depozytów to krótkoterminowe, zakładane na kilka tygodni lub miesięcy, w najlepszym wypadku na rok. Zaś jedną czwartą z tych 477 mld zł przechowujemy na zwykłych kontach oszczędnościowych, z których możemy je wypłacić w każdej chwili. Z kolei kredytów banki udzielają głównie długoterminowych, pod hipotekę. Dwie trzecie pożyczonych w zeszłym roku przez banki pieniędzy poszło właśnie na kredyty na dom lub mieszkanie, zaciągane przez klientów na 30 lat lub dłużej. Ten dysonans to dla banków kłopot, bo skoro pożyczają komuś pieniądze na wiele lat, a depozyty przyjmują tylko na kilka miesięcy, to wciąż muszą szukać nowych pieniędzy, by nie stracić płynności finansowej.

Dlaczego banki strzelają sobie w kolano?

Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich, przyznaje, że pod względem długoterminowych depozytów jesteśmy w ogonie państw Unii Europejskiej. Obliczone na kilka lat lokaty stanowią w Polsce góra 5 proc. zarządzanego przez banki majątku, podczas gdy w krajach starej Unii ten odsetek sięga 24 proc. Doszło do tego, że bankom zaczęła już grozić palcem Komisja Nadzoru Finansowego. W listopadzie zeszłego roku Andrzej Jakubiak, szef KNF, napisał ostry list: "Oczekuję, że banki niezwłocznie dokonają przeglądu oraz wyeliminują nieprawidłowości w procesie zarządzania ryzykiem braku zgodności [terminów lokat i kredytów]". Jeśli nie zastosują się do tej dobrej rady, nadzór nie wykluczył "zastosowania wobec banków sankcji nadzorczych".

Nadzór nie pozostawia wątpliwości: albo bankowcy wytrzasną skądś długoterminowe depozyty, albo będą musieli ograniczyć skalę udzielania wieloletnich kredytów hipotecznych. - Banki doszły do ściany pod względem możliwości udzielania kredytów w ramach dotychczasowego modelu biznesowego. Zależy nam nie tylko na tym, by kredyty były bezpieczne dla banków i dla klientów, ile na tym, by były finansowane nie krótkoterminowymi depozytami, ale tymi o możliwie długim terminie zapadalności - mówił "Parkietowi" przed tygodniem Wojciech Kwaśniak, wiceszef KNF.

Władze nadzoru bankowego są tak rozeźlone, bo uważają, że bankowcy w ostatnich latach robili wszystko, by problem narastał. Przez kilka ostatnich lat promowali produkty krótkoterminowe - konta oszczędnościowe i lokaty antybelkowe z jednodniową kapitalizacją odsetek. A więc przyzwyczajali klientów do tego, że w banku liczy się szybki zysk.

Preferencje Polaków, jeśli chodzi o lokowanie oszczędności, doskonale pokazują wyniki sprzedaży rządowych obligacji. W styczniu z puli sprzedanych papierów o wartości 215 mln zł mniej niż jedna czwarta, bo tylko 43 mln zł, przypadła na długoterminowe obligacje dziesięcioletnie.

W Europie Zachodniej tego problemu nie ma, bo tam w modzie są różnego rodzaju plany emerytalne, które wymagają zablokowania pieniędzy na kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Wielkie zachodnie banki wchodzące do Polski - jak Santander, Credit Agricole czy BNP Paribas - zapowiadały wprowadzenie programów oszczędnościowych także na nasz rynek. Na razie jednak tego nie zrobiły.

Lokuj na długo i nie płać podatku, kup list zastawny

Krzysztof Pietraszkiewicz ze Związku Banków Polskich apeluje, by w zrównoważeniu bilansów pomógł rząd i parlament. - Prosimy, by depozyty powyżej roku lub dwóch lat przynajmniej częściowo zwolnić z podatku Belki. Rozpocznijmy, wzorem innych krajów społecznej gospodarki rynkowej, budowę systemu oszczędzania na cele emerytalne, mieszkaniowe i zdrowotne. Uzyskamy w ten sposób więcej stabilnych depozytów, sektor bankowy zaś zwiększy swoją zdolność do finansowania inwestycji w gospodarce - przekonuje. Na razie jednak bez skutku: rząd skasował jedynie lukę w przepisach podatkowych, dzięki której lokaty, do których odsetki dopisywano codziennie, mogły być zwolnione z podatku Belki.

KNF ma jeszcze inny pomysł. Wspólnie z Ministerstwem Finansów chciałby namówić banki, by zamiast oferować masowo lokaty, emitowały tzw. listy zastawne, których zabezpieczeniem byłyby pakiety kredytów hipotecznych. Andrzej Jakubiak, szef KNF, mówił o tym "Gazecie" już jesienią zeszłego roku: - Chciałbym pomóc we wprowadzeniu do obrotu długoterminowych papierów o charakterze obligacyjnym, emitowanych przez banki komercyjne pod jednolite pakiety aktywów, np. portfele kredytów hipotecznych.

Negocjacje już się zaczęły. - Odbyło się kilka spotkań z udziałem bankowców, przedstawicieli Ministerstwa Finansów oraz inwestorów. Teraz przygotowujemy propozycję konkretnego rozwiązania - mówi "Gazecie" Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF. Dziś prawo nie pozwala bankom na emitowanie listów zastawnych (mogą to robić tylko wyspecjalizowane banki hipoteczne, których w Polsce prawie nie ma).

W Unii Europejskiej 20 proc. kredytów hipotecznych banki udzielają dzięki pieniądzom z wyemitowanych listów zastawnych. Zaś w żadnym kraju tak wielkiej kariery nie zrobiły krótkoterminowe lokaty, które - używane do udzielania długich kredytów - przyprawiają o ból głowy szefów nadzoru bankowego. Dobiesław Tymoczko z NBP liczy, że spopularyzowanie listów zastawnych wśród banków nie tylko poprawi dopasowanie długości kredytów i depozytów, ale i pomoże zalepić 100-miliardową dziurę w skarbcach banków. Udzieliły one o 100 mld zł więcej kredytów niż depozytów. Tylko w ciągu ostatniego roku luka wzrosła o 20 mld zł.

Listy zastawne mogłyby kupować przede wszystkim instytucje finansowe, ale być może i zwykli oszczędzający. Jednocześnie banki mogłyby sprzedawać długoterminowe obligacje zwykłym ciułaczom. Przykład niedawnej emisji obligacji Giełdy Papierów Wartościowych, która wśród drobnych inwestorów rozeszła się na pniu (choć papiery były warte aż 750 mln zł i niezbyt wysoko oprocentowanie: WIBOR plus 1,1 proc. marży), może napawać optymizmem.

Czy rozwiązanie proponowane przez KNF i resort finansów nie pachnie słynnymi CDOs, czyli popularnymi w USA obligacjami opartymi na kredytach hipotecznych? CDOs są współodpowiedzialne za kryzys finansowy z lat 2007-09. W USA bankowcy masowo wciskali te obligacje inwestorom, a potem okazało się, że są nic niewarte, bo kredyty na nich oparte nie są spłacane. Tyle że CDOs to inne papiery niż listy zastawne. Zwykle podlegały "strukturyzowaniu", czyli wymieszaniu w taki sposób, by nie można było dojść, jakie kredyty są w środku takiej "paczki". Listy zastawne to znacznie bardziej przejrzysty, choć też oparty na kredytach, papier dłużny. Przedstawiciele KNF deklarują, że będą pilnowali, by inwestorzy byli dokładnie informowani o tym, jakie kredyty hipoteczne są zabezpieczeniem listów.

Sejm odrzucił podatek bankowy

W piątek posłowie wyrzucili do kosza przygotowany przez PiS projekt ustawy wprowadzającej podatek bankowy. Za odrzuceniem projektu opowiedziało się 263 posłów, a 176 było przeciw. Nim do tego doszło, nie obyło się bez awantury. Zdenerwowany minister finansów Jacek Rostowski krzyczał do Pawła Szałamachy, że jest mu wstyd za PiS.

Co tak wzburzyło Rostowskiego? Zarzut należącego do PiS Szałamachy, że rząd, który forsuje wysokie obciążenia dla przedsiębiorców, podwyższa wiek emerytalny i przyznaje wysokie premie swoim ludziom, lekko, w uprzywilejowany sposób traktuje sektor finansowy. "Czy państwo robią to świadomie, czy tak to po prostu wychodzi?" - pytał Szałamacha. Pomysł PiS to opodatkowanie aktywów banków, firm ubezpieczeniowych i funduszy inwestycyjnych. Stawka wyniosłaby 0,39 proc., co dałoby budżetowi 5,1 mld zł rocznie. Rostowski odparował, że jest zszokowany tym, że PiS "działa na rzecz lobbystów inwestorów zagranicznych i nie broni interesu narodu polskiego". "Wstyd mi za was! Wstyd!" - krzyczał z mównicy minister finansów. Przypomniał, że w tym roku rząd chce wprowadzić opłatę od banków, z której pieniądze pójdą do specjalnego funduszu, który ma wzmocnić branżę finansową. Podatkowi - w obu postaciach - sprzeciwiają się bankowcy uważający go za szykanę. Jarosław Kaczyński zapowiedział, że PiS będzie wracał do swojej wersji podatku bankowego.

Podziel się

  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (12)

  • laptokowiec

    0

    Tylko kretyn będzie trzymał pieniądze przez 1 rok oprocenowane na 5%, gdy ma możliwość "wrzucenia" ich w lokatę miesięczną np. na 6%.

  • cleomenes

    0

    Od zawsze to robiły, więc nic się nie zmieni. Zdrowy system bankowy, to taki, który zbiera depozyty na długo i z nich przygotowuje ofertę kredytową. I z prawdziwej, odłożonej przez nas kasy powinien tylko to robić, a nie z drukowanych pieniędzy, które mogą pożyczać z banków centralnych. Poza tym, patrząc na stan gospodarki i szerzej pojętej sytuacji ekonomicznej trzeba myśleć także o czymś innym niż same lokaty. Dobrym pomysłem są na pewno TFI. Trzeba tylko jeszcze wiedzieć, które oferuje coś konkretnego i ma spokojne wyniki.

  • bartek2182

    0

    w ogole sie zastanawiam czy warto ppieniadze na lokatach odkladac, czy moze jednak zaczac inwestowac, sam nie wiem

  • jerzy.zywiecki

    0

    Niech banki zagwarantują,że oprocentowanie lokat długoterminowych będzie zawsze większe od inflacji to problem się szybko rozwiąże.

  • tomekjot

    0

    Hmmm. w takim razie napisze jeszcze raz teraz można spokojnie sobie kupić obligacje korporacyjne z kuponem 10-15 proc. więc można obyć się bez lokat bankowych

  • msedziwoj

    0

    "Udzieliły one o 100 mld zł więcej kredytów niż depozytów."
    Szkoda że ja nie mogę wydać więcej niż mam i jeszcze na tym zarabiać...

    • Gość: assar

      0

      @msedziwoj

      Oczywiście że możesz. Wez pensję, dołóż kredyt w banku z promocji - gotówkowy - na 7%, i pozycz komus na 24%, np na kokos.pl. :]

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX