Fundusz inwestuje między innymi w tzw. krótkie pozycje na kontraktach europejskich giełd, włoskich obligacji, a także inwestuje w
złoto czy obligacje rządu
USA. Ta prosta konstrukcja sprawia, że im na rynku dzieje się gorzej, np. akcje spadają, to klienci funduszu zarabiają więcej. I odwrotnie. Jeśli jest hossa, straty mogą sięgać 40-50 proc.
- To mój autorski pomysł, który realizuję we współpracy z towarzystwem funduszy inwestycyjnych Opera TFI - mówił na niedawnej konferencji prasowej prof. Krzysztof Rybiński, rektor uczelni Vistula, były wiceprezes NBP. Fundusz powstał w wyniku zmiany strategii i nazwy innego subfunduszu - Opera Universa - Plus.pl.
Kryzys jest nieunikniony? Krzysztof Rybiński znany jest ze swoich kasandrycznych wizji dotyczących światowej gospodarki. Jego zdaniem trwający od 2008 roku kryzys wcale się nie skończył, a najgorsze jest dopiero przed nami. Profesor powołuje się na dane MFW, który zakłada w scenariuszu ostrzegawczym pięć lat recesji w strefie euro. Jego zdaniem
Grecja przygnieciona drakońskimi oszczędnościami będzie musiała wyjść ze strefy euro, a to może pociągnąć za sobą lawinę - wyjść mogą
Portugalia, Włochy i
Hiszpania. Mieszkańcy tych krajów zaczną wycofywać swoje pieniądze z banków (jak informowało greckie ministerstwo finansów, w ciągu ostatnich dwóch lat Grecy już wycofali z krajowych banków co najmniej 16 mld euro).
Audytorzy nakażą bankom w Europie i na świecie tworzyć rezerwy na straty na obligacjach krajów południa Europy, co spowoduje gigantyczne straty i konieczność nacjonalizacji wielu banków, żeby przeciwdziałać masowemu wycofywaniu depozytów. Banki stracą kolejne miliardy utopione w obligacje krajów południa Europy. Kolejnymi czynnikami ryzyka są wojna w Iranie, a dla Polski zakończenie inwestycji finansowanych z funduszy UE i zmniejszenie dopływu nowych środków. - Złoty straci mocno, ponieważ ulotni się wizja "zielonej wyspy", gdyż na skutek recesji w 2013 roku dług publiczny w Polsce przekroczy 60 proc. PKB. Zdaniem Rybińskiego "Eurogeddon" nastąpi w ciągu najbliższych trzech lat.
Czy na tym da się zarobić? Ilu klientów skusi wizja zarobku na kryzysie? Twórcy funduszu nie mają założeń. Próg wejścia to równowartość 40 tys. euro dla osób fizycznych albo 10 tys. zł dla firm. - Ten fundusz należy traktować jak ubezpieczenie. Nie wkładamy w niego wszystkich swoich oszczędności, ale część, tak żeby zabezpieczyć się przed kryzysem - mówi Rybiński. - Zainwestowałem tam również swoje środki - zastrzega.
- Taki fundusz jest potrzebny. Trzeba się zabezpieczać na różne sposoby - mówi Alfred Adamiec, szef domu maklerskiego Alfa. - W tej chwili nic nie wiemy o sytuacji w gospodarce, bo modele ekonometryczne się nie sprawdzają. Gigantyczna ilości pieniądza, która krąży po rynku, a pochodząca z dodruku szuka szybkiej okazji do zarobku. Ale złe wieści mogą sprawić, że ten pieniądz szybko się ulotni - dodaje Adamiec.
- W momencie kiedy Krzysztof Rybiński zaczął się zajmować zarządzaniem, przestał być naukowcem. Teraz jego wypowiedzi należałoby traktować z dystansem, bo może się wypowiadać pod wyniki funduszu - mówi Grzegorz Zalewski, ekspert giełdowy Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska, i dodaje: wielkie pieniądze funduszy, które zarobiły na spadkach w trakcie kryzysu w 2008 roku i po upadku Lehman Brothers, rodziły się w ciszy, tak żeby nie wszyscy zorientowali się, że jest okazja do zysku. A tu fundusz powstaje w świetle jupiterów i to jest w pewnym sensie fascynujące.
Choć konkurenci z branży w oficjalnych wypowiedziach traktują pomysł Rybińskiego z przymrużeniem oka, to kilka funduszy inwestycyjnych wysłało swoich przedstawicieli na konferencję, żeby z pierwszej ręki dowiedzieli się szczegółów o nowym projekcie.
W związku z tym, że fundusz nie prowadzi aktywnej alokacji Krzysztof Rybiński ani Opera TFI nie pobierają opłaty za zarządzanie.