Biznes Ludzie Pieniądze

Chaos i brak kasy. Czy polskie miasta zaczną bankrutować?

jar
24.02.2012 , aktualizacja: 24.02.2012 15:45
A A A Drukuj
Ciemność na ulicach, brak wypłat dla pracowników, patrole mieszkańców zamiast policji - tak się dzieje, gdy bankrutuje miasto w USA. Czy taki scenariusz jest możliwy w Polsce?
Wyciemnione Tokio po awarii prądu
Fot. KYODO REUTERS
Wyciemnione Tokio po awarii prądu
Teoretycznie - nie. Polskie prawo nie przewiduje upadłości jednostki samorządu terytorialnego. Ale coraz trudniejsza sytuacja finansowa i coraz większe długi samorządów mogą spowodować, że wiele z nich stanie przed widmem niewypłacalności.

Takie rzeczy w Polsce miały już miejsce. Jesienią ubiegłego roku na skraju bankructwa znalazła się dwutysięczna Nieszawa w woj. kujawsko-pomorskim. Nie mogąc poradzić sobie z dziurą budżetową, do dymisji podał się burmistrz. Rozpaczał, że w kasie miejscowości brakuje 300 tys. zł, żeby uregulować płatności do ZUS, Urzędu Skarbowego czy faktury za oświetlenie. Wojewoda rozpisał więc nowe wybory, a nowe władze gminy przygotowały plan naprawczy. - Udało się spiąć budżet, choć to oczywiście budżet przetrwania - podkreśla nowy zastępca burmistrza Nieszawy Arkadiusz Horonziak i przyznaje, że w ramach oszczędności wycięto z niego wszystkie inwestycje. Regionalna Izba Obrachunkowa nakazała też Nieszawie zracjonalizować wydatki na oświatę. - Jeśli chcemy ratować finanse, musimy oddać powiatowi albo zewnętrznemu podmiotowi liceum, które przejęliśmy kilka lat temu - podkreśla Horonziak.

Bankructwa nie było... formalnie

W jeszcze gorszej sytuacji znalazła się w 2004 roku gmina Brzozie (również Kujawsko-Pomorskie). Okazało się, że mocno inwestując, przez lata nie płaciła ZUS-u. Jej łączne długi przekroczyły roczne przychody. Ale - zgodnie z prawem - nie mogła ogłosić bankructwa, choć faktycznie miało ono miejsce. Efekt? W całej gminie zgasły latarnie, szkoły nie były ogrzewane. Na wniosek wojewody premier odwołał wójta i wyznaczył nowego, resort finansów dał ponad 4 mln zł pożyczki, by gmina uregulowała zobowiązania. - Będziemy ją spłacać do 2016 roku, po 500 tys. zł rocznie - mówi nowy wójt Mieczysław Jętczak. Jednym z efektów planu naprawczego było obcięcie dodatku motywacyjnego dla nauczycieli - z 40 do 1 proc.

Przed taką sytuacją, jaka miała miejsce w Brzoziu, ma bronić zapis ustawowy, zgodnie z którym dług samorządu nie może przekroczyć 60 proc. rocznych przychodów (jak widać, nie do końca skutecznie). Coraz więcej miast - głównie za sprawą ogromnych inwestycji wspieranych pieniędzmi unijnymi - zbliża się do tej granicy, a nawet ją przekracza. Zadłużenie Krakowa na koniec 2012 roku ma wynieść 58,8 proc. dochodów, a w 2013 roku - 56 proc. W ubiegłym roku 70-proc. poziom zadłużenia groził m.in. Włocławkowi. Tegoroczny budżet zakłada zadłużenie na poziomie 50 proc. Miasto tnie wydatki, zostawiono tylko inwestycje zaawansowane w przygotowaniach i mogące liczyć na wsparcie unijne.

W USA bankrutują i... się cieszą

Zaniepokojony rosnącym zadłużeniem samorządów resort finansów zapowiedział wprowadzenie przepisów, które zbiją długi samorządów do 8 mld zł rocznie (w 2010 roku było to 15 mld zł). Samorządy protestują, tłumacząc, że taki zapis zdusi inwestycje zasilane kasą z UE. Być może do urzędników ministerstwa przemówił przykład USA, gdzie w ubiegłym roku doszło do największego jak dotąd bankructwa samorządu - zbankrutowało hrabstwo Jefferson w Alabamie. Jego długi przekroczył 4 mld dol. Tak gigantycznego długu (będącego głównie wynikiem skandalicznie drogiej budowy sieci wodociągowych) 700-tysięczna społeczność nie byłaby w stanie spłacić przez 30 lat. Amerykańskie przepisy o bankructwie dają samorządowi ochronę przed wierzycielami i pozwalają m.in. na renegocjacje umów z pracownikami.

W 2008 roku zbankrutowało kalifornijskie miasto Vallejo. Zabrakło pieniędzy nawet na policję, więc zdesperowani mieszkańcy tworzyli obywatelskie patrole kontrolujące ulice. Po trzech latach miasto wychodzi na prostą, a jego włodarze podkreślają, że bankructwo wyszło miastu na dobre - działa dziś o wiele efektywniej i ma zrównoważony budżet, a w dodatku mieszkańcy bardzo się zintegrowali.

Grozi katastrofa?

Władze polskich miast i samorządowi eksperci podkreślają, że to nie ich polityka finansowa ani globalny kryzys mogą spowodować katastrofę samorządowych budżetów. - Systemowi samorządu terytorialnego grozi załamanie z powodu tego, że mają coraz więcej zadań zlecanych przez rząd, a nie dostają na to wystarczającej ilości pieniędzy - podkreśla dr Marek Goleń z Katedry Ekonomiki i Finansów Samorządu Terytorialnego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Podziel się

  • 6
  • 3
  • 2
  • 1
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (74)

  • 123rbr

    Oceniono 2 razy 0

    Trudno się dziwić, że miasta popadną w poważne kłopoty, skoro postępują pod dyktando kościoła i za grosze oddają czarnym okupantom nieruchomości warte kilkadziesiąt milionów złotych. Celuje w tym chyba Szczecin, w którym pomimo dużego zadłużenia i braku środków na finansowanie niezbędnych inwestycji "władze" "sprzedały kurii za kilkanaście tysięcy złotych nieruchomość wartą kilkadziesiąt milionów. Wcześniej swoje wyszarpała tu Opus Dei.

    • androsak

      Oceniono 1 raz 1

      Szczecin ma szanse w tej niechlubnej rywalizacji być w czołówce

  • zuuuraw

    Oceniono 4 razy 2

    Nie bój nic!
    Przecież jesteśmy "zieloną wyspą" i "liderem przemian" w Eurokołchozie !
    Mamy Jeana Vincenta, on nie pozwoli nam zbankrutować, najwyżej zadłuży nas na kolejne 350 mld !

  • lisa2

    Oceniono 3 razy -1

    A niech bankrutują!

    Mogli nie słuchać pani Gronkiewicz-Waltz i nie brać na kredyt wszystkiego co popadnie.

    Jak raz pożyczysz od kogoś kasę, to już jesteś udupiony. Chyba że masz jakąś produkcję na eksport. Ale my, Polacy, wcale nie odróżniamy się od pozostałych miejscowości w świecie, więc i nie mamy się czym pochwalić.

  • szapiel_mlodszy

    0

    @skinflint

    Przecież w GW prawie nikt nie podpisuje się pod artykułami...

  • maja2005

    Oceniono 1 raz 1

    Władze samorządowe to politycy a nie ekonomiści. Dla nich liczy się przede wszystkim kolejny głos w wyborach a nie pieniądze. A najlepiej postęp widać w budownictwie.

    Nowa droga, nowy sklep, basen, szkoła - to są inwestycje widoczne. Zmniejszenie wydatków na opłaty za oświetlenie miasta, bo zakupiono żarówki ledowe, to inwestycja, która nie dostrzeże żaden z mieszkańców, bo nie on płaci za prąd miejski.

  • gtpress

    Oceniono 2 razy 2

    szwagier szwagra szwagrem po-ganial, ale tylko jeden mial lopate w reku, kasa byla z EU.......i sie skonczyla!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX