Bajeczne dywidendy za akcje PZU

Marcin Bojanowski, Dominika Wielowieyska, Sylwia Śmigiel
20.11.2009 19:17
A A A
Już w ten czwartek cierpliwość akcjonariuszy największego polskiego ubezpieczyciela zostanie nagrodzona. Z samych dywidend dostaną 2 mld zł
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
- Nie mam nic do powiedzenia, proszę więcej nie dzwonić... Słychać trzask odkładanej słuchawki. I tak 17 razy. Nietrudno znaleźć osobę z jedną choćby akcją największego polskiego ubezpieczyciela. Ale porozmawiać z taką? Niemal nie sposób.

- Dobrze, powiem. Ale nie pod nazwiskiem. Nawet imienia nie podam. Ani gdzie mieszkam, ani ile mam lat. Napiszcie, że północna Polska - instruuje pan, nazwijmy go, Adam. W PZU - 20 lat. Teraz już emeryt. Zostało mu 200 akcji. Pozostałe 110 sprzedał wcześniej. Ale o tym później.

Liczymy. Dywidenda na jedną akcję to 147,65 zł, co oznacza, że już w ten czwartek, 25 listopada, pan Adam dostanie prawie 30 tys. zł. - Znacznie mniej, bo jeszcze zabierają podatek - mruczy pan Adam. Po czym dodaje, jakby chciał się wytłumaczyć: - Nie jest to zawrotna suma, ale w małym mieście takie rzeczy szybko się rozchodzą. Zaraz przyjdą sąsiedzi, ten będzie chciał na to, inny na tamto. I na co mi to?

O akcjach niechętnie mówią nie tylko byli pracownicy PZU. Także obecni właściciele, którzy skupowali je przez ostatnie lata, nabierają wody w usta, kiedy pytamy o dywidendę. - Nie mam nic wspólnego z tymi akcjami - ucina znany bokser Dariusz "Tiger" Michalczewski. Firma Tiger Investment i jego fundacja Równe Szanse dostaną z dywidendy ponad 2,3 mln zł.

- Od ponad dwóch lat nic mnie nie łączy z Tiger Investment - mówi bokser. Tłumaczy, że nazwa pozostała z okresu, kiedy był jej udziałowcem. - O tym, że kupiła akcje ubezpieczyciela, dowiedziałem się z gazet - przekonuje.

Co innego Michalczewski mówił rok temu. Pytany przez "Rzeczpospolitą", dlaczego kupił papiery PZU, odpowiedział, że liczy na wzrost wartości akcji, gdy spółka trafi w końcu na giełdę. Przyznawał wówczas, że w zakupie pomogli mu znajomi i doradcy inwestycyjni. - Chodziło o założoną przeze mnie fundację Równe Szanse - wyjaśnia dziś. Fundacja miała kupić akcje po to, by mieć pieniądze na finansowanie stypendiów swoich wychowanków.

Czasu nie znalazł dla nas też śląski biznesmen Wojciech Wajda. Żadna spośród prywatnych osób nie zgromadziła więcej akcji PZU. Na pytanie zgodził się odpowiedzieć jedynie e-mailem. Napisał w nim, że akcje ubezpieczyciela skupował w latach 2000-02 za dywidendę z giełdowej spółki Wasko, którą kontroluje.

- PZU miało dobre wyniki finansowe i uznałem, że to dobra inwestycja - tłumaczy. Zaznacza, że z perspektywy czasu nie wygląda to tak różowo. - W tym czasie na rynku były o wiele lepsze inwestycje - przyznaje. Na samej dywidendzie zarobi ponad 14 mln zł.

- Żeby zrozumieć obawy tych osób, musimy się cofnąć do końcówki lat 90. - opowiada były członek władz PZU. W listopadzie 1999 r. ówczesny minister skarbu Emil Wąsacz sprzedaje 30 proc. akcji ubezpieczyciela konsorcjum dwóch firm - Eureko i BIG-Bank. Wartość transakcji - ponad 3 mld zł. Jedna piąta przypada holenderskiej spółce, 10 proc. polskiemu bankowi (po kilku latach Holendrzy odkupili od banku jego udziały).

- To najlepsza transakcja prywatyzacyjna Wąsacza! - cieszy się Wąsacz. Zachwycony jest też prezes Eureko Joao Talone. - W ciągu 10 lat PZU stanie się jednym z ważniejszych partnerów grupy Eureko - zapewnia. W najbliższych miesiącach kolejne 30 proc. akcji ubezpieczyciela ma trafić na warszawską giełdę. Nikt wtedy nie przypuszcza, że na tę chwilę przyjdzie czekać przeszło dekadę.

Warunkiem prywatyzacji jest przekazanie za darmo pracownikom PZU 15 proc. akcji zakładu. - Żeby się na nie załapać, wystarczyło przepracować w firmie choć jeden dzień - mówi Marek Milewski, były pracownik oddziału PZU w Ostródzie. Jeden z nielicznych, którzy zgodzili się rozmawiać z "Gazetą". Za rok pracy dostał pakiet 310 akcji. Warunek był jeden: nie może ich sprzedać przez dwa lata.

Jednak już na początku 2000 r. w prasie i internecie pojawiły się ogłoszenia chętnych na zakup akcji PZU. "Aaaakcje PZU kupię. Najwyższa cena. Gotówka od ręki" - zachęcali liczni pośrednicy, którzy zwęszyli świetny interes. Pracowali dla dużych międzynarodowych graczy: prywatnych inwestorów, banków i tajemniczych firm z rajów podatkowych - głównie wysp kanału La Manche.

- Pośrednicy spisywali z pracownikami PZU umowy notarialne, że gdy tylko minie okres ochronny, sprzedadzą im akcje - opowiada były pracownik ubezpieczyciela. Pieniądze dostawali do ręki. Pierwsze transakcje zawierano po 40-50 zł za sztukę. - Do tego 10-20 zł za akcję dorzucane pod stołem - dodaje.

Skarbówka podejrzewała wtedy, że chodzi o pranie brudnych pieniędzy, ale nikomu nic nie udowodniono. - Tajemniczy kupcy liczyli, że za kilka lat sprzedadzą akcje na giełdzie z wielokrotnym przebiciem i wykażą legalny dochód. Jako podmioty z rajów podatkowych nie musieli płacić podatku - tłumaczy analityk giełdowy.

Chętnych na akcje było wielu, ceny rosły w zawrotnym tempie. - Często mnie nagabywano, nie wiem, skąd mieli mój numer telefonu - dziwi się Milewski. Raz zadzwonił pośrednik i dawał 162 zł za akcję. Tydzień później następny - 170 zł. A potem kolejni. Po dwóch latach cena skoczyła do 300 zł.

Rynkowe wyceny rażąco odbiegały od tych wyliczanych przez analityków giełdowych na podstawie wartości spółki. W 2001 r. Secus Asset Management wyceniał papiery poniżej 100 zł za sztukę. - Akcje zaczęły mocno drożeć rok później, gdy PZU znacznie poprawiło wyniki finansowe - tłumaczy Grzegorz Pędras, prezes Secus Asset Management.

Wcześniej do gry włączyli się giganci finansowi w rodzaju Kredyt Banku i BRE Banku. Wśród kupujących był również wspomniany Secus Asset Management, fundusz Ventus (płacił po 86 zł za sztukę) i agresywne zagraniczne fundusze inwestycyjne - m.in. Highwood Partners L.P. Bank Gospodarstwa Krajowego udzielał nawet kredytów pod zastaw tych papierów.

Wszyscy liczyli na rychły debiut giełdowy PZU. Ministrem skarbu była Aldona Kamela-Sowińska i wiele wskazywało na to, że to kwestia miesięcy. - Mylili się - mówi Pędras.

Walne cudów

Już następca Kameli-Sowińskiej Andrzej Chronowski próbował zerwać umowę prywatyzacyjną z holenderskim Eureko. Blady strach padł na właścicieli akcji, bo mogło to oznaczać, że będą musieli zwrócić wszystkie papiery skarbowi państwa. - Unieważnienie umowy to pomysł z kosmosu. Nie wierzę, by do tego doszło - mówił wtedy "Gazecie" przedstawiciel jednego z zagranicznych funduszy. Drobni akcjonariusze wypowiadali się w sposób mniej cenzuralny.

Pokaz siły mieli dać w czasie walnego zgromadzenia. Chronowski chciał odzyskać utraconą kontrolę nad spółką - odwołać ówczesny zarząd i opanować radę nadzorczą. Rozpoczęcie walnego się przeciągało, bo tłumnie stawili się na nim pracownicy-akcjonariusze, którzy chcieli bronić władz spółki. Organizatorzy mieli problem z policzeniem ich głosów.

Zgromadzenie zaplanowane na południe rozpoczęło się dopiero nocą. Choć pracownicy stanęli murem za władzami PZU, nie na wiele się to zdało. Nad ranem minister skarbu wyrzucił prawie cały zarząd PZU. Przedstawiciele Eureko opuszczali salę, trzaskając drzwiami. Wyszli też delegaci pracowników. - Nie chcemy brać udziału w tej szopce - komentowali.

Mało brakowało, a do rady nadzorczej PZU wszedłby dziennikarz "Gazety". Kilku pracowników zrobiło dziennikarzy swoimi pełnomocnikami, by mogli wejść na salę i obserwować, co się tam dzieje. Kiedy wszyscy wyszli, została tylko czwórka przedstawicieli mediów. W ostatniej chwili zrezygnowali z prawa do wyboru swojego przedstawiciela do rady.

Handel wre

Tamto walne tylko zaostrzyło konflikt. Kolejne rządy nie umiały się porozumieć z Holendrami. Wielu zniecierpliwionych pracowników zamiast czekać na niepewny debiut giełdowy, wolało sprzedać akcje za gotówkę. Chętnych do kupna nie brakowało. Zwłaszcza przed kolejnymi walnymi zgromadzeniami akcjonariuszy, które decydowały o wypłacie dywidendy.

Przed jednym z nich, w 2005 r., dał się skusić Milewski. Sprzedał 110 sztuk jednemu z licznych wówczas pośredników. - Potem miałem przez to kłopot, bo spółka nie zgłosiła transakcji w PZU - wspomina. Kilka tygodni później ubezpieczyciel wypłacił mu dywidendę za cały pakiet akcji, także za sprzedane już 110 sztuk.

Rok później Milewski dostał wezwanie do sądu. Kancelaria prawna reprezentująca kupca domagała się zwrotu dywidendy. - Broniłem się dzielnie i wszystko skończyło się w miarę szczęśliwie - mówi Milewski. Zgodnie z ugodą zwrócił dywidendę od sprzedanych akcji, ale nie musiał płacić kosztów procesowych i odsetek. - Inni nie mieli tyle szczęścia - dodaje. Już nie sprzedaje akcji. Czeka na giełdowy debiut PZU.

Miliony z dywidendy

Niedawno minister skarbu Aleksander Grad podpisał ugodę z Eureko. Holenderski koncern wycofa się z PZU w zamian za ponad 4,7 mld zł. Pieniądze będą pochodzić z zysków ubezpieczyciela z poprzednich lat powiększonych o zaliczkową wypłatę za 2009 r.

Całość dywidendy wyniesie 12,75 mld zł. Wypłata planowana jest na 26 listopada. Eureko dostanie z tego 6,9 mld zł, skarb państwa - 3,5 mld zł. Pozostałe 2 mld zł trafi do reszty akcjonariuszy.

Najwięcej, bo ponad 460 mln zł zaległej dywidendy, odbierze grupa JP Morgan. Fundusze z Bermudów, Luksemburga i Malezji dostaną prawie 90 mln zł.

Jedna z najbardziej zaskakujących firm, które są akcjonariuszami PZU, to wydawca katolickiego "Gościa Niedzielnego". Wydawnictwo Kurii Metropolitalnej ma 5,5 tys. akcji. Dzięki temu może liczyć na 812 tys. zł minus podatek.

W gronie akcjonariuszy jest też Grzegorz Wieczerzak. Zasłynął jako prezes PZU Życie, który przez kilkanaście miesięcy nie dawał się odwołać ze stanowiska. Z tamtych czasów zostało mu 13 akcji o wartości prawie 2 tys. zł.

Spodziewana wypłata dywidendy nie wstrzymała handlu akcjami PZU. Właściciele nadal je sprzedają, zatrzymując sobie prawo do wypłaconej wkrótce dywidendy. Cena? 320-340 zł za sztukę. Przed ogłoszeniem ugody można je było kupić za 420-440 zł.

- Teraz dywidenda, w przyszłym roku debiut na giełdzie, żyć nie umierać - zaciera ręce jeden z naszych, oczywiście proszący o anonimowość, rozmówców. - Kto by pomyślał 10 lat temu, że tak to się skończy? No kto!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.

ZOBACZ TAKŻE
  • Bajeczne dywidendy za akcje PZU ulanzalasem 23.11.09, 14:21

    Niech Tusk doliczy do dziury budżetowej 5 mld POżyczki dla ZUSu i 7,5 mldzłotych z Funduszu Rezerwy Demograficznej...»

  • No to ubezpieczający się w PZU wreszcie guru133 23.11.09, 14:26

    dowiedzieli się skąd takie wysokie składki ubezpieczeniowe i dlaczego taktrudno uzyskać uczciwą wypłatę z ubezpieczenia, jeżeli spotka cię jakieśnieszczęście ujęte w polisie.»

  • Bajeczne dywidendy za akcje PZU voqo 24.11.09, 11:40

    Jak minister chce pracować na premie swoich kumpli z Eureko, to niech im płaciz własnej kieszeni! Sąd właściwy dla sprawy już dawno orzekł, że Eureko nienależy się ANI JEDEN GROSZ (eurocent »