Gracze z zagranicy w 2011 roku zdominowali handel na warszawskim parkiecie, osiągając 47 proc. udziału w obrotach akcjami, dystansując przy tym krajowe instytucje finansowe i indywidualnych graczy.
- Zagranica od dawna ma u nas najwięcej do powiedzenia. Pozycja podmiotów zagranicznych wynika z ogromnych pieniędzy, które za nimi stoją, dlatego od nich zależy, kiedy w
Warszawie nadejdzie hossa, a kiedy bessa - ocenia Piotr Kuczyński, główny analityk firmy Xelion.
Najbardziej aktywni wśród zagranicznych brokerów okazali się gracze z Londynu, odpowiadając za 54 proc. wszystkich obrotów zagranicy. Daleko za nimi znalazły się francuskie instytucje finansowe, które mogą się pochwalić jedynie 22-proc. udziałem.
Drugą pozycję w obrotach akcjami zajęły krajowe instytucje finansowe. Ich transakcje odpowiadały za 35 proc. wszystkich obrotów w ubiegłym roku. Największą aktywnością wśród krajowych instytucji wykazały się TFI oraz animatorzy (instytucje wynajęte przez
GPW, by podtrzymać płynność na rynku), generując prawie po jednej trzeciej obrotów w tej grupie inwestorów. Mniej widoczne na parkiecie były
OFE, których transakcje stanowiły jedynie 20 proc. obrotów krajowych instytucji. Najmniej znaczącą grupę pod względem wypracowanych obrotów stanowili inwestorzy indywidualni, odpowiadając jedynie za 18 proc. wartości wszystkich transakcji. Taki układ sił na rynku utrzymuje się od kilku lat.
- Jeżeli
Polska będzie miała takie oceny jak dotychczas, to inwestorzy zagraniczni będą odgrywać coraz większą rolę na naszym rynku, ale jeśli noga nam się powinie, zagranica może o nas na jakiś czas zapomnieć - przewiduje Kuczyński.
To, czego nie udało się prywatnym inwestorom na rynku akcji, odbili sobie na rynku
kontraktów terminowych. W tej grupie instrumentów nie mieli sobie równych. Ich aktywność w handlu kontraktami była na tyle duża, że wygenerowali 46 proc. wszystkich obrotów na tym rynku. Pozostali musieli się podzielić resztą tortu. Krajowe instytucje wykroiły z niego 38 proc., a pozostałe 16 proc. przypadło graczom z zagranicy. W 2011 roku zawarto łącznie 14,6 mln kontraktów terminowych.
Najbardziej prywatnym inwestorom udało się zdominować rynek opcji, gdzie zdobyli 64 proc. udziału w obrotach. Tym samym zdystansowali inwestorów zagranicznych (24 proc.) i krajowe instytucje (12 proc.). Obroty na tym rynku były jednak mizerne i wyniosły jedynie 897 tys. sztuk.