Szwecja daje zielone światło budowie największej elektrowni wiatrowej w Europie. Kosztujący pięć miliardów euro gigant dostarczy tyle energii, co największa polska elektrownia węglowa. - W Polsce na podobną inwestycję nie mamy szans - ostrzegają eksperci.
ZOBACZ TAKŻE
- Walka z wiatrakami, czyli ekologiczna wojna o Duszniki (04-01-10, 01:00)
- Jak mała duńska wysepka została potentatem zielonej energii (16-11-09, 14:00)
- Lawina wniosków o przyłączenie wiatraków do systemu energetycznego (02-09-09, 16:10)
- Szwedzi zmienili zdanie i chcą wprowadzenia euro (25-05-09, 13:04)
- Zbliża się koniec e-dyskryminacji? (03-05-09, 20:00)
- Ale nas Unia pobudowała! (29-04-09, 20:27)
- Kto chce walki z wiatrakami (21-04-09, 01:00)
- Energa może wybudować nową elektrownię wodną na Wiśle (16-04-09, 19:55)
- Szwedzi zamienią Fiat 500 w auta o napędzie elektrycznym (16-04-09, 10:24)
W ubiegłym tygodniu zgodę na budowę megafarmy wiatrowej dał samorząd regionu Norrbotten, w którym farma powstanie. Teraz zgodę musi dać jeszcze tylko rząd. Wszyscy spodziewają się, że da ją szybko, bo ocena oddziaływania inwestycji na środowisko wypadła korzystnie.
Skala projektu przyćmiewa wszystko, co do tej pory zrealizowano w Europie. Na 450-kilometrowej działce pod Markbygden (północna Szwecja) w ciągu dziesięciu lat stanie 1101 wiatraków 200-metrowej wysokości. Łączny koszt inwestycji: ponad 5,1 mld euro.
Docelowo farma ma dostarczać do sieci energetycznej od 8 do 12 terawatogodzin (TWh) energii rocznie. Łączna wielkość tzw. mocy zainstalowanej farmy wyniesie od 2500 do 4000 MW, w zależności od rodzaju zamontowanych turbin. Dla porównania - moc Bełchatowa, największej polskiej elektrowni (i największej w Europie elektrowni opalanej węglem brunatnym) to 4400 MW. Zaś roczne zapotrzebowanie Polski na energię to ok. 160 terawatogodzin.
Inwestycja w Markbygden wystarczy, by Szwecja wypełniła cel postawiony jej w unijnym pakiecie energetyczno-klimatycznym. Przewiduje on, że w 2020 r. 50 proc. zużywanej w Szwecji energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych.
W Polsce o takich inwestycjach nie mamy nawet co marzyć. I tak naprawdę nie wiadomo, jak rząd zamierza zrealizować polski cel udziału odnawialnych źródeł energii (OZE), który Komisja Europejska ustaliła na 6800 MW mocy w 2020 r. To około 15 proc. naszego zużycia.
- Dziś moc zainstalowana farm wiatrowych w polskich OZE to raptem 420 MW - mówi Wiesław Wójcik, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej (PIGEO). - U nas taka inwestycja jak w Szwecji jest dziś niemożliwa. Największa projektowana farma wiatrowa pod Darłowem będzie miała 300 MW mocy zainstalowanej. I już są trudności z podpisaniem umowy przyłączeniowej z operatorem sieci przesyłowej. Brak odpowiedniej infrastruktury, a w drugiej kolejności pieniądze są w Polsce największą przeszkodą w powstawaniu nowych ekoelektrowni - podkreśla Wiesław Wójcik.
Polskich OZE często nie ma jak podłączyć do sieci, bo w czasach PRL elektrownie powstawały głównie na południu kraju, na północy dochodziły tylko końcówki sieci.
Prezes PIGEO twierdzi natomiast, że polski system elektroenergetyczny jeszcze długo nie będzie miał problemu z "bilansowaniem" (chodzi o sytuację, gdy wiatr przestaje wiać i do sieci nie płynie prąd z farm, podczas gdy zapotrzebowanie utrzymuje się na stałym poziomie). - Dopiero gdy moc farm wiatrowych przekroczy 2-2,5 tys. MW, potrzebne będą nowe elektrownie szczytowo-pompowe albo elektrownie gazowe, które byłyby "bezpiecznikiem" w bilansowaniu systemu.
A co z pieniędzmi? Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej od poniedziałku zbiera wnioski o wsparcie finansowe dla nowych OZE. Wybrane w konkursie projekty dostaną nisko oprocentowane pożyczki - z możliwością umorzenia nawet 50 proc. kredytu. W ciągu kilku lat NFOŚiGW chce wydać na to 1,5 mld złotych. - Program NFOŚiGW trochę pomoże, ale zasadniczego problemu nie rozwiąże. Proszę porównać kwoty - 1,5 mld zł na okres trzech lat do wydania, podczas gdy koszt instalacji 1 MW wynosi około 1,8 mln euro - mówi Wójcik.
Skala projektu przyćmiewa wszystko, co do tej pory zrealizowano w Europie. Na 450-kilometrowej działce pod Markbygden (północna Szwecja) w ciągu dziesięciu lat stanie 1101 wiatraków 200-metrowej wysokości. Łączny koszt inwestycji: ponad 5,1 mld euro.
Docelowo farma ma dostarczać do sieci energetycznej od 8 do 12 terawatogodzin (TWh) energii rocznie. Łączna wielkość tzw. mocy zainstalowanej farmy wyniesie od 2500 do 4000 MW, w zależności od rodzaju zamontowanych turbin. Dla porównania - moc Bełchatowa, największej polskiej elektrowni (i największej w Europie elektrowni opalanej węglem brunatnym) to 4400 MW. Zaś roczne zapotrzebowanie Polski na energię to ok. 160 terawatogodzin.
Inwestycja w Markbygden wystarczy, by Szwecja wypełniła cel postawiony jej w unijnym pakiecie energetyczno-klimatycznym. Przewiduje on, że w 2020 r. 50 proc. zużywanej w Szwecji energii ma pochodzić ze źródeł odnawialnych.
W Polsce o takich inwestycjach nie mamy nawet co marzyć. I tak naprawdę nie wiadomo, jak rząd zamierza zrealizować polski cel udziału odnawialnych źródeł energii (OZE), który Komisja Europejska ustaliła na 6800 MW mocy w 2020 r. To około 15 proc. naszego zużycia.
- Dziś moc zainstalowana farm wiatrowych w polskich OZE to raptem 420 MW - mówi Wiesław Wójcik, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej (PIGEO). - U nas taka inwestycja jak w Szwecji jest dziś niemożliwa. Największa projektowana farma wiatrowa pod Darłowem będzie miała 300 MW mocy zainstalowanej. I już są trudności z podpisaniem umowy przyłączeniowej z operatorem sieci przesyłowej. Brak odpowiedniej infrastruktury, a w drugiej kolejności pieniądze są w Polsce największą przeszkodą w powstawaniu nowych ekoelektrowni - podkreśla Wiesław Wójcik.
Polskich OZE często nie ma jak podłączyć do sieci, bo w czasach PRL elektrownie powstawały głównie na południu kraju, na północy dochodziły tylko końcówki sieci.
Prezes PIGEO twierdzi natomiast, że polski system elektroenergetyczny jeszcze długo nie będzie miał problemu z "bilansowaniem" (chodzi o sytuację, gdy wiatr przestaje wiać i do sieci nie płynie prąd z farm, podczas gdy zapotrzebowanie utrzymuje się na stałym poziomie). - Dopiero gdy moc farm wiatrowych przekroczy 2-2,5 tys. MW, potrzebne będą nowe elektrownie szczytowo-pompowe albo elektrownie gazowe, które byłyby "bezpiecznikiem" w bilansowaniu systemu.
A co z pieniędzmi? Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej od poniedziałku zbiera wnioski o wsparcie finansowe dla nowych OZE. Wybrane w konkursie projekty dostaną nisko oprocentowane pożyczki - z możliwością umorzenia nawet 50 proc. kredytu. W ciągu kilku lat NFOŚiGW chce wydać na to 1,5 mld złotych. - Program NFOŚiGW trochę pomoże, ale zasadniczego problemu nie rozwiąże. Proszę porównać kwoty - 1,5 mld zł na okres trzech lat do wydania, podczas gdy koszt instalacji 1 MW wynosi około 1,8 mln euro - mówi Wójcik.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Już dziś PRACA dla Ciebie -
Internetowe Targi Pracy
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
0
0 głosów
Wyborcza.biz poleca
BIZNES LUDZIE PIENIĄDZE

Jeśli buty to za 50 zł. Polacy kupują tanio, ale się nie przyznają
WYWIAD Z CEGIELSKIM

W Azji biznes robi się od kuchni. Od frontu wchodzą giganty
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach

Jak nasze oszczędności powinny na siebie zarabiać
Rynki
Indeksy
- WIG20*WIG20-0.38%
- WIG20*mWIG40+0.61%
- WIG20*sWIG80+0.25%
- WIG20*WIG+0.03%








