Od blisko trzech lat prezes i największy akcjonariusz Sfinksa Sylwester Cacek walczy o wyprowadzenie spółki na prostą, po tym jak przeinwestowała i omal nie zbankrutowała z powodu spekulacji słynnymi
opcjami walutowymi.
W zeszłym roku akcjonariusze nie zobaczyli jeszcze złotówki zysku netto, bo spółka była pod kreską prawie 16 mln zł. Ale sprzedaż wzrosła o 6 proc. do 171 mln zł i w ostatnim kwartale niewiele brakowało, by wypracowano zysku na poziomie operacyjnym, czyli z działalności restauracyjnej. Spółka otworzyła w 2011 r. 15 nowych lokali pod szyldami Sphinx i WOOK, których sprzedaż rosła. Kuleje tylko słynna marka Chłopskie Jadło - w tych restauracjach sprzedaż spadła o 9 proc. Dlatego zarząd giełdowej spółki postanowił zmienić Chłopskie Jadło nie do poznania.
- Chodzi o to, aby Chłopskie Jadło nie było kojarzone już z tłustą polską kuchnią - powiedział prezes Cacek. Teraz jego kuchnia ma być lżejsza i tańsza, co ma przyciągnąć nową klientelę z mniej wypchanym portfelem, np. studentów. Obecnie Chłopskie Jadło uznawane jest za tzw. markę premium, co widać po średnim paragonie wynoszącym ok. 70 zł. Dla porównania - w serwujących dania popularne Sphinksach średni rachunek to tylko 45 zł. Markę Chłopskie Jadło czeka nie tylko zmiana menu i obniżenie rachunków, ale również odświeżony zostanie wizerunek - wystrój i logo. W nowym logo rzucać się w oczy będzie - jak to określił prezes Cacek - "prosta kura" siedząca na nazwie "Chłopskie jadło".
Wszystkie zmiany mają przywrócić Sfinksowi zyskowność. Według prezesa Cacka 2012 r. jest ostatnim rokiem restrukturyzacji spółki,. Na poziomie operacyjnym celem jest osiągnięcie zysku w tym roku. W przyszłym Sfinks ma już być finansowo w pełni zdrową firmą i zapomnieć o historii, która o mało nie doprowadziła firmy do bankructwa. Spółka nie publikuje oficjalnych prognoz.
Obecnie Sfinks prowadzi 114 lokali, a w pierwszym półroczu zamierza otworzyć co najmniej siedem nowych, mimo że rynek gastronomiczny przeżywa chude lata, bo stopa
bezrobocia jest wysoka, wielu konsumentów zaciska pasa i niechętnie chodzi do lokali. A jeśli już to robią, to starają się nie szastać pieniędzmi na jedzenie.
- W ostatnie
walentynki widzieliśmy, że Polacy ostrożniej wydają pieniądze. Chociaż mieliśmy więcej klientów, to mniej wydali niż przed rokiem - powiedział prezes Cacek. Jego zdaniem w zeszłym roku wydatki w gastronomii wzrosły jedynie o ok. 3,5 proc., zatem wzrost sprzedaży o 6 proc. oznacza, że Sfinks rósł szybciej niż cały rynek.
Na
warszawskiej giełdzie ostatni rok był bardzo trudny dla spółki. Mimo poprawy wyników finansowych akcje zostały przecenione z grubsza o dwie trzecie. W czwartek należały do outsiderów rynku z przeceną blisko 10-proc. Jak na razie prezes Cacek traci na kapitale zainwestowanym w Sfinksa, ale - jak mówi o sobie - "jest twardy" i w dłuższej perspektywie zarobi.