Google szuka sposobu na Windowsa
Tomasz Grynkiewicz, Reuters
2009-07-08, ostatnia aktualizacja 2009-07-08 20:49
Internetowy gigant idzie na czołowe starcie z Microsoftem. Chce uderzyć w jego najczulszy punkt - systemy operacyjne
ZOBACZ TAKŻE
- Zakaz sprzedaży Windows w Chinach. Za czcionki (18-11-09, 21:26)
- Steve Ballmer - szef Microsoftu: Windows 7 to szybkość (23-10-09, 20:48)
- Microsoft i Yahoo! - koniec sagi, umowa zawarta! (29-07-09, 11:19)
- Google stracił setki milionów na inwestycji w portal (28-07-09, 11:28)
- Słaby kwartał Microsoftu (24-07-09, 08:03)
- Będzie darmowy Office w sieci (13-07-09, 21:38)
- Nowy Windows? Sześć na dziesięć firm mówi "nie" (13-07-09, 21:38)
- Google wyszukuje... lobbystów (10-07-09, 10:00)
- Nie wierz, bo przegrasz. Sześć mitów związanych z internetem (09-07-09, 13:30)
- Chińsko-amerykański spór o internet (25-06-09, 20:58)
- Europejscy wydawcy nie chcą ugody z Google'em (25-06-09, 20:50)
- Microsoft szuka sposobu na Google. Bing rośnie (19-06-09, 13:38)
- Google: Czas na zmianę e-maila (28-05-09, 20:13)
- Szef Google odchodzi z rady nadzorczej Apple (03-08-09, 18:11)
SERWISY
- Systemy operacyjne były projektowane w erze, kiedy nie było jeszcze internetu - pisze w blogu Sundar Pichai, jeden z menedżerów Google. - A to jest nasza próba, by na nowo zdefiniować, jak powinny teraz wyglądać - dodaje.
Ta próba, pod nazwą Google Chrome OS, ma trafić na rynek w drugiej połowie 2010 r. Początkowo ma działać tylko na netbookach - miniaturowych, lekkich i tanich laptopach, choć o ograniczonych możliwościach (z reguły ekran do 10-12 cali, słabszy procesor, brak napędu optycznego). Ale Pichai dodaje, że poradzi sobie także na pełnoprawnych pecetach.
A to już oznacza, że Google szykuje frontalny atak na polu zdominowanym przez Microsoft i jego system Windows, dziś zainstalowany na blisko 90 proc. komputerów na świecie. Google od lat stara się podciąć kolejne gałęzie w imperium Microsoftu, oferując w sieci coraz więcej alternatyw dla aplikacji instalowanych na komputerach (jak choćby Google Docs, okrojona wersja pakietu biurowego Microsoftu). Od lat, gdy tylko w mediach pojawiały się doniesienia o pracach nad systemem operacyjnym, konsekwentnie im zaprzeczał. Tym razem wkracza na nowy rynek z otwartą przyłbicą i w dodatku atakuje segment dla Microsoftu kluczowy - dziś Windowsy generują jedną trzecią przychodów koncernu, tylko w ub.r. było to ok. 20 mld dol.
- To część kultury Google: odbierać Microsoftowi monopol na pewne technologie w kolejnych segmentach rynku - mówi Rob Enderle, analityk firmy Enderle Group. - W segmencie systemów operacyjnych Microsoft jest wyjątkowo czuły na taki atak. I Google to wie - dodaje.
Pichai, choć z nazwy Windowsa nie wymienia, łatwo odczytać, który system ma na myśli, gdy pisze: "Słyszymy od użytkowników, że komputery muszą stać się lepsze. Ludzie chcą mieć dostęp do e-maila od razu, nie czekając, zanim komputer się uruchomi, chcą, by ich komputery były zawsze tak samo szybkie jak w dniu, kiedy je kupili (...). A co więcej, nie chcą spędzać wielu godzin, konfigurując sprzęt, by działał z każdym nowym urządzeniem czy martwić się o ciągle aktualizacje" - czytamy w oficjalnym blogu koncernu.
Jak zapowiada spółka, Google Chrome OS ma działać tak, by użytkownik miał dostęp w ciągu kilku sekund do maila i internetu. System operacyjny to kolejny element biznesowej układanki koncernu - spółka pod jednym dachem zgromadziła już większość usług, z jakich korzysta dziś internauta: wyszukiwarkę, pocztę, komunikator, blogi, serwisy ze zdjęciami, mapami czy edytor tekstowy. Pod koniec ub.r. dodała przeglądarkę Chrome (to na niej ma być oparty nowy system), w przyszłym roku chce zwieńczyć dzieło, wypuszczając na ring bezpośredniego rywala Windows.
A wszystko zgrabnie łączy się w wymierzony przeciw Microsoftowi ekosystem, w którym ociężały Windows nie będzie potrzebny, bo dane zamiast na twardym dysku będzie się przechowywało na serwerach, podobnie będzie z programami (filozofia tzw. cloud computing).
Czy Google ten ruch się powiedzie? Eksperci mają jednak wiele wątpliwości - dużo będzie zależało od tego, czy Google będzie w stanie dogadać się z głównymi producentami komputerów - m.in. z HP czy Dellem - by podobnie jak Windows także Chrome OS był instalowany od razu na nowym komputerze. Poza tym nowy system będzie zaprojektowany raczej dla osób, które przy komputerze głównie korzystają z internetu, a nie gier czy specjalistycznych aplikacji, np. graficznych. I w końcu Google musi przekonać do siebie użytkownika pecetów, bo dziś to korzystanie z Windowsa jest dla przeciętnego użytkownika odruchowe, rzadko kto szuka alternatywy.
A z przekonywaniem Google nie zawsze ma z górki - przeglądarka Chrome, którą koncern wypuścił na rynek pod koniec 2008 r., zajmuje dziś co prawda czwarte miejsce na rynku, za to z dużą stratą do rywali - ma raptem niewiele ponad 1 proc. rynku, podczas gdy Internet Explorer należący do Microsoftu - ok. 70 proc.
Właśnie dlatego zdaniem obserwatorów internetowy gigant zaczyna od netbooków - po pierwsze, to hit branży komputerowej, wciąż mimo kryzysu rozchodzący się jak świeże bułeczki. Po drugie, tu karty nie są jeszcze rozdane. Pierwsza fala netbooków działała na różnych wersjach Linuksa, a zaraz na rynku pojawią się modele z innym systemem Google na pokładzie - Androidem (docelowo zaprojektowany jako system dla zaawansowanych komórek, tzw. smartfonów). I Google będzie łatwiej wyszarpać kawałek tortu od Microsoftu.
Ta próba, pod nazwą Google Chrome OS, ma trafić na rynek w drugiej połowie 2010 r. Początkowo ma działać tylko na netbookach - miniaturowych, lekkich i tanich laptopach, choć o ograniczonych możliwościach (z reguły ekran do 10-12 cali, słabszy procesor, brak napędu optycznego). Ale Pichai dodaje, że poradzi sobie także na pełnoprawnych pecetach.
A to już oznacza, że Google szykuje frontalny atak na polu zdominowanym przez Microsoft i jego system Windows, dziś zainstalowany na blisko 90 proc. komputerów na świecie. Google od lat stara się podciąć kolejne gałęzie w imperium Microsoftu, oferując w sieci coraz więcej alternatyw dla aplikacji instalowanych na komputerach (jak choćby Google Docs, okrojona wersja pakietu biurowego Microsoftu). Od lat, gdy tylko w mediach pojawiały się doniesienia o pracach nad systemem operacyjnym, konsekwentnie im zaprzeczał. Tym razem wkracza na nowy rynek z otwartą przyłbicą i w dodatku atakuje segment dla Microsoftu kluczowy - dziś Windowsy generują jedną trzecią przychodów koncernu, tylko w ub.r. było to ok. 20 mld dol.
- To część kultury Google: odbierać Microsoftowi monopol na pewne technologie w kolejnych segmentach rynku - mówi Rob Enderle, analityk firmy Enderle Group. - W segmencie systemów operacyjnych Microsoft jest wyjątkowo czuły na taki atak. I Google to wie - dodaje.
Pichai, choć z nazwy Windowsa nie wymienia, łatwo odczytać, który system ma na myśli, gdy pisze: "Słyszymy od użytkowników, że komputery muszą stać się lepsze. Ludzie chcą mieć dostęp do e-maila od razu, nie czekając, zanim komputer się uruchomi, chcą, by ich komputery były zawsze tak samo szybkie jak w dniu, kiedy je kupili (...). A co więcej, nie chcą spędzać wielu godzin, konfigurując sprzęt, by działał z każdym nowym urządzeniem czy martwić się o ciągle aktualizacje" - czytamy w oficjalnym blogu koncernu.
Jak zapowiada spółka, Google Chrome OS ma działać tak, by użytkownik miał dostęp w ciągu kilku sekund do maila i internetu. System operacyjny to kolejny element biznesowej układanki koncernu - spółka pod jednym dachem zgromadziła już większość usług, z jakich korzysta dziś internauta: wyszukiwarkę, pocztę, komunikator, blogi, serwisy ze zdjęciami, mapami czy edytor tekstowy. Pod koniec ub.r. dodała przeglądarkę Chrome (to na niej ma być oparty nowy system), w przyszłym roku chce zwieńczyć dzieło, wypuszczając na ring bezpośredniego rywala Windows.
A wszystko zgrabnie łączy się w wymierzony przeciw Microsoftowi ekosystem, w którym ociężały Windows nie będzie potrzebny, bo dane zamiast na twardym dysku będzie się przechowywało na serwerach, podobnie będzie z programami (filozofia tzw. cloud computing).
Czy Google ten ruch się powiedzie? Eksperci mają jednak wiele wątpliwości - dużo będzie zależało od tego, czy Google będzie w stanie dogadać się z głównymi producentami komputerów - m.in. z HP czy Dellem - by podobnie jak Windows także Chrome OS był instalowany od razu na nowym komputerze. Poza tym nowy system będzie zaprojektowany raczej dla osób, które przy komputerze głównie korzystają z internetu, a nie gier czy specjalistycznych aplikacji, np. graficznych. I w końcu Google musi przekonać do siebie użytkownika pecetów, bo dziś to korzystanie z Windowsa jest dla przeciętnego użytkownika odruchowe, rzadko kto szuka alternatywy.
A z przekonywaniem Google nie zawsze ma z górki - przeglądarka Chrome, którą koncern wypuścił na rynek pod koniec 2008 r., zajmuje dziś co prawda czwarte miejsce na rynku, za to z dużą stratą do rywali - ma raptem niewiele ponad 1 proc. rynku, podczas gdy Internet Explorer należący do Microsoftu - ok. 70 proc.
Właśnie dlatego zdaniem obserwatorów internetowy gigant zaczyna od netbooków - po pierwsze, to hit branży komputerowej, wciąż mimo kryzysu rozchodzący się jak świeże bułeczki. Po drugie, tu karty nie są jeszcze rozdane. Pierwsza fala netbooków działała na różnych wersjach Linuksa, a zaraz na rynku pojawią się modele z innym systemem Google na pokładzie - Androidem (docelowo zaprojektowany jako system dla zaawansowanych komórek, tzw. smartfonów). I Google będzie łatwiej wyszarpać kawałek tortu od Microsoftu.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?
Zamów newsletter!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.2
5 głosów
Przeczytaj 2 komentarze na Forum
Wyborcza.biz poleca
Biznes, Ludzie, Pieniądze

Azbest będzie przetwarzany i znów wykorzystywany
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

Pożyczka u Stefczyka: wygodne raty mogą nieco uwierać
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
Rynki
Indeksy
- WIG20*WIG20-0.95%
- WIG20*mWIG40-0.53%
- WIG20*sWIG80-0.24%
- WIG20*WIG-0.67%










