Ministrowie eurolandu zatwierdzili wczoraj nad ranem 130 mld euro pożyczek dla Grecji w ratach do 2014 r. (wstępnie obiecanych w październiku 2011 r.). Nakłonili też prywatnych wierzycieli do zwiększenia planowanej redukcji greckiego długu.
Prywatni wierzyciele "dobrowolnie" spiszą na straty 107 mld euro, choć wcześniej mówiono o blisko 100 mld euro. Cały dług publiczny Grecji przed tą restrukturyzacją to ponad 350 mld euro (z tego "prywatni" mają ok. 206 mld euro).
Pakiet uzyskany w zamian za 3,3 mld euro greckich cięć w 2012 r. musi być jeszcze zatwierdzony m.in. w Bundestagu. - Bardzo dobrze, że
Grecja nie stanie się niewypłacalna. Przez ostatnie dwa lata bardzo znacząco oszczędzała, ale oszczędzanie nie jest wystarczające. Teraz wyzwaniem dla Aten jest liberalizacja gospodarki i determinacja w realizacji reform strukturalnych - mówił wczoraj Rostowski w Brukseli.
Nowe pożyczki dla Grecji (plus 34 mld euro pozostałe z pierwszego pakietu ratunkowego) oddalają ryzyko jej chaotycznego bankructwa, a nawet wypchnięcia ze strefy euro. Ale nie przekreślają ogromnych wątpliwości, czy Grecja zdoła wyjść na prostą. Ostatnia analiza MFW i UE, którą ujawniono podczas posiedzenia eurogrupy, przestrzega, że program naprawczy dla Grecji jest bardzo "podatny na wypadki", a nawet nie można wykluczyć potrzeby nowej pomocy. - Jakakolwiek nowa restrukturyzacja długu Grecji musiałaby się dokonać kosztem sektora publicznego - tłumaczy Guntram Wulff z ośrodka Bruegel. To byłoby niezwykle trudne politycznie, bo m.in.
Niemcy nie chcą słyszeć o stratach EBC na greckich papierach.
Skutkiem niedotrzymania harmonogramu cięć i reform przez Grecję może być zdaniem autorów raportu MFW - UE dług 160 proc. PKB (obecnie to 164 proc.) zamiast postulowanych około 120 proc. uznawanych za poziom spłacalny przez
Ateny. Jeśli Grecy nie dokonaliby prywatyzacji za planowane 46 mld euro, lecz np. za 10 mld euro, to dług mógłby sięgnąć 148 proc. PKB w 2020 r.
By zapobiec tym scenariuszom, Ateny musiały zgodzić się na wzmocniony nadzór ze strony misji Komisji Europejskiej, która będzie na bieżąco sygnalizować wszelkie odchylenia Greków od programu naprawczego. - Będziemy opuszczać Ateny tylko na weekendy - pół żartem, pół serio tłumaczył wczoraj jeden z eurokratów. Grecja musi też stworzyć konto "monitorowane" przez trojkę KE - EBC - MFW, na którym ma spoczywać kwota (z pakietu pomocowego i budżetu Grecji) potrzebna do obsługi długu przez kwartał.
Grecki premier Lukas Papademos zobowiązał się, że w ciągu dwóch miesięcy przyjmie prawo o pierwszeństwie obsługi długu nad innymi wydatkami. A potem "jak najszybciej" Grecja umieści tę regułę w konstytucji.
Większą część przedostatniej nocy ministrowie eurolandu spędzili na ciułaniu kilku dodatkowych miliardów, by obecny program naprawczy mógł zamknąć się greckim długiem 120,5 proc. PKB w 2020 r. Do większego dociążenia banków dodano obniżenie odsetek od pożyczek z pierwszego pakietu pomocy (to da 1,4 mld euro) i obietnicę rządów eurolandu, że przekażą Grecji ewentualne zyski ich banków centralnych na greckich papierach (1,8 mld euro) oraz takie same zyski uzyskanie od EBC.
"Kij", którym euroland popędza Greków do reform, może wkrótce być wpisany w unijne prawo. Rada UE zgodziła się wczoraj na unijny dwupak, czyli dwa rozporządzenia, które dadzą KE prawo do kontrolowania projektów budżetowych krajów eurolandu i żądania ich korekt.
Prywatni wierzyciele (czyli największe europejskie banki) zgodzili się zredukować zadłużenie Aten o 53,5 proc. W zamian dostaną nowe obligacje o wartości 31,5 proc. starych papierów dłużnych z
terminem zapadalności od 11 do 30 lat, a także obligacje z EFSF. "Bezprecedensowy charakter tego pakietu wynika z wyjątkowych okoliczności, jakie towarzyszą restrukturyzacji greckiego długu" - czytamy w oświadczeniu banków.
Na ścięciu długu najwięcej stracą... greckie banki - Alpha Bank,
Eurobank (wciąż jeszcze właściciel Polbanku) posiadający greckie papiery dłużne w wysokości 6,9 mld euro, Piraeus Bank - 7,7 mld euro - oraz NBG - 8,7 mld euro. Ogromne straty poniosą też banki największych krajów strefy euro - Niemiec, które mają obecnie greckie obligacje warte 22,6 mld dol., i Francji - 15 mld dol. Jednak gdy dodamy do tego np. pożyczki dla tamtejszych banków, okazuje się, że Grecja jest dłużna Francji aż 56,7 mld dol., a Niemcom - 34 mld. Greckie obligacje mają wszystkie największe banki w Europie, w tym spółki-matki polskich instytucji: BZ WBK (hiszpański Santander ma obligacje warte ok. 180 mln euro) i Pekao (UniCredit - ok. 221 mln euro), a także praktycznie wszyscy zagraniczni ubezpieczyciele działający na polskim rynku.
Czy banki odczują jakoś cięcie greckich obligacji? W listopadzie z tego powodu bliski bankructwa był belgijski bank Dexia - przed upadkiem uchroniła go nacjonalizacja i wyprzedaż aktywów. Zdaniem Ryszarda Petru powtórka jest mało prawdopodobna. - Większość banków uwzględniła już w swoich bilansach straty wynikające z umorzenia części zadłużenia - uważa i dodaje, że skala redukcji greckiego długu może się zwiększyć minimum do 70 proc. wartości wierzytelności.