Gdyby nie ratować banków

Rozmawiał Leszek Baj
29.09.2012 , aktualizacja: 28.09.2012 19:34
A A A Drukuj
Joaquin Almunia,  wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i komisarz UE ds. polityki Konkurencji

Joaquin Almunia, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i komisarz UE ds. polityki Konkurencji (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

- Rządy krajowe mogły nie ratować banków z publicznych pieniędzy. Mogły uznać, że są inne priorytety: pobudzanie wzrostu, walka z bezrobociem. Problem polega na tym, że jeśli nie pomożesz niektórym szczególnie dużym bankom, to cały system finansowy może się załamać - mówi Joaqu~n Almunia wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i komisarz UE ds. polityki konkurencji.


Leszek Baj: Sądzi pan, że podjęte do tej pory działania w walce z kryzysem wystarczą, by go wreszcie przezwyciężyć?

Joaqu~n Almunia: Żyjemy w trudnych czasach. Mieliśmy kryzys finansowy, głęboką recesję jako jego rezultat. Teraz z powodu recesji mamy kryzys zadłużenia, z którym próbujemy sobie poradzić. Ale kombinacja tych trzech zjawisk utrudnia wyjście na prostą. Z recesją można bowiem walczyć, jeśli ma się zdrowe finanse publiczne i niski dług publiczny. Łatwiej restrukturyzować system bankowy, jeśli mamy wzrost gospodarczy.

Trudna sytuacja wymaga jednocześnie wzmocnienia zarządzania w strefie euro, zmian w regulacji systemu finansowego, restrukturyzacji wielu banków w Europie, wprowadzenia programów oszczędnościowych w różnych krajach. W walce z kryzysem używamy coraz więcej instrumentów specjalnie stworzonych w tym celu, jak np. fundusze ratunkowe. Trwają rozmowy o stworzeniu unii bankowej. Tworzone są też podstawy dla głębszej unii fiskalnej. Na rezultaty tych zmian przyjdzie nam trochę poczekać. Z pewnością jednak głębsza integracja jest niezbędna.

Nie ma pan wrażenia, że większa integracja ogranicza demokratyczne wybory obywateli i dlatego coraz częściej ludzie się buntują, demonstrują? Coraz więcej decyzji zapada w Brukseli czy Frankfurcie, a nie Madrycie czy Atenach...

- Nie uważam, żeby integracja ograniczała demokrację. Nie sądzę też, by rosły nastroje antyeuropejskie. Ludzie są źli zawsze, gdy cierpią z powodu oszczędności w wydatkach na cele publiczne, cięcia płac, podwyżki podatków. Gdy takie decyzje podejmuje rząd, ludzie protestują przed rządowymi budynkami, a jeśli decyzja jest podejmowana przez Komisję Europejską, to demonstracje przenoszą się do Brukseli. To, czego ludzie chcą - i z tym się zgadzam - to konieczność demokratycznej kontroli nad działaniami organów unijnych.

Kolejnym krokiem do integracji ma być stworzenie unii bankowej ze wspólnym nadzorcą w postaci Europejskiego Banku Centralnego. Czy w takiej unii jest miejsce dla kraju spoza strefy euro, takiego jak Polska?

- Unia bankowa to dobry projekt dla wszystkich krajów europejskich. Dla krajów strefy euro jest absolutnie niezbędna, dla krajów spoza strefy może być przydatna. Przecież wiele banków w Polsce ma właścicieli w krajach strefy euro. Oczywiste jest jednak, że jeśli nie jesteś członkiem strefy euro, to w przypadku unii bankowej nie możesz być traktowany dokładnie w ten sam sposób jak kraje strefy.

Ostatnio nastroje na rynkach poprawiła decyzja EBC o możliwości nieograniczonego skupu obligacji z rynku wtórnego, by obniżyć ich rentowność. Czy była słuszna? Ciągle wzbudza liczne kontrowersje, szczególnie w Niemczech...

- EBC wziął pod uwagę, że w obecnej sytuacji przełożenie jego polityki monetarnej na rynek jest ograniczone. Działania EBC mające na celu obniżenie rentowności papierów skarbowych są właściwe, biorąc pod uwagę obecną sytuację. Wszystkie duże banki centralne - Rezerwa Federalna, Bank Japonii czy Bank Anglii - podejmują nadzwyczajne decyzje, bo mamy do czynienia z nadzwyczajną sytuacją.

Ale czy w dłuższym terminie konsekwencje tych działań nie będą przeciwne do zamierzonych? Niektórzy ekonomiści obawiają się, że skupowanie obligacji i drukowanie pieniędzy może wywołać bańki spekulacyjne na rynku żywności czy surowców oraz inflację.

- Nie widzę połączenia pomiędzy obecnymi działaniami banków centralnych a sytuacją na niektórych rynkach, np. żywności czy surowców. Ceny żywności rosną raczej z powodu słabych zbiorów. Dodatkowo na wzrost cen żywności czy surowców wpływa silny popyt ze strony gospodarek wschodzących.

Czyli nie obawia się pan inflacji?

- Z punktu widzenia strefy euro nie widzę zagrożenia inflacją.

Czy uważa pan, że fundusze ratunkowe dla strefy euro powinny być większe?

- Wart 500 mld euro fundusz ESM dopiero niedługo wejdzie w życie. Na razie nie był używany. I oczywiście lepiej by było, gdyby nie był używany w ogóle. Miejmy nadzieję, że sama obecność funduszy ratunkowych - EFSF i ESM - wystarczy, by przekonać graczy rynkowych, że nie mają co mierzyć się z siłą 17 krajów strefy euro.

Wspomniał pan wcześniej, że łatwiej byłoby rozwiązać obecne problemy przy wzroście gospodarczym. Ale go brakuje. A kraje takie jak Grecja czy Hiszpania, im głębsze wprowadzają oszczędności, tym bardziej wpadają w recesję. Jak przerwać to błędne koło?

- W niektórych gospodarkach oszczędności i reformy są po prostu niezbędne. To one są podstawą do stworzenia warunków dla wzrostu gospodarczego w przyszłości. Ale reformy nie oznaczają, że nie można jednocześnie znaleźć innych źródeł wzrostu. Jeśli gospodarka kraju staje się bardziej konkurencyjna pod względem kosztowym, to w wyjściu z kryzysu może jej pomóc wzrost eksportu. Pamiętajmy, że globalna gospodarka cały czas się rozwija. Trzeba to wykorzystać i stworzyć warunki do wzrostu.

Hiszpania potrzebuje pomocy finansowej? Kilka dni temu powiedział pan, że wahanie się Hiszpanii w sprawie prośby o pomoc finansową UE jest "wysoce ryzykowne".

- Nie użyłem takich słów. Mówiłem o "niepewności". W takich trudnych czasach myślę, że rozsądną rzeczą jest zmniejszać niepewność na rynkach finansowych.

Czyli Hiszpania powinna poprosić o pomoc?

- Hiszpania dobrze wie, co trzeba zrobić, by zmniejszyć wspomnianą niepewność.

ZOBACZ TAKŻE

Zobacz więcej na temat:

  • 13
  • 1

Komentarze (13)

  • msedziwoj

    Oceniono 7 razy 7

    Ratować banki, bo upadnie system finansowy?
    Czy mi się tylko wydaje, czy to świadczy o tym, że państwo nie kontroluje co robią banki?
    Bo przecież w kapitalizmie, upadanie firm jest czymś naturalnym, te co nie są dobrze zarządzane upadają,
    a to co się teraz dzieje, to przypomina socjalizm, gdzie państwo wspiera prywatne interesy dla dobra ogółu.

    Odnośnie demokracji, to zbyt rozdmuchane jest to jaka ona dobra, jak widać ludzie są niezadowoleni,
    a jedyne co mogą robić to wyjść na ulicę, nie mają wpływu na decyzje, choć powinni. Chyba czas znaleźć lepszy system.

    Co do unii bankowej, Polsce jest ona zbędna, to jak o nas zabiegają świadczy, że chcą nas wycyganić, powinniśmy trzymać się z dala. Rozwiązywanie problemów strefy euro, to nie nasz problem.

    Odnośnie centralizacji, to unia ciągle dąży do socjalistycznej wizji, gdzie wszystko jest regulowane, a wiemy z doświadczenia, że to nie jest dobre. Nie powinniśmy wchodzić w członkostwa jakiś uni/stowarzyszeń, tylko dla tego że większość tak robi.

    "Nie widzę połączenia pomiędzy obecnymi działaniami banków centralnych a sytuacją na niektórych rynkach, np. żywności czy surowców."
    I to zdanie mówi jakim jest idiotą ekonomicznym, po prostu ręce opadają.

    " Jeśli gospodarka kraju staje się bardziej konkurencyjna pod względem kosztowym, to w wyjściu z kryzysu może jej pomóc wzrost eksportu"
    A eksport wspomaga kurs walut, dlatego Grecja, Hiszpania, Portugala mają przerąbane, bo kurs euro podtrzymuje eksport np. Niemiec. Czyli ta trójka traci na euro, a Niemcy zyskują, tylko chyba nikt nie chce tego zauważyć.

  • radekm77

    Oceniono 5 razy 5

    "Ratować banki, bo upadnie system finansowy?"
    System finansowy i waluta 'należy' do państwa, czy do banków?

  • arnoldbuzdygan

    Oceniono 7 razy 5

    " Dzięki pomocy bank musi stać się sprawnie działającą instytucją mogącą finansować realną gospodarkę."

    Ale ściema. Tak naprawdę to powinno być "mogącą dalej finansować dziury budżetowe".

  • ggekko

    Oceniono 3 razy 3

    "Problem polega na tym, że jeśli nie pomożesz niektórym szczególnie dużym bankom, to cały system finansowy może się załamać"

    Otóż problem polega na tym, że ta sama Komisja Europejska, która dziś chce ratować banki doprowadziła do tej sytuacji pozwalając im przejmować i łączyć się z innymi bankami skutkiem czego są teraz "zbyt duże by upaść". Również Ci sami ludzie nie sprawowali dostatecznego nadzoru nad nimi kiedy inwestowali z chciwości w niepewne papiery Grecji czy Włoch, a dziś wmawiają nam, że cała UE ma ponieść koszty ratowania Societe Generale czy Credit Agricole (i wielu innych).

    Unia bankowa to taki sposób na równość polegającą na tym, że te banki, które sobie radzą dopłacą do tych, które sobie nie radzą. Nie tędy droga! Wielkie banki należy podzielić na mniejsze, jak kiedyś operatorów telekomunikacyjnych, co doprowadzi do zdrowej konkurencji i będzie korzystne zarówno dla samych banków jak i dla klientów.

    Bank podobnie jak operatorzy telekomunikacyjni wymagają równie dobrego iścisłego nadzoru - zwłaszcza te o znacząsej pozycji rynkowej, ponieważ ich managerowie uważają, ze są bezkarni i wiedzą, że w razie kłopotów rząd krajowy lub KE ich uratuje. A ryzykują NASZE (nie swoje własne pieniądze).

    W porównaniu z wielkimi bankami Amber Gold to osiedlowy kanciarz.

  • gtpress

    Oceniono 4 razy 2

    Swiat wymaga nowego rozdania i to musi wkrotce nastapic, w przeciwnym razie podazymy na bosaka polnymi drozkami, ktore wskaza nam wedrowni kramarze z sakiewkami,.......

  • andypedy

    0

    Koorwa i niech sie zalamie "system"
    3-6 miesiecy pozniej bylby nowy
    Na tym polega kapitalizm.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX