Serwery Twittera padły przed godziną 16.00 polskiego czasu. "W Brazylii nie działa", "w Rosji też nie", "ani w Chile" - na forach pisali użytkownicy. Na
blogu spółki http://status.twitter.com/ pojawiła się informacja, że serwis został zaatakowany. Chodzi o tzw. atak DoS (Denial of Service).
Upraszczając: polega on na tym, że do serwera, na którym znajduje się atakowana strona, trafia lawina zapytań ze strony wielu komputerów jednocześnie. Zapytania różnią się od wejść zwykłych użytkowników - są bowiem tak spreparowane, że nie powiadamiają serwera, na jaki adres IP ma "wysłać" stronę. A serwer na ten adres czeka. Gdy takich fałszywych połączeń jest wiele, może nie wytrzymać obciążenia.
Niektórym użytkownikom, którzy próbowali zalogować się na konto na Twitterze, wyświetlił się komunikat: "Przepraszamy, ale Twoje zapytanie przypomina automatyczne żądania generowane przez wirusy komputerowe lub aplikacje typu spyware. W trosce o bezpieczeństwo użytkowników nie możemy go zrealizować".
Po dwóch godzinach serwis ruszył. Na razie nie wiadomo, kto stał za atakiem.
Dziś przytkał się też
Facebook - do serwisu można się było zalogować, ale nie działało wiele wewnętrznych funkcji - np. nie można było dodać nowych osób do znajomych.
Twitter to król mikrobloggingu - umożliwia publikowanie w sieci wpisów do 140 znaków. Mniej niż SMS, jednak na świecie w to szaleństwo wkręciły się już miliony. Wpis to ćwierknięcie, świergot (z ang. "tweet"), każdy wyświetla się na stronie użytkownika w Twitterze.
W sieci serwis pojawił się w marcu 2006 r. z hasłem "Co teraz robisz?". Wpisy miały być skierowane głównie do znajomych. W praktyce pomysł trzech młodych ludzi z San Francisco uruchomił lawinę. Na Twitterze pisze się nie tylko o tym, że
dziecko płacze, szef objechał, a
schabowy zaszkodził. Politycy wykorzystują go w kampaniach, jeden z Kościołów odprawiał w nim liturgię Wielkiego Piątku.
Prawdziwą siłą Twittera jest błyskawiczna informacja. Tu zwoływali się demonstranci po wyborach w Iranie, stąd większość mediów czerpała - szybciej niż np. z CNN - informacje. Podobnie jak zdjęcia z masakry w Sinkiangu. Twitter w wielu krajach doczekał się swoich klonów - w Polsce to np. Blip.pl albo Flaker.pl. Mimo kilkudziesięciu milionów użytkowników, wciąż nie ma jasnego pomysłu, jak na siebie zarobić.