Biznes Ludzie Pieniądze

I znów kłótnia o eurofundusze

Konrad Niklewicz
2009-06-03, ostatnia aktualizacja 2009-06-03 20:50

- Rząd źle wydaje unijne pieniądze - atakuje PiS. - Nieprawda, na tle innych państw nie wypadamy źle - odparowuje PO. W przedwyborczej debacie zorganizowanej przez KIG więcej było polityki niż faktów. Jak zwykle

Krajowa Izba Gospodarcza zaprosiła w środę do swojej siedziby kandydatów do europarlamentu z największych ugrupowań politycznych. Warszawskie "jedynki" - za wyjątkiem Janusza Piechocińskiego z PSL - nie pojawiły się. Ale i tak było ciekawie, choć nie zawsze na temat. KIG zapytał kandydatów na europosłów o to, jak wykorzystać unijne pieniądze w walce z kryzysem.

Opozycja wykorzystała okazję, by zaatakować rząd za zbyt powolne wypłacanie pieniędzy. - Naprawdę nie jest dobrze, marnowana jest szansa - mówił Adam Hoffman (PiS). - Gminy nie chcą przygotowywać projektów, bo się boją, że nie dostaną dotacji - dodał, przypominając stare hasło PiS-u, że rząd PO-PSL wydał tylko 0,8 proc. unijnych pieniędzy na lata 2007-13.

Jego partyjny kolega (też kandydat na europosła) Arkadiusz Mularczyk był znacznie radykalniejszy: - My zbyt szybko weszliśmy do Unii Europejskiej, nie analizując warunków, jakie nam narzucono - stwierdził. I jako przykład podał przepisy środowiskowe "Natura 2000", które - jak stwierdził - "nie pozwalają wybudować nawet wyciągu narciarskiego".

Do ogólnikowych haseł ograniczył się też Dariusz Grabowski (Libertas): - Fundusze są wykorzystywane źle, nie trafiają do tych, do których powinny - mówił, nie podając żadnych konkretów. A przedstawicielka Centrolewicy Krystyna Krzekotowska przekonywała, że "wpompowanie unijnych pieniędzy w mieszkalnictwo jest najlepszym sposobem" walki z kryzysem (kłopot w tym, że unijne prawo zezwala wydać na ten cel tylko cząstkę pieniędzy z UE).

Reprezentujący PO Rafał Trzaskowski (nr 4 na warszawskiej liście) oponował, ale dość słabo. - Te dane o procentach są mylące. Wystarczy spojrzeć na to, jak pieniądze unijne wydają inne kraje - tłumaczył.

Na tle innych polityków najkorzystniej wypadł Piechociński (PSL), który chyba jako jedyny przedstawił konkretny pomysł, jak przyspieszyć wydawanie unijnych pieniędzy. - Głównym kryterium oceny wniosków o dotację powinno być to, jak dalece projekt jest przygotowany do realizacji. Masz pozwolenie na budowę? Masz wykonawcę inwestycji? To dostajesz dotację - zaproponował. I zaapelował o priorytetowe traktowanie tych projektów, które zakładają wykorzystanie robocizny i surowców "pochodzenia krajowego".

•  Oficjalne dane o wydawaniu unijnych pieniędzy raczej nie potwierdzają zarzutów opozycji o ich „złym wydawaniu". W ramach funduszy na lata 2007-13 do 31 maja złożono 64,8 tys. poprawnych wniosków o dotację, na całkowitą kwotę dofinansowania (zarówno środki unijne, jak i środki krajowe) prawie 138 mld zł. W tym samym okresie podpisano 12 802 umowy na unijne dofinansowanie o wartości 24,3 mld zł. Faktycznie wypłacono 3,3 mld zł.

Coraz więcej pieniędzy trafia do przedsiębiorców. W środę Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości poinformowała o rozstrzygnięciu konkursu na dotację dla firm na tzw. e-usługi. Dzięki zwiększeniu o 50 proc. puli dostępnych środków dotację będą mogli dostać wszyscy ci przedsiębiorcy, których wnioski przeszły przez ocenę formalną i merytoryczną. Czyli 350 firm z całej Polski. Łączna wartość dotacji unijnej, jaką dostaną, to 208 mln zł. Umowy z przedsiębiorcami będą podpisywane w najbliższych tygodniach.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

0

0 głosów